Jak komendanci spadali z drabiny

Jak komendanci spadali z drabiny

Pod rządami „dobrej zmiany” odwołano aż 242 z 335 komendantów powiatowych Państwowej Straży Pożarnej

Strażacy to najdzielniejsi z dzielnych. Można na nich liczyć, gdy wybuchnie pożar, podczas powodzi czy wichury, katastrofy lub wypadku drogowego. Nic dziwnego, że cieszą się największym zaufaniem społecznym. Za bohaterską postawę otrzymują słowa uznania, medale i awanse, jak choćby pomorski komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej Tomasz Komoszyński, który tak się wyróżnił przy usuwaniu skutków nawałnicy, że dostał stopień generalski.

Przymusowa odstawka

Ale widzowie programów informacyjnych nie mają na ogół pojęcia, co się dzieje na co dzień w tej służbie. Nie słychać, aby podano do publicznej wiadomości, ilu komendantów powiatowych (miejskich), czyli tych od czarnej, a właściwie gorącej roboty, pozbawiono stanowiska w okresie rządów PiS. Na nasze pytanie rzecznik komendanta głównego odpowiedział, że od początku roku 2016 do 31 marca 2018 r. zostało odwołanych 242 komendantów, z czego 205, czyli zdecydowana większość, złożyło raporty o zwolnienie ze służby. Czytaj – przeszło na emeryturę, bo taka już im przysługiwała. Chociaż to ludzie doświadczeni, z 30-letnim stażem, a jednocześnie w sile wieku, którzy ledwie przekroczyli pięćdziesiątkę.

Pozornie nie ma w tym nic dziwnego. Ale jeśli policzymy, że w całym kraju jest 335 komend powiatowych (miejskich), wyjdzie, że pozbyto się dwóch trzecich profesjonalistów, kierujących dużymi grupami strażaków. Nie licząc zastępców komendantów, bo takich też dotknęła akcja wysyłania na emeryturę. Niby dobrowolną, lecz z naszych ustaleń wynika, że zachęty bywały różne. Najczęściej skuteczne, choć zdarzały się wyjątki. Jak to się odbywało, pokażemy na dwóch przykładach.

Malbork: Tajemnicze anonimy

W maju 2016 r. brygadier (odpowiednik stopnia podpułkownika – przyp. aut.) Adam Zieliński, komendant powiatowy PSP w Malborku, został wezwany wraz z dwoma zastępcami pomorskiego komendanta wojewódzkiego i młodszym brygadierem (majorem) Tomaszem Komoszyńskim, zastępcą komendanta powiatowego w Nowym Dworze Gdańskim, na rozmowę do komendanta głównego PSP, Leszka Suskiego. Po indywidualnych konsultacjach Suski oświadczył, że albo Zieliński, albo któryś z zaproszonych zastępców będzie pełnić obowiązki komendanta wojewódzkiego w Gdańsku. Bo dotychczasowy, 49-letni st. bryg. Andrzej Ruszkowski, człowiek zasadniczy, z charyzmą, podobno nie pasował wiceministrowi Jarosławowi Zielińskiemu i musiał odejść. Mimo że wybudował nową strażnicę w Gdańsku i rozbudował komendę wojewódzką.

– Zgodziłem się i następnego dnia machina ruszyła – wspomina Adam Zieliński. – Do południa wszystko było w porządku, ale po potem dostałem informację, że aby wykonywać nowe obowiązki, do czasu mianowania na „pełnego” komendanta wojewódzkiego, będę przesunięty na wcześniej zajmowane stanowisko, czyli dowódcy jednostki ratowniczo-gaśniczej. Ale że w komendzie wojewódzkiej takiego stanowiska nie było, miałem zostać oficerem dyżurnym stanowiska kierowania, czyli dyspozytorem, z XI grupą zaszeregowania, o cztery niższą niż w Malborku. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, bo jeśli zdarzy się coś niespodziewanego i nie dostanę awansu na pełnoprawnego szefa w Gdańsku, to zostanę na lodzie. Odmówiłem.

Jego decyzja odbiła się echem w całej Polsce. „Jeden z kręgosłupem”, powiadano. Przyjmował to z satysfakcją, ale jego drabina ratownicza już zaczęła się chwiać. Na razie pozostał szefem strażaków w powiecie malborskim, jednak z odrzuconej przez niego propozycji skorzystał Tomasz Komoszyński. A ten z miejsca zaprosił Zielińskiego i… zaproponował mu przejście na emeryturę. Na pytanie dlaczego nowy szef odpowiedział: „Bo są na ciebie anonimy, a ja nie mogę ich zamiatać pod dywan”.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 24/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 24/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy