Kalambur i sykofanci

Kalambur i sykofanci

20 kwietnia 2018 r. minęła 60. rocznica pierwszego spektaklu legendarnego Teatru „Kalambur” z Wrocławia.

W Polszcze… rycerze naprzód w polu się popiszą,
A potem w karczmach sobie… za to ciągną trunek
I pić mogą przez całe życie na rachunek;
I gdy im poprzek jacy przeciwnicy staną,
Mogą przez całe życie tą krwią nie wylaną,
A z której sobie czopa wyjęli husarze,
Mogą przez całe życie pluć, mospanie, w twarze
I opinie tym swoje rozgłaszać w pokoju
Na tym słowie… oparci tylko: „Byłem w boju”.
Juliusz Słowacki

Bronisław Łagowski, filozof idei, akademik, publicysta i myśliciel z Krakowa zauważył celnie, iż sykofanci zawsze poniżają demokrację, upadlając obywateli, angażując ich emocjonalnie w oskarżycielskie spektakle („Władza sykofantów”, PRZEGLĄD z dn. 02.05.2004). Rola sykofantów w dzisiejszej Polsce, od dekady rządzonej przez POPiS, jest przeogromna. Mają do swej dyspozycji potężne środki, nie tylko realną władzę (i rząd dusz): prasę, media elektroniczne, w jakimś sensie portale społecznościowe i Internet (tu nagromadzenie quasi-sykofantów sieciowych jest szczególnie nieznośne i agresywne). Sykofanci POPiS-owscy nadają Polsce wizerunek dogłębnie zafałszowany, karykaturalny, kabotyński. Wnoszą doń przykrą woń zgnilizny etyczno-moralnej, niskie instynkty i złe emocje. I to coraz nędzniej brzmiące kombatanctwo: „byłem w boju”. Jest to tym bardziej szkodliwe, gdy taki sykofant podejmuje decyzje ważne, mniej ważne, czy nawet błahe – jakiekolwiek – krzywdząc tego INNEGO, rujnując coś, co jest wartością pro bonum commune. Kierują nim bowiem zazwyczaj niespełnione marzenia, pokracznie pojmowana etyka (moje na wierzchu i po mnie choćby potop), zawiść. Przedkłada poglądy polityczne i subiektywne sympatie/antypatie nad racjonalną, realistyczną, pragmatyczną ocenę, widząc świat z perspektywy ropuszej („Ropuch ma zawsze ropuszą wizję piękna” – bajka Braci Grimm pt. „O ropuchu”).

* * *

Kim są/byli sykofanci? To w starożytnych Atenach, będących laboratorium demokracji i… teatru (w dzisiejszym europejskim mniemaniu), dobrowolni, samozwańczy oskarżyciele. Potem ta procedura stała się synonimem donosicielstwa, pospolitych knowań uzasadnionych subiektywnymi, złymi emocjami, denuncjacji kierowanych niskimi pobudkami, połączona z kłamstwem, oszczerstwem i upodleniem szanowanego człowieka. Najczęściej z zazdrości wobec jego bogactwa, dorobku intelektualnego, pozycji społecznej. Ofiarami takich niecnych poczynań stali się tak wybitni obywatele Aten, jak Sokrates, Teramenes czy Temistokles.

* * *

Oto garść dat i faktów dotyczących zjawiska pod nazwą „Kalambur”, z którego przez dekady sławne było miasto nad Odrą, stolica Ziem Północnych i Zachodnich, jak mawiano w Polsce Ludowej: w roku 1957 powstaje Studencki Teatr „Kalambur”. Jego współzałożycielami są Bogusław Litwiniec oraz Eugeniusz Michaluk. Litwiniec to znany, wieloletni animator, reżyser, a później dyrektor teatru, Michaluk – pierwszy kierownik literacki i autor nazwy teatru. 20 kwietnia 1958 r. ma miejsce pierwszy spektakl „Kalamburu” pt. „Konfiskata gwiazd”. Od 1964 r. teatr przeprowadza się do własnej, wyremontowanej siłami jego członków siedziby z własną sceną, w kamienicy przy ul. Kuźniczej 29a, a od 1967 r. rozpoczyna się cykliczna impreza pod nazwą Międzynarodowy Festiwal Teatrów Studenckich. W 1974 r. ma miejsce przekształcenie „Kalamburu” w ośrodek kultury o kilku kierunkach pracy programowej, w 1975 r. odbywa się V Międzynarodowy Studencki Festiwal Teatru Otwartego, w 1979 r. „Kalambur” uzyskuje status placówki zawodowej (zmienia jednocześnie nazwę na Ośrodek Teatru Otwartego „Kalambur”). 1983 r. to czas inauguracji działalności teatralno-artystycznej kawiarni „Pod Kalamburem”, kierowanej przez Halinę Litwiniec, zaś w 1994 r. brak porozumienia i woli współdziałania pomiędzy władzami samorządowymi Wrocławia a Zjednoczonymi Przedsiębiorstwami Rozrywkowymi powoduje rozwiązanie zespołu aktorskiego, wypowiedzenia dostają także pozostali pracownicy OTO „Kalambur”. Tzw. reorganizacja oznaczała faktyczną jego likwidację i zakończenie działalności.

W czasie 37 lat istnienia dokonania „Kalamburu” to: 107 premier, 10 festiwali (w których uczestniczyło 177 teatrów z całego świata), 33 wyjazdy zagraniczne. To też ok. 1000 osób współpracujących i współtworzących instytucję. Osób zajmujących stanowiska publiczne, które doprowadziły do likwidacji instytucji tak szacownej, zasłużonej dla polskiej i wrocławskiej kultury, mającej ugruntowany wymiar międzynarodowy – trudno nie porównać do ateńskich sykofantów. Sykofantia i sykofanci zawsze niszczą wszystko, co niezależne, co wzniosłe, co niestandardowe i niezgodne z ich ciasnym, „ropuszym” rozumieniem świata i ludzi.

* * *

Prof. Adam Chmielewski, autor zwycięskiej aplikacji, dzięki której Wrocław był w 2016 r. Europejską Stolicą Kultury (i którego samorządowe władze miasta zaraz po owym zwycięstwie odwołały, po to żeby prestiżowe stanowisko szefa ESK Wrocław 2016 mógł objąć ktoś ze swoich, co też jest przykładem sykofanckiego myślenia i działania), w wywiadzie opublikowanym w internetowym wydaniu PRZEGLĄDU oraz na kilku lewicowych portalach (m.in. Lewica.pl czy PortalTrybuna.pl) mówi:

Wrocławska kultura wielu osobom, nie tylko w Polsce, ale w Europie i na świecie, bezsprzecznie kojarzy się z trzema nazwiskami: Grotowski, Tomaszewski, Litwiniec. Kultura wrocławska, jak wszystko w życiu, jest procesem permanentnego tworzenia. W tej materii nic nie zaczyna się nagle, w formie iluminacji. Wrocław, jego specyfika, unikatowość, tworzona była przez bez mała 70 lat pobytu Polaków i Polski na tych ziemiach, a te nazwiska to kamienie milowe owej unikatowości. I ich zabrakło, a może inaczej – nie były wyartykułowane dostatecznie mocno. Takie jest moje zdanie. Co Pan Profesor może o tym powiedzieć?
Trzy nazwiska, o których Pan mówi, to legendy kultury wrocławskiej. Istnieje Instytut im. Jerzego Grotowskiego i Teatr Pantomimy, kultywujący tradycję twórczości Henryka Tomaszewskiego. W ramach wrocławskiej stolicy kultury zafunkcjonowały one w różnym stopniu. Zupełnie pominięto ważki dorobek Teatru Kalambur i Festiwalu Teatru Otwartego, będący dziełem kolorowej postaci Bogusława Litwińca. Pomysły Litwińca były bliskie ludycznemu, otwartemu ujęciu kultury, ale zarazem były propozycjami z najwyższej półki pod względem intelektualnym i artystycznym, nowatorskie, inspirujące i pamiętane do dzisiaj. Ściągały nad Odrę ludzi sztuki z całego świata. Na jego festiwale przyjeżdżała m.in. Nele Hertling, szefowa A Soul for Europe, wiodącej fundacji kulturalnej w Unii Europejskiej. Nele uważa, iż dzieło Teatru Otwartego jest niesłychanie ważnym elementem kultury europejskiej. Dopytywała mnie, czy istnieją i czy są dostępne archiwa Festiwalu Teatru Otwartego. Zaprzyjaźniony profesor z Nowego Jorku, gdy przebył do Wrocławia na wykłady, poprosił, aby zaprowadzić go do Teatru Kalambur, który pamiętał ze swoich wrocławskich wizyt w latach 70. Zabrałem go do teatralnej sali Kalamburu przy ul. Kuźniczej, tak samo czarnej jak kilkadziesiąt lat temu, ale teraz chłodnej, pustej i niemej. Przykre, że ten dorobek, kojarzący się tak mocno z Wrocławiem, nie znalazł dla siebie miejsca we wrocławskiej stolicy kultury.

* * *

Cóż można jeszcze w 60. rocznicę wystawienia pierwszego spektaklu w „Kalamburze” powiedzieć? Śmierć przedsięwzięcia, jak i pominiecie absolutnym milczeniem dorobku oraz postaci Bogusława Litwińca w czasie imprez Europejska Stolica Kultury – Wrocław 2016 jest przykładem tej polskiej małości, miałkości intelektualnej, egzemplifikacją w najlepszym stylu tego naszego „piekiełka” nadwiślańskiego (tu – nadodrzańskiego). Likwidacja w latach 90. OTO „Kalambur”, jak i pominięcie jego twórcy w czasie tak znaczącego przedsięwzięcia, jakim było ESK – Wrocław 2016, mają te same źródła: przekonania polityczne, wynikające stąd sympatie bądź antypatie, kto z kim kiedyś spał na styropianie, kto bardziej eksponował tzw. etos, kto jest „czerwony”, a kto antyczerwony itd., itp. We Wrocławiu przecież od ponad 25 lat samorządowe władze rekrutują się de facto z tej samej opcji polityczno-towarzyskiej, a różnice i spory sprowadzają się albo do nieistotnych, drugorzędnych kwestii, albo do koteryjno-personalnych, zapewniających splendor i dochody roszad w podległych ratuszowi i urzędowi marszałkowskiemu agendach. Bogusław Litwiniec – choć to w rzeczonym przypadku nie może mieć jakiegokolwiek znaczenia w normalnym, cywilizowanym i poważnym systemie politycznym czy w tzw. metodologii sprawowania władzy – nigdy nie krył się ze swoimi lewicowymi, postępowymi, idącymi w poprzek mentalności tzw. mainstreamu (obojętnie, kiedy tworzył i działał) poglądami. Konserwatywna, tradycjonalistyczna, przaśno-siermiężna władza samorządowa zachowała się jak owi pogardzani w Atenach sykofanci. Otwarcie i jasno nie powiedzieli nigdy, co im w duszach gra, bo są niby cywilizowani, niby europejscy, niby otwarci. Dlatego uważam, że Wrocław jest doskonałym tyglem i przykładem tego, co zwę od lat w swej publicystyce tzw. POPiS-em, a czego dowodem jasnym i klarownym jest kandydatura Michała Kazimierza Ujazdowskiego, z rekomendacji Platformy Obywatelskiej, na prezydenta miasta.

* * *

I jak tu profesorze Hartman nie być „symetrystą”?

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy