W Kongu kapitulacja rebeliantów

W Kongu kapitulacja rebeliantów

Oddziały ONZ po raz pierwszy przeprowadziły bombardowanie z helikopterów

Silny ogień z helikopterów i moździerzy wprawił rebeliantów w popłoch. Taki atak przypuściła brygada pod flagą ONZ, najbardziej bojowa jednostka Narodów Zjednoczonych. Buntownicy z ruchu M23, prowadzący od 20 miesięcy krwawą wojnę domową we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga, przyznali się do klęski i zbiegli do Ugandy. Z ogromnego kraju nadeszły wreszcie dobre wieści.
Przez całe lata z Kinszasy napływały tylko wiadomości budzące grozę. Demokratyczna Republika Konga nazywana jest krajem korupcji i przemocy. Na wschodzie drugiego pod względem wielkości afrykańskiego państwa trwa wojna domowa. Kilkanaście partyzantek i ugrupowań rebeliantów walczy przeciwko siłom rządu centralnego, ale buntownicy z różnych grup etnicznych toczą boje także między sobą.
Ludność cywilna przeżywa prawdziwe piekło. Bojownicy łupią miasteczka i wioski, gwałcą kobiety, mordują mężczyzn, nakładają „podatki” nawet na węgiel drzewny i bydło. Informacji o kanibalizmie, którego ofiarą padali Pigmeje, nie udało się zweryfikować. Rebelianci, wspierani przez państwa ościenne, w sposób rabunkowy eksploatują bogactwa naturalne kraju – złoto, diamenty, cynę, kobalt i używany do produkcji telefonów komórkowych koltan. Proceder ten przynosi partyzantom, a przede wszystkim ich mocodawcom, bajeczne zyski.
Władze centralne długo nie mogły opanować sytuacji także z powodu ogromnych trudności komunikacyjnych. Ze wschodnią częścią DRK, państwa w dorzeczu wielkiej rzeki Kongo, właściwie nie ma połączeń lądowych. Sprawę komplikuje złożona sytuacja etniczna (kraj wielkości Europy Zachodniej zamieszkuje ok. 250 grup ludnościowych) oraz polityczna.

Hutu kontra Tutsi

Serię nieszczęść i rzezi rozpoczęło ludobójstwo w Rwandzie. W 1994 r. ekstremiści z ludu Hutu zabili ok. 800 tys. ludzi z grupy etnicznej Tutsi oraz tych Hutu, których uznali za wrogów. W czerwcu 1994 r. bojownicy Tutsi zdobyli jednak władzę w stolicy Rwandy, Kigali. Splamione krwią milicje Hutu uciekły do wschodniej części Zairu, jak nazywała się wtedy DRK. Oddziały rwandyjskie w pościgu wdarły się do Zairu. Uzyskały wsparcie słynących z wojowniczości kongijskich Tutsi, zwanych Banyamulenge, zamieszkujących płaskowyż Kiwu. Siły zbrojne Tutsi doprowadziły w 1997 r. do usunięcia skorumpowanego reżimu prezydenta Mobutu Sese Seko. Rządy w Kinszasie objął Laurent Kabila. Ale rok później zdominowane przez Tutsi oddziały wystąpiły także przeciw niemu. Tutsi oskarżali Kabilę, że nie zwalcza ekstremistów Hutu. Rozpętał się przerażający konflikt, zwany afrykańską wojną domową, w którym wzięło udział wiele państw ościennych. Rząd w Kinszasie uzyskał wsparcie Angoli, Zimbabwe, Namibii, Czadu i Sudanu.
Był to najkrwawszy konflikt w dziejach Afryki. Wojna i jej skutki, przede wszystkim głód i choroby, pochłonęły ponad 5 mln istnień.
Oficjalnie działania zbrojne zakończono w 2003 r., lecz milicje Hutu i Tutsi nadal zwalczały się na wschodzie kraju.
Partyzanci Tutsi przez pewien czas występowali pod szumną nazwą Narodowy Kongres na rzecz Obrony Ludu (CNDP). 23 marca 2009 r. CNDP zawarł układ pokojowy z rządem. Na mocy postanowień paktu bojownicy Tutsi mieli zostać włączeni do armii Demokratycznej Republiki Konga. Ale w kwietniu 2012 r. dawni partyzanci CNDP ponownie chwycili za broń. Oskarżali władze w Kinszasie o niedotrzymanie warunków ugody. Tym razem rebelianci przybrali nazwę M23 (w nawiązaniu do układu z 23 marca). Niekiedy również używali dumnego określenia Kongijska Armia Rewolucyjna. Ale M23 to tylko kolejna mutacja ruchu kongijskich Tutsi, wspieranych energicznie przez Rwandę i Ugandę. Buntownicy odnieśli liczne sukcesy. Głodni i obdarci żołnierze wojsk rządowych, którzy od miesięcy nie dostawali żołdu, uciekali, po drodze plądrując domy i sklepy. Nie trzeba dodawać, że także rebelianci łupili bezlitośnie. W grudniu 2012 r. odnieśli spektakularny sukces – zdobyli Gomę, milionowe miasto we wschodniej części kraju, i zapowiadali marsz na Kinszasę. Dwukrotnie ograbili siedzibę International Bank for Africa (BIAC) w Gomie, zagarniając ponad milion dolarów. Pod naciskiem międzynarodowym wycofali się z Gomy, pozostali jednak na przedmieściach. W wyniku rebelii M23 uchodźcami stało się prawie 800 tys. ludzi.

nieskuteczni turyści

Upadek Gomy był kompromitacją dla międzynarodowych sił pokojowych w DRK, liczących 17 tys. żołnierzy. Oddziały MONUSCO (United Nations Organization Mission in Democratic Republic of the Congo) działają w tym kraju już 14 lat. Niestety, nie potrafiły wiele osiągnąć. Miejscowi mówili o nich turyści, ponieważ błękitne hełmy unikały walki, często zamykały się w obozach, nie udzielając schronienia uchodźcom, a niekiedy bratały się z rebeliantami. Żołnierze MONUSCO nie próbowali bronić Gomy, choć rebeliantów z M23 było tylko 2 tys. Rada Bezpieczeństwa ONZ nie mogła dłużej tolerować blamażu swoich oddziałów. W marcu 2013 r. przyjęła rezolucję nr 2098, na mocy której utworzono liczącą 3 tys. ludzi brygadę interwencyjną, wyposażoną w helikoptery i artylerię. Brygada ta, włączona do MONUSCO, została uznana za pierwszą naprawdę bojową jednostkę pod flagą Narodów Zjednoczonych. W jej skład wchodzą żołnierze z Tanzanii, Malawi i RPA. MONUSCO stała się największą i najkosztowniejszą misją stabilizacyjną ONZ. Na jej czele stoi niemiecki dyplomata Martin Kobler, dawny sympatyk Partii Zielonych, który nie wyrzekł się pacyfistycznych przekonań, ale uważa, że niekiedy dla sprawy pokoju nie da się uniknąć użycia siły. Dowódcą wojskowym jest brazylijski generał Carlos Alberto dos Santos Cruz, który w latach 2007-2009 pod flagą ONZ poskramiał gangi uliczne na Haiti. Ma on opinię wytrawnego i twardego żołnierza.

Upadek Terminatora

Sytuacja polityczna zaczęła się zmieniać. Stany Zjednoczone i inne państwa wstrzymały finansową i wojskową pomoc dla Rwandy. Pod naciskiem międzynarodowym władze w Kigali zaprzestały wspierania rebeliantów z M23. Wśród buntowników doszło do konfliktów i sporów. Władzę stracił dowódca M23, gen. Bosco Ntaganda, zwany Terminatorem. Według zasługujących na zaufanie informacji, to on dowodził wojskami, które w 2002 r. dokonały masakry co najmniej 800 cywilów w mieście Mongbwalu, położonym w złotonośnym okręgu Ituri. Sześć lat później Terminatora sfilmowano we wsi Kiwanja, w której jego żołnierze jednego tylko dnia zabili 150 osób.
Gen. Ntaganda został obalony przez podkomendnego, płk. Sultaniego Makengę. Zbiegł do Rwandy i poddał się w ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Kigali. Został przewieziony do Hagi, gdzie stanie przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, oskarżony o morderstwa, gwałty, prześladowania na tle etnicznym i inne zbrodnie.
Dzięki międzynarodowej pomocy armia rządowa Demokratycznej Republiki Konga została zreformowana. Nakarmieni żołnierze, którzy regularnie dostają żołd, stali się skłonniejsi do walki. W sierpniu 2013 r. oddziały rządowe przystąpiły do ofensywy przeciw siłom rebeliantów pod Gomą. Po obu stronach zginęły setki ludzi. Helikoptery ONZ po raz pierwszy zbombardowały pozycje rebeliantów. Zawarto rozejm, lecz rozmowy pokojowe nie przynosiły rezultatów. W końcu października wojska rwandyjskie, wbrew opinii dowódców Narodów Zjednoczonych, przypuściły kolejny atak.
Żołnierze w błękitnych hełmach w obawie o los ludności cywilnej musieli podjąć interwencję zbrojną. Helikoptery przeprowadziły kolejne uderzenie, brygada interwencyjna ostrzelała stanowiska rebeliantów na wzgórzach z dział i moździerzy. Pod ogniem bojownicy M23 poszli w rozsypkę. Porzucili broń i zbiegli, przeważnie do Ugandy, niektórzy do Rwandy. Przyznali się do klęski i ogłosili koniec rebelii.
7 listopada płk Sultani Makenga poddał się władzom ugandyjskim wraz z 1,7 tys. swoich ludzi. Kinszasa domaga się jego ekstradycji, aczkolwiek wątpliwe, aby do niej doszło. Rada Bezpieczeństwa ONZ oskarża płk. Makengę o morderstwa, przemoc seksualną, porwania i wypędzanie ludzi.
Do Gomy wrócili gubernator i inni urzędnicy rządu centralnego.
W stolicy Ugandy, Kampali, trwają rozmowy przedstawicieli rządu DRK z rebeliantami na temat podpisania układu pokojowego.
Sukces armii rządowej i międzynarodowych sił ONZ, zwłaszcza brygady interwencyjnej, jest spektakularny. Komentatorzy podkreślają jednak, że do pokoju jeszcze daleko. Należy podjąć działania na rzecz integracji dawnych bojowników M23. Byli dowódcy rebeliantów liczą, że otrzymają stanowiska oficerskie w armii rządowej, z której zdezerterowali.
Na wschodzie ogromnego kraju działa jeszcze jakieś 12 różnych ugrupowań zbrojnych. Czy brygada interwencyjna podejmie działania przeciwko nim? Pierwszym celem mogłaby się stać milicja Hutu – FDLR, która prowadzi wojnę przeciwko władzom Rwandy, korzystając z potajemnego wsparcia Kinszasy. Czy jednak prezydent Joseph Kabila zgodzi się na zdecydowaną akcję przeciwko Hutu, tajnym sojusznikom w konflikcie z Tutsi?
Problemy Konga są skomplikowane i palące, nie ma łatwych i szybkich rozwiązań. W każdym razie dzięki akcji brygady interwencyjnej ONZ groźne ugrupowanie rebeliantów poniosło klęskę. We wschodniej części kraju zrobiło się nieco bezpieczniej. Uchodźcy wracają do domów.

Wydanie: 48/2013

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy