Kongres przy nadziei

Klucze do zmian w Polsce są w ręku premiera Millera, przekonują publicyści i opozycyjni politycy. Jeśli Miller przekręci klucz i zamknie nim swój udział w rządzie, to otworzy nadzieję na zmiany. Na nowe rozdanie. Rząd koalicyjny. Reformę. Przyszłość. Rząd ma fatalne notowania społeczne. Parlament ma fatalne notowania społeczne. Kościół katolicki ma fatalne notowania społeczne. Przyszłość ma fatalne notowania społeczne. Ogólnie jest w naszym kraju fatalnie.
Politycy spierają się o podatek liniowy. Czy obniżyć go do jednej stawki, np. 19%. Tymczasem aż 94% podatników podatek liniowy już obowiązuje. Bo oni właśnie rozliczają się według najniższej stawki. Zwykle bez żadnych ulg budowlanych czy remontowych, bo ich na to nie stać. Albo robią to w szarej strefie. Toteż dyskusja o ulgach, progach reformy podatkowej dotyczy 6-10% społeczeństwa.
Koniec transformacyjnego mitu, tego głoszącego, że każdy młody człowiek może zrobić karierę zawodową, ogłaszają autorzy raportu sponsorowanego przez fundusz AIG i „Gazetę Wyborczą”. Młodzi ludzie poddają się już na starcie swego życia zawodowego. Wchodzą na rynek pracy z przekonaniem, że jest beznadziejnie, że firmy upadają, no i z przekonaniem, iż bez protekcji dobrej pracy nie znajdziesz. Zatem koniec z napoleońskimi – znanymi z lat 90. – karierami w bankach, agencjach reklamowych, firmach handlowych. Kariera zawodowa w III RP zaczyna przypominać przedwojenne terminowanie w rzemiośle. Jeszcze trochę, a trzeba będzie płacić za możliwość odbycia stażu zawodowego. Aby mieć nie tyle pensyjkę, ile wpis do CV. Doświadczenia zawodowe, bo bez tych już na starcie odpowiedzialni za zatrudnienie odrzucają. Nie ma zmiłuj, nie ma tłumaczeń, że bez pierwszego nigdy doświadczeń zawodowych starający się nie zdobędzie.
Sfrustrowani są młodzi. To pokolenie bez przyszłości, pokolenie bez pracy. Przyzwyczajające się, że barwne reklamy, zachęty do zaoferowania sobie „odrobiny luksusu” go nie dotyczą. Coraz częściej młodzi ludzie odrzucają nachalnie lansowany konsumpcyjny styl życia. Kierują się w stronę ascetycznej alternatywy, zawężając popyt na rynku wewnętrznym.
Ale nie tylko oni. Niezadowolona i sfrustrowana jest też nowa „klasa średnia”. Mityczna, hołubiona na początku kapitalistycznych przemian. Wręcz hodowana. Miała być przecież podstawą nowego, słusznego ustroju. Stabilizować demokrację i przemiany. Dzisiaj, jak zauważa prof. Andrzej Rychard w „Tygodniku Powszechnym”, przedstawiciele tej klasy średniej są niezadowoleni, mimo że radzili sobie lepiej, niż to sami oceniali. No i oczywiście nie zaznali biedy jak wyrzuceni na margines PGR-owcy czy górnicy z likwidowanych kopalń.
Problem polityczny w Polsce to wciąż niespełnione obietnice politycznych liderów, ideologów, reklamiarzy nowego ustroju. Polska nadal jest krajem niespełnionych marzeń transformacji, przejścia od PRL-u do RP. Nowa klasa średnia zdołowana recesją coraz częściej identyfikuje się z Samoobroną, która obiecuje ochronę polskiego rynku, polskich przedsiębiorców przed konkurencją, niż z wolnorynkową Platformą, dziedziczką Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności.
Ostatnio modny stał się w naszym kraju następujący kalendarz wydarzeń. Najpierw poczekamy do referendum, potem doczekamy do kongresu SLD, a nuż coś się wydarzy, a potem może nadzieja zaświta po wakacjach. Bo klucze są w rękach premiera Millera.
A przecież społeczeństwo sfrustrowane okrutnie nie czeka na nowego premiera. Tylko na nową nadzieję. Jeśli jej kongres SLD nie urodzi, to nawet zbiorowa śmierć rządu nie poprawi nastrojów.

Wydanie: 24/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy