Konstytucja czy dobro narodu?

Konstytucja czy dobro narodu?

Konstytucja jest kodeksem drogowym zapewniającym pomyślność i bezpieczeństwo nam wszystkim i każdemu z osobna

Wielce szanowny pan marszałek senior Sejmu Kornel Morawiecki ma, jak się dowiedziałem, wykształcenie techniczne. Ma nawet stopień doktora. W wypowiedzi na temat konstytucji i dobra dla niej nadrzędnego, jakim jest dobro narodu, odważnie wkroczył w obcą sobie dziedzinę aksjologii, a więc nauki o wartościach. Nie oczekiwałbym oczywiście od niego obszerniejszej wiedzy na ten temat. Skoro jednak z tak wielką dozą pewności siebie wciąż wypowiada się o wzajemnej relacji dwóch wartości, a mianowicie konstytucji i dobra narodu, przeciwstawiając je sobie, a co więcej, uznając, że ta pierwsza musi ustąpić temu drugiemu, oczekiwałbym od niego przynajmniej elementarnej wiedzy o tym, o czym tak autorytatywnie raczy się wypowiadać.

Gdyby tak było, zdawałby on sobie sprawę z tego, że wyróżniamy wartości naczelne i pochodne, a wśród tych ostatnich wartości instrumentalne, to jest takie, które uznajemy wyłącznie za środki warunkujące urzeczywistnianie wartości naczelnych. Otóż w naszym przypadku dobro narodu jest wartością naczelną, niepodlegającą zakwestionowaniu, natomiast konstytucji przypisujemy jedynie charakter wartości instrumentalnej: przyjmujemy ją wyłącznie jako środek mający zapewniać realizację tej pierwszej.

Co to oznacza? Ano tyle, że przeciwstawianie sobie obu tych wartości i traktowanie ich alternatywnie: ta albo tamta, jest pozbawione sensu. To tak, jakbyśmy chcieli wybierać np. między zdrowiem a normą przestrzegania czystości powietrza. Czy miałoby sens odrzucenie tej normy, bo przecież zdrowie jest ważniejsze?

Konstytucja nie jest wartością konkurencyjną w stosunku do dobra narodu. Została ustalona właśnie w wyniku zbiorowej troski o to dobro. Troska o nie jest zawarta w każdym przepisie ustawy zasadniczej. Ci, którzy ją tworzyli, właśnie to wspólne dobro, a nie cokolwiek innego, mieli na uwadze. Można oczywiście kwestionować, czy konstytucja dobrze służy temu dobru, ale to prowadzi do zupełnie innego namysłu. Nie odrzucamy wówczas konstytucji jako konkurencyjnego dobra, lecz jedynie skupiamy się na trafności jej poszczególnych przepisów jako tych, które realizację tego dobra mają zapewniać.

Jeśli pan marszałek Morawiecki zastanowiłby się nad tym, co ma być owym dobrem narodu i co ma zabezpieczać jego realizację, doszedłby niechybnie do wniosku, że konieczna jest jakaś umowa społeczna, która to dobro ustanawia i jego urzeczywistnianie zabezpiecza. Konstytucja jest niczym innym jak taką umową. Jaki więc sens miałoby jej odrzucanie? To tak, jakbyśmy przyjęli, że ruch uliczny może – ku pomyślności ogółu kierowców – obywać się bez kodeksu drogowego. Konstytucja jest takim nadrzędnym kodeksem drogowym zapewniającym pomyślność i bezpieczeństwo nam wszystkim i każdemu z osobna. Odrzucanie jej jako wspólnego i niezbędnego dobra cofa nas do epoki dzikości.

Autor jest emerytowanym profesorem, pedagogiem i psychologiem społecznym

Wydanie: 2/2018

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy