Kandydat nieprzewidywalny

Kandydat nieprzewidywalny

Czy Donald Trump nadaje się na prezydenta USA

Zarówno wśród demokratów, jak i republikanów trwa intensywna rywalizacja o partyjną nominację na kandydata w listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. W tegorocznej kampanii szczególny natłok kandydatów wystąpił w Partii Republikańskiej. W szczytowym okresie było ich 18. Obecnie zostało trzech: biznesmen Donald Trump, senator z Teksasu Ted Cruz oraz John Kasich, były gubernator Ohio.

Mistrz autoreklamy

W dotychczasowych prawyborach stanowych najwięcej delegatów na lipcową konwencję republikańską zebrał Donald Trump. I on ma największe szanse na uzyskanie nominacji. Szansa to jednak nie pewność, Trumpowi jest bowiem przeciwny establishment Partii Republikańskiej. Uważa, że nie ma on szans pokonać kandydata Partii Demokratycznej, a będzie nim prawdopodobnie Hillary Clinton. Ponadto po raz pierwszy w ostatnich ponad stu latach historii USA o stanowisko prezydenta chce się ubiegać kandydat, który nie ma żadnego doświadczenia politycznego, nie sprawdził się w żadnych wyborach, nie pełnił służby publicznej. Mimo to cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza wśród ludzi o konserwatywnych poglądach, z niższymi dochodami i mniej wykształconych. Te środowiska darzą nieufnością establishment waszyngtoński. A Trump przedstawia się jako człowiek spoza kół rządzących. Ponadto wielu Amerykanów z obawą patrzy na słabnącą pozycję ich kraju w międzynarodowym układzie sił.

Trump nie zaprezentował dotychczas zwartego, kompleksowego programu polityki wewnętrznej czy zagranicznej. Jest natomiast mistrzem autoreklamy. Operuje hasłami wykrzyknikami, które zmienia w zależności od środowisk, w których przebywa. Zaskakuje, a nawet szokuje niektórymi poglądami w sprawie sytuacji międzynarodowej, polityki zagranicznej USA i miejsca kraju w systemie międzynarodowym. Tego samego 16 czerwca 2015 r., kiedy ogłosił, że będzie się ubiegał o nominację Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich, rozpoczął serię kontrowersyjnych oświadczeń w sprawach zagranicznych. Zażądał m.in. wydalenia z kraju nielegalnie przebywających 11 mln imigrantów oraz zbudowania na koszt Meksyku muru na granicy amerykańsko-meksykańskiej. Imigrantów z południa określił jako „gwałcicieli i morderców”. Nic więc dziwnego, że papież Franciszek w czasie pobytu w Meksyku powiedział: „Trump nie jest chrześcijaninem”, dodając, że „chrześcijanie budują mosty, a nie mury”.

Donald Trump stosuje w wielu wypowiedziach silne akcenty antyislamskie. „Islam nas nienawidzi”, zapewnia. 7 grudnia 2015 r. opowiedział się za całkowitym zamknięciem muzułmanom dostępu do Stanów Zjednoczonych i oświadczył, że jest przeciwny przyjęciu uchodźców z Syrii. Żąda zbombardowania pól naftowych Państwa Islamskiego i pozbawienia go w ten sposób źródeł finansowania, co doprowadzi do pokonania dżihadystów. Arabię Saudyjską krytykuje za to, że nie wysyła swoich wojsk lądowych do walki z Państwem Islamskim. Uważa, że jeżeli tego nie zrobi, należy ogłosić bojkot saudyjskiej ropy naftowej.

Antychiński i antynatowski

Hasłem przewodnim Trumpa w kampanii wyborczej jest slogan: „Uczynimy Amerykę ponownie wielką”. Hillary Clinton wyśmiała to hasło, mówiąc: „Nie ma potrzeby uczynić Ameryki ponownie wielką. Ameryka jest wielka”. Trump natomiast uważa, że Stany Zjednoczone przegrywają rywalizację z Chinami. Jego zdaniem, Waszyngton powinien wypowiedzieć Chinom wojnę ekonomiczną, by powstrzymać je przed rozszerzaniem obecności militarnej na Morzu Południowochińskim. W celu ograniczenia chińskich wpływów Trump proponuje, by Stany Zjednoczone umożliwiły Japonii i Korei Południowej dostęp do arsenałów nuklearnych. Chińską ekspansję na rynek amerykański ma zatrzymać zaporowe 45-procentowe cło na tamtejsze produkty i zobowiązanie amerykańskich przedsiębiorstw funkcjonujących nie tylko w Chinach, ale także w Indiach i w krajach Ameryki Łacińskiej, do powrotu do Stanów Zjednoczonych.!

Trump uważa, że NATO jest „anachronizmem” i krytykuje sojuszników Ameryki za to, że wnoszą zbyt mały wkład finansowy do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Domaga się nowego, sprawiedliwszego podziału kosztów i większego udziału państw natowskich w walce z międzynarodowym terroryzmem. „NATO kosztuje nas fortunę, bronimy Europy i wydajemy na ten cel dużo pieniędzy”, stwierdził. Mówiąc to, zastrzegł, że nie jest izolacjonistą i nie wierzy w izolacjonizm, ale nie pozwoli, by inne kraje „oskubały” USA. 23 marca powtórzył: „Stany Zjednoczone powinny ponownie rozważyć swoje związki z NATO, ponieważ sojusz obronny jest zbyt kosztowny” i dodał, że pozostałe państwa członkowskie powinny łożyć więcej pieniędzy na jego funkcjonowanie.

Sporo niejasności i kontrowersji wywołało stanowisko Trumpa wobec konfliktu palestyńsko-izraelskiego. W pewnym momencie oświadczył, że ma neutralne podejście do kwestii pokoju na Bliskim Wschodzie. Kiedy został zaatakowany przez koła proizraelskie, opowiedział się za przeniesieniem ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy i dodał, że jest najbardziej proizraelskim politykiem amerykańskim.

Ponieważ społeczeństwo Stanów Zjednoczonych jest zaniepokojone terroryzmem, zarówno wewnętrznym, jak i międzynarodowym, Trump często mówi o potrzebie skuteczniejszej walki z tym zagrożeniem. Przysparza mu to głosów w prawyborach. Opowiada się za poddawaniem torturom aresztowanych terrorystów, jest także przeciwny planom Obamy zamknięcia więzienia w Guantanamo na Kubie.

Niepoprawny politycznie

W wielu sprawach Donald Trump przeczy sam sobie. Potrafi na jednym spotkaniu mówić, że rozprzestrzenianie broni jądrowej jest największym wyzwaniem współczesnego świata, by na drugim – jak wspomniałem – opowiadać się za nuklearyzacją Japonii i Korei Południowej oraz wycofaniem amerykańskich wojsk z tych krajów. Stanowisko Trumpa w tej sprawie skrytykował prezydent Obama na konferencji prasowej po niedawnym szczycie atomowym w Waszyngtonie: „Osoba, która to mówi, niewiele wie o polityce zagranicznej, o polityce nuklearnej i w ogóle o świecie… Nie chcemy kogoś takiego w Gabinecie Owalnym” (Białego Domu – przyp. aut.).

Donald Trump nie cieszy się także uznaniem polityków na świecie. Brytyjski premier David Cameron zarzucił mu, że dzieli ludzi, jest niepomocnym i po prostu złym politykiem. Premier Francji Manuel Valls zarzuca mu promowanie nienawiści i sianie zamieszania. Szef dyplomacji Holandii Bert Koenders określił wypowiedzi Trumpa, jako „niekonstruktywne i dyskryminacyjne”. Krytycznie o jego poglądach wypowiadali się m.in. politycy w Kanadzie, Izraelu, Arabii Saudyjskiej, Meksyku.

Wielu komentatorów uważa, że Trump zalicza kolejne wpadki, ponieważ jest butny, ma ograniczoną wiedzę o świecie, mówi i działa, zanim pomyśli. Barack Obama stwierdził nawet, że Trump jest „wulgarny i konfliktowy”. Jedno, czego mu nie brakuje, to pewność siebie. „Będę najwspanialszym prezydentem, jakiego kiedykolwiek stworzył Bóg. Nasz kraj potrzebuje naprawdę wielkiego przywódcy”, powiedział niedawno. Na razie jednak Trump jest uważany za najbardziej nieprzewidywalnego wśród wszystkich kandydatów na prezydenta. Nie uznając tzw. poprawności politycznej, zyskuje opinię polityka, który mówi szczerze to, co myśli, nawet wtedy, gdy popełnia błędy.

Autor jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, byłym posłem na Sejm (1993-2001) i byłym marszałkiem Senatu (2001-2005)

Foto: EASTNEWS

Wydanie: 16/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy