Jeszcze masoneria nie zginęła

Jeszcze masoneria nie zginęła

Podejrzliwość wobec masonów jest równie stara jak sama masoneria, a właśnie obchodzimy jej 300-lecie

Dr Mirosława Dołęgowska-Wysocka – mistrzyni żeńskiej loży wolnomularskiej Gaja Aeterna, wydawczyni i redaktorka naczelna „Wolnomularza Polskiego” i „Gazety Ubezpieczeniowej”.

Na okładce wznowionej w zeszłym roku pani książki „Poboyowisko” widnieje znak Polski Walczącej zakończony symbolami płci. Za użycie takiej samej grafiki na warszawskiej Paradzie Równości trójka aktywistów partii Zieloni odpowie w sierpniu przed sądem. Jak zareagowała pani na tę informację?
– Gniewem, ale równocześnie poczuciem, że mam do czynienia z chichotem historii, bo przecież od przeszło 40 lat zajmuję się Boyem i równouprawnieniem kobiet. Po przeczytaniu tekstu w „Wyborczej” polubiłam profil liderki tej grupy – szefowej Zielonych z Poznania Małgorzaty Tracz. Napisałam, że na okładce mojej książki jest identyczny motyw, podpięłam skan.

Polka walcząca

„Kto publicznie znieważa znak Polski Walczącej, podlega karze grzywny”, głosi ustawa przyjęta jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej. Nie obawia się pani kary?
– Nie, to była zamierzona prowokacja. Szlag mnie trafiał, gdy patrzyłam, jak władza traktuje kobiety. Jeszcze przed czarnym protestem na profilu Dziewuchy Dziewuchom zobaczyłam kotwicę z symbolami płci na murze z czerwonej cegły. Dotarłam do mieszkającego w Londynie Polaka, poprosiłam go, by wykorzystując ten motyw, zaprojektował okładkę do drugiego wydania „Poboyowiska”. To jest znak Polki Walczącej. Narodowcy, a właściwie nacjonaliści, uznają go za profanację. Według mnie można porównywać Polskę Walczącą i Polkę Walczącą. W różnych czasach różne pokolenia toczą różne bitwy. Dotyczy to także płci. Nie dam sobie narzucić obrazu Polski jako wyłącznie Polski mężczyzn walczących z karabinem w ręce, to jest także Polska kobiet. Nasze bitwy są specyficzne: o godność, ciążę, środki antykoncepcyjne, dostępność żłobków, przedszkoli, równe płace, awans, podmiotowość.

Czy to czasem nie masonki podrzuciły ten znak feministkom i bliskim im środowiskom?
– Jakbym słyszała autorów Frondy, którzy przed rokiem zarzucili mi, że jestem inspiratorką Komitetu Obrony Demokracji! Tradycja podejrzliwości wobec masonów jest równie stara jak sama masoneria, a właśnie obchodzimy 300-lecie jej powstania. Przeciwnicy Konstytucji 3 maja uważali ją za efekt spisku masońskiego, a jej uchwalenie nazwali przewrotem majowym.

Trudno się dziwić – procedura uchwalenia konstytucji miała niewiele wspólnego z kanonami demokracji, a marszałek Stanisław Małachowski i wielu posłów było masonami.
– Przez zaangażowanie braci w prace nad konstytucją loże wolnomularskie zamarły. Konstytucja 3 maja nie jest tworem masońskim, ona opiera się na wartościach wspólnych dla środowisk oświeceniowych. Do tej pory nie ustają zresztą spory, czy hasło „Wolność, równość, braterstwo” republika podarowała masonom, czy też było odwrotnie.

Loże bez polityki

Dwa podwórka od pani domu, na dziedzińcu pałacu Branickich, zobaczyłem wystawę o Elizeum, podziemnej rotundzie w dawnym parku na Książęcem. Masoni są w tej okolicy czynni.
– W Elizeum nie było loży, ona miała siedzibę w budynku nazywanym dziś willą Pniewskiego, który zajmuje obecnie Muzeum Ziemi.

Bohdan Pniewski, wybitny architekt i mason, pozostawił po sobie m.in. obecne gmachy sejmowe.
– Tak, a w willi Pniewskiego za czasów jej pierwszego właściciela, Kazimierza Poniatowskiego, brata króla, odbywały się spotkania lożowe. Po posiedzeniach bracia udawali się podziemnym przejściem do Elizeum, gdzie czekały na nich rozkosze podniebienia, a niektórzy twierdzą, że także łoża, bo Kazimierz Poniatowski słynął z kochliwości.

Podobnie jak jego brat i mason Józef Poniatowski, który siedzi na koniu przed Pałacem Prezydenckim. W 2014 r. w Muzeum Narodowym otwarto wielką wystawę „Masoneria. Pro publico bono”. Zwiedzający mogli się dowiedzieć, jak wybitną rolę odegrali wolnomularze w polskiej historii.
– Odegrali – także w sensie dosłownym – bo autorem słów naszego hymnu jest mason Józef Wybicki, przyjaciel, także lożowy, gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Szczególne słowa uznania za zorganizowanie tej wspaniałej wystawy należą się naszemu wieloletniemu przyjacielowi prof. Tadeuszowi Cegielskiemu, honorowemu wielkiemu mistrzowi Wielkiej Loży Narodowej Polski.

Wystawa dała powód do komentarzy, że współczesna polska masoneria nie jest taka słaba, jak się sądzi.
– Skoro używa się nas jako straszaka, musimy być przedstawieni jako siła – choćby na papierze. Z artykułu „Feministki, poganki, masonki” opublikowanego w maju w „Naszym Dzienniku” dowiedziałam się, jaką potęgę stanowią dwie polskie loże żeńskie: Prometea i Gaja Aeterna. Mamy inspirować postępowe ekonomistki, filozofki, etyczki, działaczki społeczne. Oczywiście wiele kobiet wymienionych w tekście znam, przyjaźnimy się, ale to wcale nie znaczy, że zaciągam je do loży albo nimi steruję.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 28/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 28/2017

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Polak
    Polak 12 lipca, 2017, 05:48

    Wy nie walczycie o żadne Polki. Normalne kobiety nie udają koni, nie biegają nago po miastach i nie łażą w marszach szmat…. Wy się brzydzicie, że jesteście kobietami i chcecie być mężczyznami. Postawa godna pożałowania i raczej leczenia, a nie promocji.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • awu
      awu 13 lipca, 2017, 15:19

      W naszym klimacie lepiej nie biegać nago po ulicach nawet gdy się jest feministką – łatwo się przeziębić 🙂

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy