Jest wisienka, tortu brak

Jest wisienka, tortu brak

Naszym problemem jest to, że porównujemy się ze złymi państwami i odwołujemy się do złych epizodów z naszej historii Dr hab. Jan Sowa – socjolog i kulturoznawca, pracownik naukowy Katedry Antropologii Literatury i Badań Kulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wydał m.in. książki „Ciesz się, późny wnuku! Kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna”, „Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą”. Najnowsza jego książka to „Inna Rzeczpospolita jest możliwa!”. Średnio raz na trzy miesiące media przedstawiają badania, z których wynika, że dzieje się u nas bardzo dobrze. Tymczasem Jan Sowa chce zmieniać Polskę. Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego chce pan innej Rzeczypospolitej? – Z różnego rodzaju wskaźnikami, którymi raczą nas eksperci i media, jest jeden zasadniczy problem. Bardzo często ignorują one klasowy charakter społeczeństwa. Przedstawiając średnią dla Polski, nie uwzględniają różnic, kto i jak rzeczywiście żyje. Jeśli jeden obywatel ma mieszkanie o powierzchni 30 m kw., a drugi 200-metrowy apartament, to statystycznie każdy z nich ma 115-metrowe mieszkanie. W takiej sytuacji prawdziwe przedstawienie życia osób, które znajdują się w gorszym położeniu materialnym, staje się niemożliwe. Otrzymujemy zbitkę propagandową, że jeśli poprawia się ogólnie, to każdemu z nas się poprawia. Taka jest cena, którą płacimy za porzucenie analizy klasowej. Bez niej trudno sensownie pokazać sytuację społeczeństwa kapitalistycznego. Jeśli buntuje się mniej zamożna część społeczeństwa, otrzymujemy zafałszowaną opowieść, że ci ludzie buntują się nie dlatego, że są biedni, ale dlatego, że są irracjonalni albo zawistni. Zamiast analizy klasowej mamy legendę o złotym wieku. – Obóz władzy i sprzyjające mu media niezmordowanie opiewają chwałę i sukcesy III RP. Powołując się na dane makroekonomiczne, zupełnie zaniedbują kwestie społeczne. PKB rośnie, ale zwróćmy uwagę, jak niski jest w nim udział płac, i co oznacza, gdy płace stanowią zaledwie jego jedną trzecią. Mamy również niski poziom wydatków publicznych w relacji do PKB, więc nie jest tak, że to, czego nie otrzymujemy w pensjach, dostajemy w usługach publicznych. Reszta pieniędzy idzie do kieszeni tych, którym się powodzi coraz lepiej. Społeczeństwo kapitalistyczne jest społeczeństwem nieusuwalnego konfliktu pomiędzy pracą a kapitałem. Od 25 lat mamy politykę, która faworyzuje kapitał względem pracy. Praca musi na tym ucierpieć i nic tutaj nie pomogą zaklęcia, że kapitalizm rozwija się w interesie nas wszystkich. Szantaż kapitału Polska znajduje się w grupie państw o najniższym w Unii wynagrodzeniu za godzinę. Siła robocza jest u nas bardzo tania, ale to nie przeszkadza w uprawianiu propagandy na temat haraczy nakładanych na pracodawców. Wyzysk w ogóle nie przebija się w mediach i debacie publicznej. – Dzieje się tak dlatego, że mamy pewną ideologiczną hegemonię. Dziś, kiedy pojawił się straszak w postaci posługującego się retoryką socjalną PiS, nagle wyrósł zastęp obrońców prekariuszy. Przecieram oczy ze zdumienia, bo prekariuszy bronią media, Platforma Obywatelska, Kukiz, Duda, Komorowski, a nawet Lewiatan. O ludziach zatrudnionych na umowach śmieciowych mówiło się na świecie przynajmniej od początku tego wieku, a teraz ten temat nagle stał się priorytetowy w Polsce, która już wcześniej była czempionem prekaryzacji. Wciąż jednak nie mamy analizy klasowej, a przecież na tych prekariuszach ktoś zarabia. Wygląda na to, że ludziom można w nieskończoność wmawiać, że żyje im się naprawdę dobrze. – To kolejne piętro arogancji, bo przy wyraźnym niezadowoleniu społecznym mamy opowieść o tym, jak jest świetnie i wspaniale. Ci, którzy tworzą tę propagandę, uważają, że ludzie są głupi i we wszystko uwierzą. Na początku przemian mówiono społeczeństwu, że potrzeba 20 lat wyrzeczeń, żeby było wreszcie dobrze. Minęło 25 lat, w tym dekada w Unii Europejskiej z jej gigantycznymi funduszami i silną redystrybucją bogactwa, a ludzie dalej słyszą, że trzeba czekać. Oni mają tego po prostu dosyć i widzą, że ich dzieci w Polsce nie czeka żadna przyszłość. Te dzieci nie chcą słuchać o kolejnych 20 latach poświęceń. Tym bardziej że wciąż słyszymy, jak świetnie działa nasza gospodarka. Skoro jest tak super, czemu na nic nie ma pieniędzy – na porządną służbę zdrowia, na prawdziwie darmowe studia dla wszystkich, na godziwe emerytury, mieszkania komunalne, minimalną ochronę socjalną itp.? Dobra

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 28/2015

Kategorie: Wywiady