Kasyno zawsze wygrywa

Kasyno zawsze wygrywa

Człowiek, który przychodzi do kasyna, ma się czuć królem świata. Niezależnie od tego, czy gra za 100 zł, czy za 100 tys.

Iwona Radoń – była krupierka, która pracowała w amerykańskich kasynach

Ile lat pracowałaś w kasynie?
– 11. Najpierw byłam krupierką, a potem menedżerem kasyna. Menedżer nadzoruje pracę całego kasyna, w tym również krupierów.

Co robi krupier?
– Ma zachęcać ludzi do zasiadania przy stołach, pilnować właściwego obstawiania pól i wypłacania obstawionych numerów. Zadaniem krupierów i menedżerów jest stworzenie niesamowitej atmosfery, żeby człowiek, który przychodzi do kasyna, czuł się królem świata. Niezależnie od tego, czy gra za 100 zł, czy za 100 tys. Ma mieć poczucie, że w tym momencie przy tym stole jest najważniejszą, a może nawet jedyną osobą. Tylko wtedy będzie chciał tracić pieniądze. Musi mieć też poczucie, że kasyno jest jedynym na świecie, najwspanialszym miejscem. Byliśmy specjalnie szkoleni w zakresie obsługi klienta.

Urządzone jest również tak, by stracić poczucie czasu?
– Już sam wystrój jest do tego przystosowany. Przede wszystkim kasyna zbudowane są jak labirynty, co ma na celu jak najdłużej zatrzymać graczy w środku. Nie ma okien ani zegarów, które by przypominały o realnym świecie. Niczego, co odrywałoby uwagę gracza od zielonego sukna stołu. Zwariowane wzory wykładziny podłogowej mają tworzyć atmosferę szczęścia i beztroski.

W centrum kasyna zawsze stawia się stoły, które dają najwięcej wygranych, czyli wszystkie gry progresywne, gdzie stawiasz niewiele, ale często wygrywasz niewielkie kwoty. Przy tych stołach jest zawsze najweselsza atmosfera, dużo śmiechów, żartów, widać, że ludzie są szczęśliwi. (…)

Gdybyś w kasynie zamknęła oczy, to jak byś się czuła?
– Pierwsze, co słyszę, to bezustanne klikanie żetonów. (…) Słyszę dźwięk obracającego się koła ruletki i czuję kłęby papierosowego dymu i zapach rozlanego alkoholu, który już wysycha. Gracze nie uważają na szklanki i kieliszki, alkohol często rozlewa się na stół, na podłogę. Jego zapach miesza się z zapachem papierosowego dymu – to niepowtarzalna i niezapomniana mieszanka. Myślę, że 20% stałych bywalców przychodzi systematycznie, bo potrzebuje być w tym środowisku, być z ludźmi, których zna, wygrzać się w tej atmosferze blichtru i luksusu. Kiedy pracowałam w kasynie, większość stałych bywalców znałam z imienia i nazwiska. Opowiadali mi historie swojego życia, wiedziałam doskonale, co robią, gdzie mieszkają, ile mają dzieci, do jakiej szkoły chodzą. To byli ludzie, którzy po prostu potrzebowali poczuć się dowartościowani. Kiedy gracz przegrywał, towarzyszyłam mu, żeby stworzyć wrażenie, że jesteśmy przyjaznym miejscem, i żeby – mimo przegranej – nadal chciał z nami być.

Co trzeba zrobić, żeby zostać krupierem?
– W Stanach trzeba skończyć specjalne kursy. Najczęściej zaczyna się od jednej gry, w której stajesz się specjalistą. Potem uczysz się kolejnych. Im więcej gier znasz w kasynie, tym bardziej jesteś kasynu potrzebna, bo można cię wrzucić na każdy stół. Ja potrafię grać we wszystko, ale najczęściej pracowałam przy grze w kości, czyli craps. Umiem też grać w pokera i bakarata – to gra, w którą grają głównie Azjaci.

Krupier musi być uczciwy? Czy przed zatrudnieniem jest prowadzona szczególna selekcja, wywiad środowiskowy albo musi pokazać referencje?
– Żeby zostać krupierem w Stanach, każdy kandydat przechodzi szczegółową weryfikację: sprawdzana jest historia kredytowa, niekaralność, to, czy nie jest bankrutem. Dopiero gdy wszystko jest jak należy, może dostać licencję, która pozwoli go zatrudnić. Potem opieramy się na zaufaniu. Działa ta sama zasada, którą stosuje się przy wychowywaniu dzieci: masz prawo robić wszystko i ufam ci do momentu, aż nie zawiedziesz. W momencie kiedy zawalisz, będziesz bardziej obserwowany. Krupierzy muszą natomiast zdać egzamin „matematyczny”, czyli z liczenia. Kiedyś przez pół roku uczyłam krupierów gier. W zależności od tego, jak napisali egzamin matematyczny, dopasowywaliśmy ich do gier. Oczywiście ludzie, którzy napisali najlepiej, mieli znacznie większy potencjał, żeby zrozumieć i świetnie sobie poradzić przy grze w kości. Osoby, które miały średnie zdolności matematyczne, szły na ruletkę. A ludzie, którzy napisali gorzej niż reszta, szli na blackjacka, bo to gra, której najszybciej można się nauczyć.

Kto przychodzi do kasyna?
– 80% to ludzie, którzy coś celebrują – wieczory kawalerskie, panieńskie, urodziny. Chcą po prostu raz w życiu pójść do kasyna i dobrze się bawić. 20% to stali bywalcy, którzy uważają, że uda im się odzyskać pieniądze, które do tej pory stracili.

Są to głównie ludzie bogaci, których na to stać?
– 80% stanowią ludzie, których nie stać na to, by jednej nocy stracić 2 tys. zł, bo to ich miesięczne opłaty za dom, szkołę, przedszkole, życie. Chcą się raz w życiu zabawić. Większość nie wpada w nałóg. Przychodzą, tracą 100 czy 1000 zł i więcej ich nie spotykam. Są też ludzie, których stać na taką rozrywkę. Również nie są nałogowcami, po prostu od czasu do czasu lubią zabawić się przy ruletce lub pokerze. Wychodzą z założenia, że każda zabawa kosztuje – czy jest to wyjście do kina, czy zagraniczna wycieczka, czy wieczór w kasynie.

W kasynie częściej przesiadują mężczyźni czy to tylko stereotyp?
– To zależy od gry. Mężczyźni zazwyczaj grają w kości i pokera. Najczęściej to oni zajmują miejsca przy stołach, gdzie gra się na wysokie stawki, jak choćby w blackjacku. Kobiety wybierają raczej maszyny i gry za małe pieniądze. Unikają dużego ryzyka. Decydują się też na gry lżejsze i łatwiejsze do zrozumienia – po prostu przyjemniejsze. Na przykład przy stole do gry w kości zawsze bardzo dużo się dzieje, jest czterech krupierów i dwóch kierowników nadzorujących krupierów, którzy non stop robią rotację. Ten stół jest podzielony na połowy, przy każdej połowie, obsługiwanej przez jednego krupiera, siedzi aż ośmiu graczy. Jest to bardzo szybka gra, która w krótkim czasie może przynieść duży zysk, ale też w której bardzo szybko można wszystko stracić. I przy tym stole naprawdę rzadko widuję kobiety, mimo że do kasyna przychodzą również panie z wyższym wykształceniem, najczęściej inżynierskim. Zwykle są koło czterdziestki. Choć pamiętam starszą panią, która przychodziła codziennie, niezamożną. Była chyba samotna, bo wciąż opowiadała o swoich psach. Kupowała żetony za 50 zł, a jeśli je przegrała, szła do domu. Taki miała limit. (…)

Jaki największy dramat rozegrał się na twoich oczach?

– Pamiętam młodego chłopaka, studenta trzeciego roku prywatnej uczelni, który przyjechał do kasyna, żeby zobaczyć wielki świat. Miał przy sobie 30 tys. na czesne, mieszkanie i życie. Z przykrością obserwowałam, jak coraz więcej mu z tej puli ubywa. Mam dzieci w tym wieku, więc patrzyłam na niego nie jak krupierka, ale jak matka. I nic nie mogłam zrobić. Nie miałam prawa powiedzieć: „Chłopaku, zmykaj, przegrasz wszystko”. Do dziś mam przed oczami obraz, gdy klęczał i błagał nas, żebyśmy oddali mu pieniądze. Nie wiem, co się z nim stało. Ochrona wyprowadziła go z kasyna. Byłam świadkiem gigantycznych przegranych, ale to był zdecydowanie największy dramat, jaki widziałam. Z kolei w kasynie pod Chicago jeden z najbardziej znanych graczy koszykówki regularnie przegrywał setki tysięcy dolarów. O jego wizycie wiedzieliśmy zwykle dwie godziny wcześniej, bo musieliśmy zarezerwować mu stolik. Przychodziły też grupy bogatych biznesmenów, zostawiających w kasynie setki tysięcy dolarów. Mieli pieniądze, więc te przegrane nie były życiowymi dramatami – po prostu dobrze się bawili i doskonale znali swoje granice. Przychodziły też znudzone żony milionerów, które w kasynie czuły się jak dziewczyny Bonda. Pamiętam też graczy, którzy byli u nas dzień w dzień. Spotykałam ich po 10 latach w tym samym kasynie jako życiowych bankrutów. Stracili wszystko, dom, samochód, firmę, rodzinę. Już nie grali, bo nie mieli za co, przychodzili tylko nasycić się atmosferą. Patrząc na nich, uświadamiasz sobie, jak straszną chorobą jest uzależnienie od hazardu, jak ona totalnie niszczy.

Kto może wejść do kasyna? Jest jakiś limit wieku?
– W Polsce każdy, kto ma ukończone 18 lat. W Stanach, gdzie przez kilka lat pracowałam – 21. Nie wpuszcza się osób, które są na liście. Kto może się na niej znaleźć? Gracz, który zgłosi, że ma problem z hazardem i potrzebuje pomocy. W kasynie są zresztą umieszczone tabliczki informujące o tym, że jeżeli potrzebujesz pomocy, powinieneś zadzwonić pod bezpłatny numer, pod którym ją uzyskasz. Ochrona kasyna ma zdjęcia osób, które nie mogą wejść.

Co jeszcze może być powodem wydania takiego zakazu? Żona może powiedzieć: „Proszę nie wpuszczać tu mojego męża”?
– Niestety nie. Żona nawet nie jest w stanie wyciągnąć grającego męża z kasyna, jeśli on sam nie chce wyjść. Byłam świadkiem sytuacji, kiedy wypraszano panią, która przyszła po małżonka i „zakłócała spokój”. Zakaz wstępu stosuje się też wobec graczy, którzy zostali przyłapani na oszustwie, choćby na liczeniu kart.

Dlaczego nie można liczyć kart?
– Bo kasyno jest miejscem, gdzie masz się dobrze bawić. Idziesz tam dla rozrywki, a nie po pieniądze. Liczenie zwiększa szansę na wygraną, ale też odbiera beztroskę z gry. Nie możesz iść do kasyna i próbować z kasynem wygrać, używając swoich umiejętności, np. matematycznych. Ja umiem liczyć karty, przeszłam w tym celu specjalne szkolenie. I rozpoznaję gracza, który liczy. Co pewien czas przechodziłam nawet specjalny test liczenia z komputerem, żeby sprawdzić, czy nie wypadłam z formy. Zdarzało się, że gracz wygrywał nieproporcjonalnie dużo, i wtedy proszono mnie, bym przyjrzała się jego grze.

Po czym poznajesz, że gracz liczy?
– Kiedy obstawia tak, jak ja bym to zrobiła. Gdy np. niespodziewanie podwaja zakład – dla mnie to informacja, że wie, iż następna karta będzie wysoka, czyli razem ze mną liczy karty. Raz może się to zdarzyć każdemu, ale kiedy sytuacja się powtarza, to nie przypadek. Taki gracz jest wypraszany z kasyna. Nawet gdyby poszedł z tym do sądu, nie jest w stanie wygrać, bo wszystko zarejestrowane jest na kamerach. A nagranie jest dowodem na to, że nie przyszedł do kasyna dobrze się bawić, tylko wygrać. Nie sądzę, by ktoś skarżył kasyno o to, że nie pozwoliło mu liczyć kart, w każdym razie ja o takich sprawach nie słyszałam.

Taki zakaz dotyczy tylko jednego kasyna?
– Jeżeli ktoś został przyłapany i udowodniono mu, że liczył karty, automatycznie ta informacja, wraz ze zdjęciem, idzie do wszystkich kasyn. Czasem, gdy widzę, że gracz liczy, staram się przerwać jego tok myślenia. Pytam, skąd przyjechał, jak długo mieszka w tej okolicy, co robi w życiu, czy to jego pierwszy raz w kasynie, jakie gry lubi najbardziej. Pytam o wszystko, byle gracz nie był w stanie liczyć. (…)

Obserwowałaś, jak gracze zmieniają się podczas gry?
– To bardzo ciekawe doświadczenie. Zacznę od sytuacji najtrudniejszej, kiedy gracz zaczyna przegrywać. Staje się coraz bardziej agresywny, nadzieja w oczach przechodzi we wściekłość i obłęd, rzuca żetonami w krupiera, obraża jego, kelnerkę i pozostałych graczy. Czasem trzeba wezwać ochronę, która go wyprowadzi. Ale wielu przegranych odchodzi od stołu cichutko, w poczuciu porażki. Zupełnie inaczej wygląda i zachowuje się gracz, któremu dopisało szczęście. Ma rozszerzone źrenice, tryska energią, żartuje, opowiada historie ze swego życia, daje dobre napiwki.

Ale najciekawszy jest gracz, który chce się odegrać i wyciąga kolejne pieniądze. Obłęd w oczach, zacietrzewienie w gestach. Lubiłam obserwować graczy przy ruletce. Oni nie patrzą w oczy. W momencie kiedy krupier wprawia koło w ruch, ich wzrok jest skupiony na kulce i podąża tylko za nią. Nawet gdybyś bardzo chciała nawiązać z nimi kontakt wzrokowy, nie masz szans. Na ich twarzach widać podniecenie, które trwa do momentu, aż kulka spadnie na właściwe pole. Każdy z graczy ma nadzieję, że właśnie na jego. Czasem trwa to trzy sekundy, a czasem kilkadziesiąt i wtedy napięcie rośnie. Bo są krupierzy, którym kulka spada po trzech obrotach ruletki, ale są też tacy, którzy potrafią zakręcić mocniej i koło kręci się, kręci, kręci… A im dłużej się kręci, tym więcej zakładów można postawić. Krupier zamyka możliwość obstawiania, gdy widzi, że kulka zwalnia i ma jeszcze najwyżej dwa obroty. „No more bets”, mówi wtedy, czyli koniec zakładów.

Udzieliły ci się kiedyś emocje graczy?
– Nie. Jestem za bardzo skupiona na pracy. Musiałam obserwować, jak krupierzy wypłacają, upewnić się, że wszystkie obstawienia są na właściwym miejscu, że masz odpowiednią ilość pieniędzy w „banku”, żeby dane wypłaty wypłacić. Po prostu praca. (…)

Nie możesz powiedzieć: „Pan już swoje przegrał. Proszę iść do domu”?
– Nie mogę tego zrobić. Jestem po to, żeby graczy zatrzymać w kasynie jak najdłużej, a nie wypędzać (śmiech). (…)

Nie miałaś wyrzutów sumienia, bo gość przegrał wszystko?
– Nie miałam i powiem ci dlaczego. To jest po prostu choroba, której nie można kontrolować. Jeśli on uważa, że zamiast siedzieć w domu z rodziną, woli przegrywać w kasynie, to czy ja mogę to zmienić? Tylko raz przegrana gracza poruszyła mnie do głębi – to historia tego studenta. Wtedy poczułam się jak szmata.

Krupier to niebezpieczny zawód?
– Nie. W kasynie jest ochrona. Choć koledzy opowiadali o sytuacjach, kiedy przegrany spotkał ich w restauracji i powiedział: „O, to jest ten, który zabrał moją kasę”. Krupier musi być jednak dyskretny. Nawet gdy spotyka stałych graczy, nie może pokazać, że ich zna, i powiedzieć: „O, witam pana, panie Kwiatkowski”. Gra w kasynie jest anonimowa. (…)

Wchodzi gość do kasyna, widzisz go po raz pierwszy, po czym poznasz, że jest uzależniony?
– Nie zdarzyło mi się pomylić. Rozpoznaję już od progu. Jeszcze zanim usiądzie do stołu, wiem, że nie jest tu pierwszy raz i ma kłopoty z hazardem. Nerwowo chodzi to w jedną, to w drugą stronę, rozgląda się, jakby szukał dobrego miejsca, jego oczy są rozbiegane, a ruchy nerwowe. Ludzie, którzy przychodzą się bawić, wchodzą do sali, siadają przy pierwszym lepszym krupierze, zaczynają z nim rozmawiać, śmiać się. Po uzależnionych widzisz, że czegoś szukają, mają jakiś niedosyt.

Czego kasyno cię nauczyło?
– Cierpliwości. I tego, że w życiu nie ma nic za darmo. I że kasyno zawsze wygrywa.


Rozmowa z książki Beaty Biały Hazardziści. Gra o życie, W.A.B., Warszawa 2021


Fot. Lech Gawuć/Reporter

Wydanie: 17/2021

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy