Kapitalistyczna gospodarka przywileju

Kapitalistyczna gospodarka przywileju

Zarządy i rady nadzorcze zainteresowane są głównie krótkoterminowymi korzyściami, które czerpią z korporacji tak długo, dopóki w niej pracują

Wielkie korporacje przeżywają dzisiaj kryzys tożsamości. Czy rzeczywiście są prywatne? Kto jest ich właścicielem? Do tytułu własności przyznają się miliony anonimowych akcjonariuszy, którzy nie występują w kluczowej dla kapitalizmu roli przedsiębiorcy, lecz bardziej w roli rentiera. Zależy im najbardziej na krótkoterminowych korzyściach z tytułu dywidendy lub wzrostu wartości akcji na giełdzie. Z pewnością nie uczestniczą oni w zarządzaniu korporacjami.
Osoby wybierane do rad nadzorczych odgrywają symboliczną rolę reprezentanta właścicieli. O ich wyborze decyduje splot wielu okoliczności. W jednych krajach przyczynia się do tego bardziej przynależność do grupy menedżerskiej, w drugich do różnych grup wpływu (politycznego, finansowego, lobbystycznego). W praktyce rada i zarząd tworzą zwarty krąg osób „zastępczego właściciela”. Czym kieruje się taki „właściciel”? Przede wszystkim krótkoterminowymi korzyściami, które czerpie z korporacji tak długo, dopóki w niej pracuje. Zabiega więc o wysokie wynagrodzenie, premie i różne bonusy. Maksymalizacja tych korzyści wcale nie musi wynikać z fundamentalnego rozwoju firmy. Kryzys finansowy obnażył wiele przykładów takiego działania: z korzyścią dla menedżerów i stratą dla firm.

Czy rynek jest wolny?

Czy przedsiębiorstwa kapitalistyczne działają na wolnym rynku? W klasycznej gospodarce kapitalistycznej, z której wywodzi się wiele głoszonych dzisiaj prawd, było wielu przedsiębiorców konkurujących ze sobą. Ale także wtedy rynek był wolny dla jednych, a niewolny dla drugich. Przykładem z początków kapitalizmu wolnorynkowego była działalność angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej czy podobnych organizacji Hiszpanii, Portugalii i innych krajów. Armaty na statkach znacznie ułatwiały negocjacje „handlowe”. A jak jest dzisiaj? Wiele obszarów rynku gospodarczego zostało zdominowanych przez niewielką liczbę wielkich korporacji. Firmy te bywają zbiurokratyzowane i często nieefektywne, ale trwają. Małe podmioty nie mają szans na konkurowanie z nimi, ze względu na efekt skali, natomiast nieliczne duże – powielają te same praktyki. Mają nadmiernie rozbudowane struktury biurokratyczne, mało kompetentne kierownictwa, popełniają błędy. Dlaczego konkurencja ich nie wyeliminuje? Bo konkurencja jest równie wielką organizacją, podobnie działającą! Koszty tej nieefektywności przenosi się na cenę produktu i usługi, co można zrobić na częściowo monopolistycznym rynku. Żaden mały konkurent nie przeciwstawi się, bo zostanie wykupiony. Znów ostatnie czasy dały na to wiele dowodów.
Niektórzy dostrzegają te problemy. Stąd poszukiwanie rozwiązań odbudowujących sens gospodarki kapitalistycznej. Namiastką takich działań jest zwiększanie uprawnień i obowiązków rad nadzorczych ustawianych w kontrze do zarządów. Chodzi o to, aby weszły one trochę w rolę prawdziwego właściciela, który egzekwuje efektywność zarządów. Przypomina to poszukiwanie miejsca dla samorządu pracowniczego w gospodarce socjalistycznej. Pokazuje to jedno – został zauważony problem sztucznej roli właściciela i ograniczeń rynku. Bez tych dwóch filarów nie ma klasycznego kapitalizmu, jest coś pośredniego, żywiołowego, chowającego się za starymi szyldami.

Skąd te sukcesy?

Dlaczego w tej sytuacji wielkie firmy odnoszą sukcesy finansowe? Po pierwsze – bo są powiązane z państwem, które je wspiera. Różny bywa zakres i forma tego wsparcia. W USA rząd wydaje ogromne środki na zbrojenia. Zakupy dokonywane są w prywatnych firmach. Ich produkty (samoloty, technika łącznosci, wyposażenie żołnierzy) kupowane są na całym świecie ze względu na dobrą jakość, ale także z powodu politycznych powiązań z USA (np. zakup przez Polskę samolotów F-16). Interweniując politycznie i militarnie w różnych krajach, wymusza się zawieranie kontraktów z korporacjami amerykańskimi (demonstrację tego mamy w Iraku). Finansowanie przez państwo nowych technologii wojskowych jest finansowaniem nauki. A technologie militarne są później wdrażane poza wojskiem (np. GPS) z dużymi sukcesami biznesowymi. W odnoszących sukcesy krajach azjatyckich występuje ścisły i jawny związek państwa z rodzimymi korporacjami. Udzielanie im wszelkiego wsparcia postrzegane jest jako interes państwa. Największe międzynarodowe korporacje otrzymują też wsparcie mniej bezpośrednie. Mogą wpływać na kształt korzystnych dla nich regulacji prawnych. Dotyczy to zakresu wolności handlu, gdy wolności w jednym obszarze (np. przepływów kapitałowych) towarzyszy protekcja w kolejnych (np. handel produktami rolnymi czy przepływ siły roboczej). Czasem obejmuje nawet narzucanie innym krajom regulacji w zakresie rachunkowości lub reguł zarządzania ryzykiem. Uchwalone przez rządy niedawne zmiany w regulacjach dotyczących zarządzania ryzykiem instytucji finansowych były wypracowane przez przedstawicieli tych instytucji. Często same korporacje narzucają zasady funkcjonowania rynku poprzez wprost czy pośrednio monopolistyczne pozycje. Przykładem tego jest choćby wykryta ostatnio w Polsce monopolistyczna zmowa cenowa wielkich producentów cementu.
Firmy z wielkich krajów mają silne wsparcie kulturowe, najsilniejsze z USA. Symbolem jest coca-cola, ale istnieje wiele produktów, które są powiązane z atrakcyjnie sprzedawaną kulturą masową.

Polskie pochodzenie

W Polsce firmy krajowe nie mają takiego wsparcia, choć państwo też daje przywileje, ale głównie inwestycjom kapitału zagranicznego. Przykładem może być sprzedaż TP powiązana z wprowadzeniem ochrony rynku przed konkurencją (sposób korzystania z sieci), preferencje stosowane przy inwestycjach Della w Łodzi, Opla w Gliwicach, a nawet przy budowie sieci hipermarketów. Duże inwestycje zagranicznego kapitału dostają różną pomoc państwa, na którą nie mogą liczyć polscy mali kapitaliści. Nawet gdy próbowano preferować polski kapitał przy niektórych prywatyzacjach, to niestety okazywało się, że nabywca korzystający z „polskiego pochodzenia” szybko sam sprzedawał firmę zagranicznemu kapitałowi. Generalnie nie ma niechęci do kapitału krajowego, ale jest on za mały do przeprowadzenia wielu transakcji. W tej sytuacji można czekać na organiczny wzrost kapitału polskiego albo szybko stwarzać preferencje dla przyjścia do Polski kapitału obcego. Rządy polskie wybierały zwykle tę drugą drogę. I mamy gospodarkę, w której silna jest pozycja afiliacji zagranicznych korporacji. Nie dostrzegając tych zjawisk, trudno poprawnie objaśniać gospodarkę, a tym samym nie można poprawnie wnioskować o jej rozwoju. Jest to dostrzegane przez wielu ekonomistów. Ale z jakiegoś powodu w dyskusji publicznej dominuje jeden nurt ekonomii, w którym wszystko jest tak proste, że może być tylko białe lub czarne. I jeśli ktoś wie, że trzeba prywatyzować do końca, zmniejszać podatki oraz ograniczać rolę związków zawodowych, to już może publicznie wypowiadać się na temat gospodarki. A przecież w gospodarce każde zjawisko jest złożone, prawa nie są absolutne, a jeśli objaśniają sytuację gospodarczą, to tylko po uwzględnieniu wielu uwarunkowań, zwykle nie tych samych w każdym kraju. Dlatego trzeba wychodzić poza krąg dogmatów i wskazywać całą złożoność naszej kapitalistycznej gospodarki.

Autor jest ekspertem finansowym

Wydanie: 6/2010

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy