Konwencje lepsze niż seks

Konwencje lepsze niż seks

Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto wygłosił najważniejsze i najlepsze przemówienie, chociaż raczej nie była to Hillary Clinton. Show skradli jej najpierw Michelle Obama, a potem jej mąż. Fragment przemówienia Michelle o wychowywaniu czarnych córek w domu zbudowanym przez czarnych niewolników, jako symbolu transformacji amerykańskiego społeczeństwa, był jednym z najmocniejszych punktów całej konwencji.

Z kolei Barack Obama przedstawił pełną optymizmu wizję Stanów Zjednoczonych jako kraju otwartego i tolerancyjnego – gdzie wszystkie rasy, narody i religie mogą żyć razem, a orientacja seksualna jest kwestią drugorzędną, bo na pierwszym miejscu stawia się miłość do drugiego człowieka. Mówił o państwie, które wywiązuje się ze zobowiązań międzynarodowych i dba o swoich obywateli, państwie, które nie jest doskonałe, bo jeszcze wiele w nim do zrobienia, ale które za sprawą milionów swoich mieszkańców, a nie „samozwańczych zbawców”, ma potencjał i wolę, by nieustannie się ulepszać. Obamowie stworzyli mocne otwarcie kampanii mającej położyć kres strategii zastraszania stosowanej przez kandydata republikanów. Natomiast Hillary Clinton w bardzo dobrym, ale nieuwodzącym siłą wizji przemówieniu świetnie w tę narrację się wpisała.

Wiceprezydenci bez fajerwerków

Konwencje nominacyjne służą również zaprezentowaniu kandydatów na wiceprezydenta. W tym roku pretendenci republikański i demokratyczny na pierwszy rzut oka prezentują się bardzo podobnie. Obie partie postawiły na białych mężczyzn w średnim wieku, którzy mają dobrą opinię i nie wyróżniają się charyzmą. Mówiąc zaś wprost, zarówno Mike Pence (gubernator konserwatywnej Indiany, uprzednio członek Izby Reprezentantów), jak i Tim Kaine (senator z Wirginii, a wcześniej gubernator tego stanu) mają ugruntowaną opinię nudziarzy. Brytyjski komik John Oliver w programie HBO „Last Week Tonight” porównał obie nominacje do sytuacji, w której oczekujesz atrakcyjnego prezentu pod choinką, a znajdujesz maszynkę do gotowania ryżu. Tyle że jedna jest pokryta homofobicznymi napisami. Odkładając żarty na bok, trzeba przyznać, że różnice między oboma potencjalnymi wiceprezydentami są istotne. Pence to nienaganny konserwatysta z konserwatywnego stanu – przeciwny aborcji, a także ograniczaniu dostępu do broni czy programom bezpłatnej wymiany igieł w celu zmniejszenia rozprzestrzeniania się HIV wśród narkomanów. Jako kandydat na wiceprezydenta wzmacnia pozycję Trumpa na prawym skrzydle partii, ale czyni go mniej atrakcyjnym dla środka. Kaine z kolei jest demokratą z robotniczej rodziny, katolikiem, osobiście przeciwnym aborcji, ale zarazem przeciwnym ograniczaniu dostępu do niej. Co ważniejsze jednak – mówi biegle po hiszpańsku i reprezentuje dość duży stan, w którym Partia Republikańska ma mocną pozycję, daje więc szansę przeciągnięcia go na stronę Partii Demokratycznej. Jego nominacja ma zwiększyć atrakcyjność kandydatki demokratów dla wyborców centrum i tych republikanów, którzy są niechętni Trumpowi.

Konwencje nominacyjne, wybór kandydatów na wiceprezydentów i przyjęcie platform wyborczych kończą fazę przygotowawczą kampanii wyborczej, która formalnie zacznie się we wrześniu, ale w praktyce już się rozkręca. Obie partie i ich kandydaci wchodzą w nią ze sporymi problemami. Republikanie muszą się zmierzyć z negatywnym postrzeganiem Trumpa przez ok. 70% Amerykanów, a także przez większość establishmentu partyjnego, a kandydat nie ułatwia im zadania. Jego ostatnie wypowiedzi, szczególnie o Rosji, zaczęły burzyć opinię o Partii Republikańskiej jako tej, która lepiej rozumie kwestie związane z bezpieczeństwem, co w niespokojnych czasach mogło jej dać przewagę nad przeciwnikiem. Demokraci również muszą się zmierzyć z brakiem entuzjazmu dla swojej kandydatki, a ponadto z rosnącym poparciem dla Trumpa wśród białych Amerykanów bez wyższego wykształcenia – grupy, która nadal stanowi większość elektoratu i w związku z tym może zapewnić mu zwycięstwo.

Ostatecznie o tym, kto wygra 8 listopada, zdecyduje mniejsza liczba popełnionych w kampanii błędów i umiejętność mobilizowania elektoratu, a to oznacza, że wynik wyborów najprawdopodobniej będzie niepewny do samego końca.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 32/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Juliusz Wnuk
    Juliusz Wnuk 18 września, 2016, 15:23

    Donald Trump jedynym normalnym kandydatem mogacym wyprowadzic swiat znad przepasci Holokaustu!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy