Brednie fanów wojny

Brednie fanów wojny

Na szczęście zamiast realnej wojny i napaści Rosji na Ukrainę, co zapowiadali Amerykanie i ich najwierniejszy sojusznik, czyli obóz zarówno rządzącej, jak i opozycyjnej polskiej prawicy, jest tylko wojna informacyjna. Też bez sensu. Ale przynajmniej bez ofiar.

PiS tradycyjnie straszy wojną, by jakoś przykryć nieprawdopodobny bałagan przyniesiony od początku roku przez Polski Ład. Katastrofa, z którą nie wiadomo, co zrobić.

Władzy znacznie łatwiej przychodzi wywoływanie zagrożenia rychłym wybuchem wojny. I nieważne, czy to ma jakiś sens. Nadrzędny cel to odciąganie uwagi społeczeństwa od inflacji, drożyzny i bałaganu.

Ale histeria i panika wojenna mają krótki termin przydatności. Władza wykorzystała go do ściągnięcia oddziału wojsk amerykańskich. Jako ratunek. Chociaż nie wiadomo, kogo mają uratować i przed czym. Uciekli z Afganistanu, więc chętnie poćwiczą na nowych poligonach. Nikt przecież nie zapłaci więcej od Polski za amerykańskie uzbrojenie czy gaz.

Autorzy tej polityki to politycy ślepi i głusi na fakty. Nie potrafią wyciągnąć wniosków z tragicznych doświadczeń Iraku, Syrii i wspomnianego już Afganistanu. USA jako filar naszej suwerenności i jedyny już, choć bardzo interesowny sojusznik to polityczna ułuda. Fatamorgana, która rozpłynie się w razie jakiegokolwiek realnego zagrożenia. Trudno oczekiwać, a tym bardziej wymagać, by amerykańscy żołnierze umierali za Suwałki czy Przemyśl.

I od takiej oceny trzeba wyjść, by zacząć budować w miarę skuteczne filary bezpieczeństwa naszego państwa. Na dekady. Bezpieczeństwa realnego. Dopasowanego dokładnie do tego miejsca, w którym jesteśmy na mapie świata.

Także USA mają tu do odegrania ważną rolę. Taką, której są w stanie sprostać. Mrzonki sojusznicze nie są potrzebne ani im, ani tym bardziej Polsce.

Takie myślenie jest, niestety, obce tym, którzy aż się palą do wojny. W mediach odpytywani są wojskowi. Najczęściej zaś ci generałowie, którzy znani są głównie z tego, że porobili błyskawiczne kariery, kumając się z politykami. Uwierzyć w ich kompetencje mogą tylko bezkrytyczni wielbiciele.

Jako kraj mamy najwięcej antyszczepionkowców i równie licznych fanów wojny. Cóż można o nich powiedzieć? Zasłaniają się polską racją stanu. Tak jakby były nią kolejne ofiary i groby. Jeśli teraz nie nazwie się ich bredni po imieniu, to do kogo później kierować pretensje?

Jest druga strona tego parcia do wojny. Ogromne zyski producentów broni i tabuny lobbystów, którzy ją wpychają rządom. Mocno przestraszyć i zaoferować pomoc. Prymitywne, ale ciągle skuteczne.

A przeciwników tej hucpy opisać jako agenturę Putina. Tyle że to już nie działa. Bo agentami Putina są też, w zależności od potrzeb, dla obecnej władzy politycy PO, a dla polityków PO ci z PiS.

Wydanie: 7/2022

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy