Jesień szalonego Słońca

Jesień szalonego Słońca

Czy gigantyczne erupcje solarne zapowiadają globalny wzrost temperatur? Astronomowie są zdumieni i gorączkowo szukają wyjaśnień. Słońce powinno być spokojne, tymczasem wstrząsają nim ogromne erupcje. Nigdy jeszcze za ludzkiej pamięci nasza gwiazda nie była tak aktywna. „To nie powinno się zdarzyć. W kontekście tego, co wiemy o Słońcu, to po prostu niesłychane”, mówi Scott Young, dyrektor kanadyjskiego Planetarium Manitoba. Piekielne trio plam słonecznych, oznaczonych numerami 484, 486 i 488, wywołuje prawdziwe kosmiczne orkany. Od 19 października plamy te wystrzeliwują z prędkością 2,3 tys. km na sekundę ogromne pęcherze gorących gazów i plazmy o masie nawet miliarda ton. Erupcja z 4 listopada pobiła wszelkie rekordy. Na instrumentach pomiarowych amerykańskiej agencji kosmicznej NASA najwyższy stopień mocy solarnych pochodni wynosi X20 (potężne erupcje słoneczne oznaczane są literą X i cyframi). Zdaniem ekspertów, potworna emisja energii solarnej z 4 listopada miała niespotykaną dotąd moc X28. Zazwyczaj wyrzucony przez Słońce gigantyczny pęcherz naładowanych energią elektronów, protonów i gazów mknie przez przestrzeń kosmiczną dwa lub trzy dni, zanim dotrze do Ziemi. Tym razem uderzył w pole magnetyczne naszej planety po zaledwie 24 godzinach. Ale także emisja z 21 listopada była silna. Zielone, fioletowe i różowe kurtyny, łuki, promienie, korony i wstęgi zorzy polarnych widoczne były nawet na położonej daleko na południu Florydzie. Mieszkańcy wielu krajów w popłochu dzwonili na policję, zawiadamiając o pojawieniu się UFO. Pole magnetyczne Słońca naukowcy porównują do sieci uplecionej z energii, w której pojawiają się wciąż nowe dziury. Z dziur tych wystrzeliwują protuberancje – fontanny rozpalonego wodoru. Zazwyczaj po zatoczeniu łuku długości kilkuset tysięcy kilometrów znów opadają na powierzchnię Słońca. Niekiedy jednak erupcje są tak potężne, że pochodnie gazowe na zawsze odrywają się od solarnej kuli i docierają do Ziemi. Łączność radiowa na falach krótkich zostaje wtedy sparaliżowana, radary i systemy satelitarne odmawiają posłuszeństwa, zorze polarne pojawiają się nawet nad Morzem Śródziemnym. Wielki rozbłysk na Słońcu nastąpił np. 10 kwietnia 1981 r. Wyzwoliła się wtedy energia 100 mld bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę. Strumień naładowanych cząsteczek dotarł do ziemskiego pola magnetycznego po 58 godzinach, wywołując burzę magnetyczną. Nie wytrzymały jej linie energetyczne Kanady. W prawie całym rozległym kraju zgasły światła. Naładowane cząsteczki w krótkim czasie rozgrzały górne warstwy atmosfery ziemskiej z 1,5 tys. do 2,5 tys. stopni Celsjusza. Gazowa powłoka gwałtownie się rozszerzyła, w rezultacie o mało nie spadł amerykański prom kosmiczny Columbia, który nagle znalazł się na niższej orbicie. Astronauci musieli się ratować, włączając silniki. Ten sam efekt doprowadził w 1979 r. do przedwczesnego upadku amerykańskiej stacji orbitalnej Skylab. Bezprecedensowe eksplozje solarne, do których doszło tej jesieni, spowodowały jednak niewielkie szkody. Być może, rozpętany przez Słońce kosmiczny huragan uszkodził dwa japońskie satelity. Zdaniem niektórych ekspertów, właśnie ten fenomen spowodował również awarię elektryczności w Szwecji – 50 tys. osób pozostało bez prądu. Ziemianie po prostu mieli szczęście – jedna z erupcji „przeszła bokiem”, druga miała pole magnetyczne zgodne z ziemskim, nie rozpętał się więc magnetyczny huragan. Zadziałał też system wczesnego ostrzegania, możliwy dzięki amerykańsko-europejskiej sondzie solarnej SOHO. Na pokładzie tego statku kosmicznego o całkowitej masie 2 ton pracuje 12 różnych instrumentów pomiarowych, które dziennie zbierają dane mogące zapełnić 670 tomów encyklopedii. Kiedy SOHO przesłała do centrali pod Waszyngtonem zdjęcia „gotującej się” powierzchni Słońca, astrofizycy uderzyli na alarm. Właściciele satelitów, w tym Europejska Agencja Kosmiczna ESA, zdążyli wyłączyć czułą elektronikę pokładową albo sprowadzili sputniki z kursu fali uderzeniowej. Astronauci na pokładzie międzynarodowej stacji orbitalnej ISS spędzili najgorętszy czas w specjalnej rosyjskiej kapsule, będącej swego rodzaju bunkrem przeciwsłonecznym. Amerykańskie koncerny energetyczne zmniejszyły obciążenie linii przesyłowych, zaś samoloty latały na niższym pułapie, aby uniknąć promieniowania. Dzięki sondzie SOHO astronomowie odkryli że Słońce to obiekt niezwykle dynamiczny, na którym występują przez trzęsienia solarne, wybuchy i tornada. Jest gigantycznym dynamem obracającym się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 49/2003

Kategorie: Nauka