W Kazimierzu zwyciężyła „Intymność”

W Kazimierzu zwyciężyła „Intymność”

Na festiwal przyjeżdża specyficzna publiczność: ludzie młodzi, kochający kino ambitne

Co roku na początku sierpnia do Kazimierza Dolnego przyjeżdżają tłumy młodzieży, wszędzie, gdzie to możliwe, wyrastają miasteczka namiotowe, słychać śpiewy przy wtórze gitar i bębenków, można spotkać gwiazdy rodzimej kinematografii, a ludzie pytający o bulwar nadwiślański wcale nie mają na myśli promenady nad Wisłą. Od siedmiu lat odbywa się tu bowiem festiwal filmowy i artystyczny „Lato Filmów”, impreza – jak podkreśla jej pomysłodawca, Sławomir Rogowski – organizowana głównie z myślą o młodych kinomanach. To oni właśnie stoją w kolejce do kasy kina, dyskutują z twórcami filmów, a wieczorem – nierzadko z dwugodzinnym wyprzedzeniem – zjawiają się na Małym Rynku, aby zająć jak najlepsze miejsce przed ekranem w kinie „pod chmurką”. „Jestem tu już czwarty raz”, mówi Agnieszka, studentka ze Szczecina. „Festiwal to świetna okazja, żeby zobaczyć filmy tego sezonu, których nie zdążyłam zobaczyć w kinie. A poza tym co roku jest tu coraz więcej premier i świetnych dokumentów”.
Podczas tegorocznego festiwalu widzowie mogli zobaczyć 324 filmy fabularne, dokumentalne, animowane, etiudy oraz spektakle teatru telewizji. Na otwarcie zaproponowano widowni wzbudzający kontrowersje film Patrice’a Chereau „Intymność”. Początek festiwalu rzeczywiście okazał się burzliwy, ale z powodu nawałnicy, jaka rozszalała się nad Kazimierzem i skutecznie uniemożliwiła nie tylko seans na rynku, ale i w kinie. W „Bulwarze Nadwiślańskim”, festiwalowym biuletynie, podano, że burzę wywołał pewien gość, który na inauguracji powiedział: „Intymność między widzem a artystą wymaga zgaszenia światła”. I po 10 minutach projekcji zgasło światło w całym Kazimierzu.
W plebiscycie publiczności „Intymność” – wyświetlana jeszcze dwukrotnie – została uznana za najlepszy film zagraniczny 7. „Lata Filmów”. Wśród polskich propozycji zwyciężył film „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego. Spośród innych rodzimych premier pokazywanych na festiwalu warto wymienić „Angelusa” Lecha Majewskiego, „Ciszę” Michała Rosy i „Córę marnotrawną” Andrzeja Kondratiuka, na którą widownia i twórcy przybyli w barwnym korowodzie w towarzystwie szczudlarzy, czekistów, zakapturzonych mnichów i przy akompaniamencie kapeli.
Na festiwalu królowało kino, ale jak zawsze towarzyszyły mu liczne wystawy, dyskusje w Kuncewiczówce i koncerty, z których jeden dedykowano strażakom i innym ludziom, którzy walczyli z powodzią w Kazimierzu i okolicach.
W tym roku szczególną atrakcją była retrospektywa prac Stasysa Eidrigeviciusa. W kilku miejscach rozsianych po całym miasteczku zaprezentowano jego rzeźby, pastele, rysunki, instalację plenerową oraz najbardziej znaną część jego twórczości – plakaty.
Nowością na tegorocznym festiwalu był przegląd polskich animacji. Filmy animowane prezentowano w kinie Wisła na równi z dokumentami i cieszącymi się dużą popularnością teatrami telewizji, a także przed każdą projekcją w namiocie kinowym.
Organizatorzy, a także filmowcy podkreślają, że do Kazimierza przyjeżdża specyficzna publiczność: ludzie młodzi, kochający kino ambitne i potrafiący krytycznie ocenić ekranowe propozycje. W tym roku mogli się przekonać, że z polskim kinem nie jest tak źle, a młodzi reżyserzy, tacy jak Barczyk, Pieprzyca, Urbański czy Rosa mają pomysł na pokazywanie współczesności.

Wydanie: 34/2001

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy