Sami nie damy rady

Sami nie damy rady

Staram się nie zawracać Czytelnikom głowy sprawami redakcyjnymi, ale bywają takie momenty, że trzeba. Po prawie 13 latach wydawania „Przeglądu” w taki sposób, jak to robią inni wydawcy tygodników, czyli poprzez spółkę, doszliśmy do wniosku, że takie działanie nie ma już sensu. Po co mamy się ścigać z konkurencją zagranicznych koncernów czy grup kapitałowych, które traktują prasę jak każdy inny towar? I kierują się w związku z tym wyłącznie jednym kryterium. Zyskiem. Gdy jest dobra sprzedaż, a zwłaszcza gdy gazeta ma dużo reklam, właściciel jest zadowolony, a interes się kręci. Gdy sprzedaż spada, a reklam ubywa, los tytułu jest zagrożony. A gdy nie pomogą cięcia, zmiana linii i zespołu, to pismo przechodzi do historii. Takie są ponoć reguły wolnego rynku. Używam słowa ponoć, bo jakoś nie widzę, by polskie media spustoszone przez silne koncerny były dowodem walorów tego rynku. Jeśli coś widzę, to wolną amerykankę, bezwzględne niszczenie konkurencji, pompowanie wyników sprzedaży pod reklamodawców i sponiewieranie zawodu dziennikarskiego. Czytelnicy wiedzą, kto bierze w tym udział. I przynajmniej część martwi ta sytuacja.
Spadek czytelnictwa sprawia, że konkurencja jeszcze bardziej się zaostrza. W efekcie mamy szybko postępującą tabloidyzację mediów, czyli coś, co w języku potocznym określa się po prostu badziewiem. Są smakosze tej uproszczonej do kilkuset słów formy przekazu, podobnie jak są smakosze wina z siarką. Nie nasz to świat i nie nasze klimaty. Dla nas bardzo ważne jest, by w Polsce ubywało przyczyn, dla których aż tylu obywateli ma zamkniętą drogę do mądrej książki czy gazety wymagającej większego wysiłku intelektualnego.
Z niezgody na pogłębiające się nierówności materialne i społeczne, na dzielenie ludzi według zasobności portfela, na brak pracy, na opóźnienia modernizacyjne, na mizerię świata polityki rodziły się kolejne numery „Przeglądu”. Próbujemy tu przywracać godność i dobrą pamięć o ludziach, którzy ciężko i z sukcesami pracowali dla Polski przed 1989 r. Linia ideowa naszego tygodnika nie mieści się w standardowym zestawie ofert, jakie są na rynku. Idziemy własną drogą, a inspirację czerpiemy z bezpośrednich relacji z Czytelnikami. Z taką filozofią nie mamy czego szukać w świecie mediów komercyjnych.
Zamiast narzekać na kryzys i wszystkie związane z nim nieszczęścia, szukamy nowych rozwiązań. Kto się nie zmienia, ten kapituluje przed problemami. Jeśli chcemy ochronić to, co w „Przeglądzie” najcenniejsze, i zachować podmiotowość oraz niezależność tygodnika, to musimy odwołać się bezpośrednio do Czytelników. Sami w tych warunkach, jakie są dziś w Polsce, możemy tylko trwać. I to też jedynie przez jakiś czas. Szkoda tego potencjału i tego, co już zostało zrobione. Szkoda tym bardziej, że po lewej stronie nie ma zbyt wielkiej oferty. Nadszedł więc czas, by zrobić kolejny krok. I uspołecznić wydawanie „Przeglądu”. Drogą do tego może być fundacja jako organizator ruchu społecznego wokół tygodnika.
Naszym atutem w budowie fundacji jest skupione wokół „Przeglądu” środowisko składające się z wielu ludzi myślących podobnie jak my i zaufanie zdobyte przez lata. Na pytanie, jaka będzie ta nowa formuła, odpowiedzą przede wszystkim ci, którzy wypełnią ją swoimi pomysłami i propozycjami. Bardzo liczę na naszych Czytelników i sympatyków. I proszę o kontakty drogą telefoniczną (503-158-795) lub mejlową (j.domanski@przeglad-tygodnik.pl).

Wydanie: 47/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy