Klik! I oko jest na miejscu

Klik! I oko jest na miejscu

Bydgoscy lekarze jako pierwsi w Polsce wstawili pacjentce protezę oka i oczodołu wykonaną za pomocą drukarki 3D

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie osiem lat temu. – Od małego guzka z boku nosa, tuż przy kanaliku łzowym. Nawet nie bolał – wspomina 72-letnia Lucyna Kruszczyńska, pielęgniarka z Bydgoszczy. – Myślałam, że usuną mi go, w najgorszym razie z odrobiną kości, i po sprawie. Niestety, podczas zabiegu okazało się, że raczysko jest ogromne, umiejscowione głównie za okiem. A badanie pobranych wycinków wykazało, że to nowotwór bardzo złośliwy, inwazyjny. Trzeba wycinać jak najszybciej i najlepiej jak najszerzej. Nie tylko gałkę oczną, ale jeszcze oczodół. Diagnoza ścięła mnie z nóg. Czegoś takiego się nie spodziewałam, do tej pory w mojej rodzinie nie było raka. Płakałam, złościłam się i w dodatku musiałam szybko decydować, czy ciąć oszczędniej, ale wtedy ryzyko wznowy jest większe, czy ciąć szerzej i maskować do końca życia ubytki twarzy, ale z większą szansą na przeżycie. Poszłam za głosem rozsądku, który podpowiadał tę drugą, trudniejszą – zwłaszcza dla kobiety – opcję. Wspierali mnie najbliżsi – córka, synowie, synowe oraz koleżanki, również z pracy. Dbali, żebym się nie wycofała.

Odklei się czy się nie odklei?

Po operacji, podczas której usunięto jej prawe oko i cały oczodół, pani Lucyna szybko dostała epiprotezę, czyli częściową protezę gałki ocznej. – Mogłam wychodzić bez opatrunku maskującego brak oka. Już nie musiałam wszystkim dookoła tłumaczyć, co mi się stało. Mogłam podjąć na nowo pracę, którą kocham i wykonuję, mimo że dawno osiągnęłam wiek emerytalny. Oczywiście starałam się tak ustawić do pacjenta, żeby nie było widać prawej strony. Ale najważniejsze, że znów pracowałam!

Niestety, epiproteza była doklejona do okularów. Całość była ciężka, łatwo zsuwała się z nosa i odsłaniała to, czego pani Lucyna nie chciała pokazywać. – To były bardzo krępujące chwile dla mnie i szokujące dla innych. Miejsce po usuniętym oku i oczodole to nie jest ładny widok. W dodatku zawężone pole widzenia powodowało, że stale uderzałam o coś głową lub okularami. Oko się odklejało. Trzeba było jechać do Łodzi na doklejanie. To było bardzo męczące. W końcu syn samodzielnie zaczął sklejać tę moją epiprotezę.

Oczywiście oko odklejało się w najmniej stosownych momentach, np. tuż przed pierwszą komunią wnuczki. I zamiast radości z rodzinnego spotkania była panika, zamieszanie, nerwy, szukanie kleju, doklejanie i obawa, czy na przyjęciu znów się nie odklei. – Dlatego coraz mniej chętnie spotykałam się ludźmi. Zaczęłam coraz bardziej się ograniczać do wąskiego, rodzinnego kręgu – wspomina Lucyna Kruszczyńska.

Dla uśmiechniętej, towarzyskiej i młodej duchem pani Lucyny, mieszkającej po śmierci męża samotnie, narastająca izolacja była bardzo bolesna. Dlatego, gdy zadzwonili ze szpitala, że jest możliwość zainstalowania protezy oka i oczodołu bezpośrednio na kościach czaszki, nie wahała się ani chwili. I nieważne było, że to zabieg pionierski, a więc obarczony większym ryzykiem błędu.

Trzy implanty

– Zakwalifikowaliśmy panią Lucynę do tej operacji m.in. dlatego, że nowotwór usunięto jej wiele lat temu. Minimum pięcioletni okres bez wznowy jest tu warunkiem absolutnie koniecznym – tłumaczy dr hab. Paweł Burduk, kierownik kliniki otolaryngologii, onkologii laryngologicznej i chirurgii szczękowo-twarzowej bydgoskiego Szpitala Uniwersyteckiego nr 2, który wraz z zespołem jako pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych w Europie osadził w kościach czaszki pacjentki tytanowe implanty, stanowiące stabilne oparcie dla protezy oka i oczodołu. – Podobne operacje wykonywaliśmy wcześniej, rekonstruując małżowiny uszne. Ale osadzanie protezy oczodołu jest dużo trudniejsze. Bo oczodół jest przestrzenią trójwymiarową w odróżnieniu od płaskiej kości za uchem. Dlatego trzeba wprowadzić co najmniej trzy implanty w takich miejscach i pod takimi kątami, żeby po pierwsze, proteza była możliwa do wykonania, po drugie – dobrze przylegała do ciała, i po trzecie – była łatwa do zakładania. I tu pomogła drukarka 3D, na której odwzorowaliśmy czaszkę pacjentki w skali 1:1. Drukowanie modelu czaszki trwało aż 18 godzin. Na nim zaplanowaliśmy, gdzie i pod jakim kątem zostaną wkręcone tytanowe implanty. I mogliśmy potrenować „na sucho”.

Operację przeprowadzono w grudniu zeszłego roku. Ale najpierw lekarze czekali na całkowite wrośnięcie tytanowych implantów. A potem zespół łódzkich protetyków pracował nad odtworzeniem protezy oka oraz oczodołu, którego wnętrze jest wykonane z materiału akrylitowego, pokrytego od zewnątrz miękkim silikonem medycznym. Jego barwę można dopasować do koloru skóry.

– Gojenie przebiegało prawidłowo – mówi dr Paweł Burduk. – Gdy implanty okazały się stabilne i prawidłowo osadzone, na nich zbudowane zostało rusztowanie za złota medycznego. I dopiero do tego rusztowania, na zasadzie zatrzasku, wpięta została proteza.

Nowe życie

Ten ważny moment nastąpił w kwietniu w Łodzi. Pani Lucyna wspomina: – Klik! I znów mam oko. I wszystko dookoła oka. Jak zareagowałam? To była wielka radość! Cieszyłam się, że znów będę mogła zdejmować okulary bez skrępowania! I nagle poczułam, że widzę lepiej. Jakbym znów patrzyła dwojgiem oczu. Powiedziałam to lekarzom. Zaczęli się śmiać.

Kosmetyczka pokazała, jak oko dobrze pomalować, zatrzeć różnicę między ciałem a silikonem. I teraz rodzina i znajomi nie szczędzą pani Lucynie komplementów. – Mówią, że super, elegancko. I ja zupełnie inaczej się czuję. Chętniej wychodzę z domu. Częściej spotykam się z koleżankami. Zaplanowałam już wakacyjne wyjazdy. Chcę jechać do sanatorium, a nawet wykupić karnet na basen, o czym wcześniej mogłam tylko pomarzyć.

– Oka i widzenia nie przywróciliśmy, ale bardzo poprawiliśmy komfort życia pacjentki. A o to nam chodziło – podsumowuje dr Burduk. – Możemy implantować tego typu zakotwiczone protezy od czterech do sześciu pacjentom rocznie. Choć to bardzo drogie operacje. Każda kosztuje ok. 40 tys. zł. Na szczęście nasi pacjenci mogą skorzystać z procedury indywidualnego rozliczenia w NFZ, co oznacza, że jest to dla nich zabieg bezpłatny.

Lucyna Kruszczyńska: – Ostatnio w sklepie nie mogłam czegoś znaleźć i opowiedziałam o tym kasjerce. Na co pan z kolejki odezwał się kąśliwie: „Ma pani aż czworo oczu i nie potrafiła pani znaleźć”. Nie sprostowałam. Sprawiło mi wielką przyjemność, że facet niczego nie zauważył.

Fot. Szpital/archiwum

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy