Show zamiast rozumu

Show zamiast rozumu

Bezradność, znużenie, bezsilność. Tak swój stan ducha opisują czytelnicy „Przeglądu” w listach do redakcji czy do mnie. Skarżą się na coraz większy bezsens tego, co słyszą w telewizji z ust polityków, którzy w szybkich, parozdaniowych komentarzach, bo czas antenowy kosztuje, opisują trudne sprawy metodą show. Nie musi być mądrze. Ale musi być wyraziście, z przytupem, tak by skupić uwagę na mówcy. Po tym jakiś banał wygłoszony przez dziennikarza, który na tę chwilę przyjmuje minę odkrywcy Ameryki i dalej. Kolejny polityk i kolejny Kolumb. I tak przez cały dzień. Widowisko musi trwać. Show wyparł debatę. A showmani przegonili specjalistów i ekspertów.
Nikt już nie może mieć złudzeń, że polityczni kuglarze i jastrzębie idą ręka w rękę z tymi mediami, które żywią się ich barwnymi, choć rzadko sensownymi wypowiedziami. Politycy wyciągnięci z anonimowego tłumu i wykreowani ponad miarę kompetencji i talentu weszli na orbitę dyżurnych autorytetów. Są stałymi gośćmi programów prowadzonych przez tych samych dziennikarzy, którzy z upodobaniem moralizują, jak to zepsuta jest nasza klasa polityczna. Rozdzierają szaty na różnych łamach, a do siebie zapraszają ciągle tych samych zombi polityki. Wiadomo zresztą dlaczego. Dla oglądalności. Czyli kasy. Swojej i mediów. Zapraszają, bo takie zombi zawsze komuś przywali, kogoś obrazi, a przynajmniej staranuje. Zombi pracuje z zespołem, który mu wymyśla grepsy, zaczepki i epitety. Obie strony, czyli i politycy, i dziennikarze, świetnie o tym wiedzą. Czy te seanse mają jeszcze coś wspólnego z tradycyjnymi mediami, obiegiem informacji i rzetelnością dziennikarską? Wątpię. Trzeba więc poszukać jakiegoś sposobu na opisanie tych zjawisk, by odbiorca nie był tak bezczelnie oszukiwany. Niech każdy wie, na co patrzy. Sądzę zresztą, że wielu taki jawny show się spodoba. Tak jak jedzenie gąsienic na ekranie czy opowiadanie małżonków, kto kogo więcej razy zdradził.
Piszę o tym manipulowaniu widzami pod szyldem obiektywnego dziennikarstwa, bo nawet teraz, po zamachu w Łodzi, niezwykle zatroskana agresją polityków czołówka najpopularniejszych dziennikarzy pozapraszała do swoich programów tych, co zwykle. Czyli najagresywniejszych. Logiki w tym nie ma. Jest hipokryzja i bardzo wąziutkie, przyziemne interesy. Puste gesty, fałszywa troska na pokaz i podgrzewanie atmosfery. Podpuszczanie i napuszczanie jednych na drugich. Ciekaw jestem tylko, ilu z tych politycznych i medialnych statystów wie, o co toczy się najważniejsza gra. Ci, którzy uprawiają takie dziennikarstwo, świadomie czy nie, wpisują się w logikę polityki lidera PiS. Jest to logika bezpardonowej walki z państwem i jego instytucjami. Dla niego dzisiejsze państwo polskie jest do rozwalenia. A wszyscy, którzy chcą je podpierać, usprawniać czy modernizować, nie zasługują na miano patriotów, ludzi uczciwych i partnerów do rozmów. Jeśli taki program i praktyka rządów z lat 2005-2007 nie są wystarczające, by ogłosić alarm, to co jeszcze musi się stać, by zapaliło się czerwone światło. PiS w marszu po władzę trzeba zatrzymać. Szkopuł w tym, że trzeba to zrobić zgodnie z demokratycznymi regułami.

Wydanie: 43/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy