Kisiel wprost nie do poznania

Kisiel wprost nie do poznania

Bezkrytycznym wyznawcom kultu Stefana Kisielewskiego warto odświeżyć pamięć. Dobrze by im zrobiła lektura wspomnień byłych współpracowników Kisiela. A ci mają tzw. mieszane uczucia. Np. Józefa Hennelowa, która przepracowała w „Tygodniku Powszechnym” 60 lat i wiele w życiu widziała, ciągle jest pod wrażeniem tego, jak to Kisiel, bardzo przecież hołubiony przez redakcję, obsmarował swoich dobrodziei. „Szokiem były dla nas jego »Dzienniki« – żali się publicystka – w »Tygodniku« zawsze otaczaliśmy go przyjaźnią, dzięki czemu mógł względnie spokojnie żyć w Warszawie. A tam tyle złych słów…”. Można by machnąć ręką, bo przecież każdy wybiera sobie taki obiekt do adoracji, jaki jest mu najbliższy. Coś to jednak musi znaczyć. Musi? A może to tylko zwykłe lenistwo i brak wiedzy, jak to z Kisielem bywało?

Wydanie: 50/2010

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przegląd

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy