Kapitalizm pasożytniczy i sen

Kapitalizm pasożytniczy i sen

Kapitalizm rozwijał się wedle dosyć prostej zasady: podbijać to, co jeszcze niepodbite, komercjalizować to, co jeszcze nieskomercjalizowane. W dwóch przede wszystkim wymiarach: geograficznym oraz codziennożyciowym. Chodziło o to, aby poszerzać krąg oddziaływania kapitalizmu na te obszary geograficzne, które z jakiejś przyczyny pozostawały jeszcze niepodbite, i przyłączać je do globalnego systemu kapitalistycznego, albo wsiąkać niejako w te części codziennego życia ludzi, które dotąd rządziły się inną logiką działania niż kapitalistyczna, słowem nie były nastawione na zysk. Podbój w pierwszym wymiarze już nieomal się zakończył, pozostało kilka krajów z systemami niekapitalistycznymi (jak Kuba czy Korea Północna) i kilka zakątków świata, które czekają na kapitalistyczne „zagospodarowanie” (Antarktyda, Arktyka). Podbój w wymiarze drugim, będący głównym mechanizmem sukcesów neoliberalnego turbokapitalizmu od czasów rządów Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, czeka jeszcze na dopełnienie.

Kapitalizmowi udało się podbić i skomercjalizować większość wymiarów naszego życia codziennego, sięgnąć w głąb naszej psychiki i uczynić nas istotami niemal w pełni rynkowymi w wyniku objęcia pasożytniczą siecią oddziaływania takich ludzkich aktywności jak zabawa, sport, spędzanie wolnego czasu, miłość, seks, a przede wszystkim rozmowa, wymiana informacji, amatorska twórczość artystyczna, pasja poznawcza, chęć dzielenia się z innymi swoimi zainteresowaniami itp. Idzie tu głównie o fenomen nieodpłatnej pracy cyfrowej wiążącej się z doskonale skomercjalizowaną sferą komunikacji internetowej, w której jakiekolwiek użycie przez nas narzędzi sieciowych (każde kliknięcie) przysparza najczęściej nieopodatkowanego zarobku jakiejś wielkiej korporacji internetowej. W ten sposób nie możemy już w naszym życiu zrobić prawie niczego, co nie byłoby jakoś komercyjnie wykorzystane. Nie mówiąc już o tym, że pasożytniczy kapitalizm zmusza wielu do poddania procesowi kapitalizacji niemalże całej ich psychiki, skłania ich do tego, aby swojej pracy oddawali się całym sobą, używali wszystkich zdolności intelektualnych i – co ważniejsze – emocjonalnych do tego, aby realizować jakieś komercyjne zadania. To właśnie rozszerzający się krąg pracy afektywnej, czy inaczej – pracy emocjami, odpowiada za fantastyczną karierę rynkową wszelkich typów doradztwa bądź coachingu, których zadaniem jest uczynić wybrakowanych pracowników nowego kapitalizmu pracownikami pełnowartościowymi, ale także za szerzącą się epidemię depresji i wypalenia zawodowego tych, którzy choć bardzo się starali, nie dali rady nimi się stać. W ten sposób za inwazję kapitalizmu w głąb naszej psychiki płacimy utratą zdrowia psychicznego, co obok dewastacji przyrody staje się dziś najbardziej widomym znakiem szkodliwości nieregulowanego turbokapitalizmu neoliberalnego.

Powyższy wywód skłania do przyjrzenia się, co jeszcze pozostało do skomercjalizowania. Niewiele. Marnują się połacie ścian sal wykładowych, które można by wszak obwiesić reklamami. Trudno zrozumieć, dlaczego jeszcze nie wbudowaliśmy w galerie handlowe szpitali, skoro tak znakomicie udało się to nam w przypadku dworców kolejowych. Kiepsko wygląda sprawa parków i lasów, brak bilbordów jest tam wręcz rażący. Spotami reklamowymi można by też wypełnić przerwy szkolne. Nie rozumiem wreszcie, dlaczego wielkie powierzchnie asfaltu w naszych miastach nie zostały jeszcze pokryte hasłami reklamowymi, skoro udało się to na parkietach hal sportowych. Najbardziej paląca sprawa to jednak kapitalistyczne wykorzystanie snu. Oto prawie jedną trzecią naszego życia „marnujemy”.

Co prawda, śpimy coraz mniej (dziś statystycznie ledwo sześć godzin), albowiem nowy typ pracy wymaga niemal ciągłej gotowości, stałego zaangażowania intelektualnego i psychicznego, ale (niestety) śpimy. Jak komercyjnie wykorzystać sen? Jak na nim zarobić? Nie myślę o łóżkach, materacach, piżamach i środkach nasennych, ale o treści snu. Ponieważ z punktu widzenia kapitalizmu sen jest dotąd czystym marnotrawstwem, z pewnością już niedługo powstanie jakiś start-up proponujący jego komercyjne wykorzystanie. Mam nawet pewien pomysł: zapisywanie snów i ich skupowanie, po to by wykorzystać w biznesie nieoczekiwane pomysły, jakie przychodzą nam do głowy jedynie we śnie, albo monitorowanie snów na bieżąco i transmitowanie co ciekawszych przez internet ku uciesze publiczności żądnej nowych wrażeń. W ten sposób imperatyw innowacyjności, typowy dla dzisiejszego kapitalizmu kognitywnego, mógłby zostać spełniony, a sen wreszcie zagospodarowany. A zatem, drodzy start-upowcy, do dzieła! Jest interes do zrobienia.

Wydanie: 24/2020

Kategorie: Andrzej Szahaj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy