Konsumeryzm z ćwiekiem w nosie

Konsumeryzm z ćwiekiem w nosie

Po obejrzeniu wielu reklam dociera ich przesłanie: jesteś nikim. Będziesz kimś, kiedy będziesz miał tę rzecz

Swego czasu dorywczo oglądałam program z Michałem Wiśniewskim, w którym pokazywano go na co dzień. Gwiazdor ów jest skrajnie uzależniony od tego, czy jest widziany i czy ma uznanie w cudzych oczach. Bez cudzego spojrzenia, uwagi, uznania – rozpada się. Było mi trochę żal Michała Wiśniewskiego, który jest, zdaje się, inteligentnym facetem. Ale często jesteśmy inteligentni, rzadko – mądrzy. Michał Wiśniewski ma dla siebie uznanie tylko jako dla uczestnika tego show, w którym jest konsumowany. I konsumeryzowany, czyli przyrządzany do konsumpcji na dużą skalę. I nadal rzuca publiczności mięso swojego życia – jedzcie!
Inaczej jest konsumeryzowany Kuba Wojewódzki, wieczny chłopaczek, bardzo inteligentny, a jednocześnie zatrzymany w rozwoju, skrępowany jak roślina bonsai. Mocno stężony, ale wąziutki zakres osobowości. Musi przekąszać co słowo „fuckiem”, być młodym jak młody bożek, być super ekstra super, być ziomalem dla ziomali, ale stać najwyżej, na ostentacyjnie narcystycznym Olimpie.

Łopatka wieprzowa na niebie

Nad ulicami Warszawy unoszą się różne różności. Na przykład różowa łopatka wieprzowa, w cenie 6,50 zł/kg. Unoszą się też telefony komórkowe, usługi banków, ceramika łazienkowa, proszki do prania i królowie majonezu. Na wielkich billboardach, na tle nieba. Za Warszawą wszystko to schodzi na ziemię: co metr na poziomie oczu ogłaszają się hurtownie, wytwórnie, salony, sklepy; na planszy, drukowane i ręcznie krzywo pisane. Są reklamy, których przesłanie mówi, że nie ma to jak zdobyć rzecz i posiadać ją na wyłączność. Posiadanie jest słodsze niż sympatia, miłość i seks nawet. Oglądałam np. taką reklamę (chyba nie była emitowana w polskiej telewizji): chłopak i dziewczyna siedzą w barze przy stoliku, na którym stoi jedna butelka seven up. Po chwili chłopak wyciąga słomkę o rozdwojonym ustniku. Dziewczyna uśmiecha się kokieteryjnie. Ich głowy ponad blatem stolika zbliżają się do siebie i kiedy są już tuż-tuż, ona strzela chłopaka z główki, on leci na podłogę, a ona unosi całą butelkę napoju. Japońska reklama pasty do zębów: facet idzie ulicą, a z przeciwka nadchodzi bardzo atrakcyjna kobieta. On do niej się uśmiecha, tak żeby oślepić blaskiem swoich zębów. W efekcie ona wpada na słup ogłoszeniowy i wali się w głowę. W następnej reklamie z tego cyklu dziewczyna idzie po ulicy naprzeciwko tegoż mężczyzny już schowana za ciemnymi okularami, a kiedy go mija, dyskretnie zionie w jego twarz oddechem. Facet oszołomiony świeżością tego tchnienia wpada na hydrant, który się znajduje na poziomie jego krocza. Lub ta reklama, którą znamy z telewizji: dziewczyny siedzą znudzone przy stole w kuchni, przychodzą chłopcy z paczkami chipsów. Dziewczyny się ożywiają: „Chipsy przyszły”! I to samo kiedy siedzą chłopcy.
Te reklamy wzięte osobno są dość śmieszne. Dopiero po obejrzeniu większej liczby dociera ich przesłanie: jesteś nikim. Będziesz kimś, kiedy będziesz miał tę rzecz. Kiedy się dorwiesz do napoju. Kiedy przyniesiesz chipsy lub batoniki na imprezę. Ciekawe, że te reklamy „rywalizacyjne” najczęściej dotyczą rzeczy drobnych, które może kupić młody człowiek. Taka jest idea wychowawcza w tym typie reklam.

Co mówi ubranie

Ludzie wyrażają swój stosunek do ducha epoki różnymi typami ubrań. Najczęstszy jest neutralny. Ale są takie, które pozostają z nią w dialogu. Porteczki z krokiem między kolanami, czapeczki bejsbolowe tyłem do przodu, luźne koszulki, spodenki do kolan. Strój dziecka. Luzacki. Sygnalizuje, że odmawia się brania udziału w wyścigu szczurów. Lub w ogóle w serio branym życiu. Ci, którzy pełnią odpowiedzialne role w traktowanym serio świecie dóbr i władzy, chodzą w garniturach i krawatach lub w garsonkach. Oznacza to, że są zawodnikami naszej rzeczywistości. Ci na pewno nie mają ćwieków w twarzy i w ciele. Nie noszą alterkulturowych dredów ani długich włosów, które są jakby ucieczką z epoki.

Powiedz, jak jest

W polskim, jak w wielu innych językach, pojawiają się różne zwroty na oznaczenie rzeczy niezwykłych, fantazji, nieprzewidywalności. Są więc stany i rzeczy „odlotowe”, „czadowe”, jest to, co nas „kręci” lub „jara”, są rzeczy i stany „super” i „ekstra”. Ale ponieważ często nie ma zbyt wiele własnego, a zatem naprawdę odlotowego i czadowego w życiu, te słowa są raczej kompensacyjne. Zaklęcia zamiast prawdy. Tak naprawdę jest zwiśle jakoś. Bez ducha. Szczęśliwie zaczyna to opisywać młodsza literatura.
Jest jednak jedno słowo, które szanuję. Rzeczowe, ciut wulgarne, jakby atletyczne: „zajebiste”. Duch epoki konsumeryzmu jest zajebiście pozbawiony polotu, ot co. Lecz przecież nadal jest wiele rzeczy po prostu zasługujących na tę nazwę.

Autorka jest filozofką, poetką i pisarką (pisze pod pseudonimem Bożena Keff), wykłada na tzw. Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim (Badania nad Społeczną i Kulturową Tożsamością Płci)

 

Wydanie: 26/2004

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy