Leśne przedszkola i szczęśliwe dzieci

Leśne przedszkola i szczęśliwe dzieci

Edukujemy poprzez swobodną zabawę w naturze

Akademia Leśnych Lisków to nietypowe wrocławskie przedszkole. Edukacja odbywa się tu na świeżym powietrzu, dzieci wychowują się w harmonii z naturą, a poprzez gry i zabawy poznają świat wszystkimi zmysłami. Wcale nie potrzebują otaczać się masą kolorowych zabawek. W lesie, w którym spędzają większość czasu, najważniejsze są dwa rekwizyty – jutowa lina służąca im m.in. do przeciągania i wszechobecne patyki, z których można stworzyć nieskończoną liczbę budowli. Uczestnicy zabaw trzymają się jasno określonych zasad: patyki należy trzymać nisko i nie wolno celować nimi w drugą osobę. Otoczenie przyrody jest ogromnym placem zabaw, pełnym atrakcji w postaci liści, gałęzi, mchu, szyszek, żołędzi czy kasztanów.

Gdy kilkulatki zmęczą się wspinaniem na drzewa, babraniem w błocie czy bieganiem boso po trawie, zasiadają do zajęć. Wspólnie śpiewają piosenki czy rozwiązują łamigłówki. Po polsku i po angielsku. W lesie uczą się też pisać. Kijem na ziemi. To dla nich o wiele ciekawsze niż zdobywanie tej umiejętności w sposób tradycyjny. Dzieci mogą, ale nie muszą uczestniczyć we wszystkich zorganizowanych zabawach. Te, które wybiorą własną ścieżkę, nie przeszkadzają innym. Tutaj wszystko odbywa się z wzajemnym szacunkiem. A podczas zajęć w naturze Akademia Leśnych Lisków realizuje podstawę programową wychowania przedszkolnego Ministerstwa Edukacji Narodowej.

– Większość przedszkoli postrzega tę podstawę programową bardzo formalistycznie. Pokutuje przeświadczenie, że trzeba wszystko dokładnie zrealizować, powypełniać dzienniki, konspekty zajęć. Trzylatki mają podręczniki! My ich nie mamy. Bo nigdzie nie napisano, że musimy je mieć. Publiczne placówki zajmują się ogromną ilością papierologii, co wynika wcale nie z przepisów prawa, ale raczej z mentalności pracowników polskiej oświaty. My edukujemy dzieci poprzez swobodną zabawę w naturze. Leśna edukacja nie jest niczym nowym. Z moich czasów przedszkolnych pamiętam, że cały czas siedzieliśmy na dworze – mówi Dagmara Drozd, założycielka Akademii Leśnych Lisków.

Działające od września leśne przedszkole jest spełnieniem jej marzeń. Połączeniem dwóch pasji: kontaktu z dziećmi i aktywności w naturze. Dagmara jest z wykształcenia pedagogiem. Ostatnie 15 lat życia spędziła, pracując w korporacjach, jako ekspertka ds. personalnych. Wypalenie zawodowe podszyte zmianą modelu pracy w pandemii – z kontaktu międzyludzkiego na wgapianie się w ekran komputera – sprawiło, że porzuciła dotychczasowy tryb życia. Choć, jak twierdzi, w przedszkolu zajmuje się tym samym, co w biznesie – relacjami. Tylko że kiedyś przekazywała swoją wiedzę o komunikacji osobom dorosłym, a dziś koncentruje się na najmłodszych.

Indywidualizm, swoboda i więź z naturą

– Najbardziej zależy mi na tym, żeby dzieci wychowywane w naszym przedszkolu wyrosły na szczęśliwych dorosłych. By były kreatywne, myślały samodzielnie i poszukiwały swoich pasji. Żeby nie były bezrefleksyjnie posłuszne. Niestety, w interesie rządzących nigdy nie będzie leżało wychowywanie krytycznie myślących dorosłych. A nam chodzi o coś zupełnie przeciwnego. O niepoddawanie się schematom, zdobywanie umiejętności wyznaczania swoich granic – podkreśla Dagmara.

Dlatego stawia na indywidualne podejście do każdego dziecka i brak przymusu. – Każdy przedszkolak ma własny rozwojowy moment, kiedy uczy się różnych rzeczy. A zmuszanie go do nauki wcześniej, niż dziecko jest na to gotowe, może mieć opłakane skutki. Najważniejsza jest komunikacja, którą my opieramy na metodzie „porozumienie bez przemocy”, upowszechnionej przez Marshalla Rosenberga. Chodzi o to, że w rozmowie z dziećmi nie mówimy: „Nie, bo nie”, tylko pokazujemy im konsekwencje ich czynów, unaoczniamy, co może się stać. Natomiast nie stosujemy systemu kar i nagród. Bardzo ważne jest rozróżnienie między karą a konsekwencją. W oświacie publicznej w teorii również nie ma kar, ale zdarza się, że dziecko ma krzesełko, na które idzie „przemyśleć swoje zachowanie”. To ukryta kara. Do naszego przedszkola trafiają też dzieci, które w publicznych placówkach przeżyły traumę. Bo np. były „wypłakiwane”. Kiedy dziecko płakało po odprowadzeniu przez mamę do przedszkola, było zostawiane same sobie do momentu wypłakania się. A to jest trzylatek, któremu mama nagle znika, więc trzeba się zaopiekować jego emocjami, a nie zostawiać samego!

Akademia Leśnych Lisków skupia się na opiece nad emocjami dzieci, słuchaniu ich potrzeb. A problem separacji dziecka od rodzica rozwiązuje systemem adaptacji. Mama lub tata spędzają z dzieckiem czas w przedszkolu i stopniowo wycofują się, kiedy maluch jest na to gotowy. Dzięki temu przedszkolak, który podejmuje decyzję, że zostanie sam, tęskni mniej za rodzicami.

– U nas nie ma krzyków, zakazów czy nakazów. Wszystko odbywa się poprzez rozmowę. Nie ma w tym nic odkrywczego, ale to działa! Co ważne, dzieci wychowują się tu w wielowiekowych grupach. To jest przecież naturalne i tak funkcjonowało przez wieki. Kiedyś dzieci żyły w wielopokoleniowych rodzinach z rodzeństwem i kuzynostwem w różnym wieku. To wymysł systemu, że trzeba je podzielić na kategorie. Nieprawda! Dzieci najlepiej chowają się, jeśli mają wokół siebie starsze dzieci. To od nich zdobywają praktyczną wiedzę na temat podstawowych czynności. A starsze uczą się od młodszych opiekuńczości – wyjaśnia dyrektorka leśnego przedszkola.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 19/2022, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Dominika Tworek

Wydanie: 19/2022

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy