Koronny, czyli skruszony?

Koronny, czyli skruszony?

Świadkowie koronni, dostarczając informacji, rozbijają solidarność grupy przestępczej. Bez nich nie rozgromilibyśmy mafii

Gen. Adam Rapacki
– w latach 1996–1997 dyrektor Biura do Walki z Przestępczością Zorganizowaną Komendy Głównej Policji, a w latach 1997–1999 organizator i pierwszy dyrektor Biura ds. Narkotyków Komendy Głównej Policji, na bazie którego utworzono CBŚ

Jak się zostaje świadkiem koronnym?
– Właściwie to należałoby o to pytać prokuratorów, bo pozyskiwanie danej osoby na świadka koronnego i cała dalsza współpraca to domena prokuratury, a potem i sądu. Policja zajmuje się głównie ochroną świadka i za tę część odpowiadałem, nadzorując CBŚ. Ale oczywiście interesowało mnie wszystko, co dotyczy świadka koronnego, ponieważ od początku byłem gorącym zwolennikiem tej instytucji. (…)
Na jakiej zasadzie policjanci czy prokuratorzy typują kandydatów na świadków koronnych? Czym się kierują?
– Przede wszystkim interesem śledztwa. Oceniają, kto ma dużą wiedzę o grupie przestępczej, kto mógłby przekazywać istotne informacje pozwalające na jej rozpracowanie, na zebranie materiału dowodowego, który pozwoli postawić przestępców przed sądem. Trzeba poznać człowieka, dowiedzieć się o nim jak najwięcej, wiedzieć, w jaki punkt uderzyć, żeby go przekonać do współpracy. (…)
Jak już znajdzie się odpowiedni kandydat, który wyrazi wolę zostania świadkiem koronnym, to co się dzieje dalej?
– Prokurator prowadzi rozmowy z przestępcą i ustala z nim warunki. To się odbywa na zasadzie „coś za coś”. Ty nam dasz istotne informacje, które pozwolą nam rozbić grupę przestępczą, a my darujemy ci twoje winy. A jak trzeba, to zapewnimy też ochronę.
Czyli prokurator decyduje, a wykonuje policja?
– Tak, wykonuje i ponosi koszty tej ochrony. Dostaje na to specjalny, odrębny fundusz w swoim budżecie. Ale warunki ustalają prokurator i świadek, to oni się dogadują, jak ma być.
Jak to „dogadują się”? Przestępca stawia jakieś warunki?
– Tak, niektórzy stawiali bardzo wysokie wymagania. Człowiek, który żył do tej pory w komforcie, szastał pieniędzmi, chce żyć nadal na podobnym poziomie. Więc próbuje takie warunki wynegocjować. Ale tego my im zapewnić nie możemy.
Policja ma wpływ na to ustalanie warunków?
– Początkowo z kandydatem na świadka dogadywał się prokurator, a my tylko dostawaliśmy ten kontrakt do realizacji. Domagaliśmy się, żeby do tego ustalania warunków bytowych i finansowych dopuścić także policję, i udało nam się to wywalczyć.
Prokurator i przestępca zawierają kontrakt. Czy to jest moralne?
– Instytucja świadka koronnego od początku miała zarówno zwolenników, jak i przeciwników. (…) Ja zawsze w dyskusjach posługiwałem się bilansem zysków i strat.
Co z niego wynikało?
– Pamiętam, że po pierwszych 10 latach obowiązywania ustawy przeprowadzono na moje zlecenie analizę, z której wynikało wyraźnie, że korzyści, jakie przynieśli świadkowie koronni – społeczne, moralne, finansowe – są nieporównywalnie większe od kosztów. Dzięki świadkom koronnym w ciągu dekady wykryto ponad 10 tys. przestępstw kryminalnych, około tysiąca gospodarczych i prawie 2 tys. przestępstw narkotykowych, odzyskano mienie wartości ok. 40 mln zł. A co najważniejsze – postawiono zarzuty prawie 4 tys. podejrzanych, z których większość została wyeliminowana z przestępczej działalności na długie lata albo na zawsze. (…)
Ilu mieliśmy w Polsce świadków koronnych?
– Od 1998 r., kiedy wprowadzono instytucję świadka koronnego tytułem próby, do roku 2006, gdy ta ustawa na stałe weszła w życie, status świadka koronnego przyznano 81 osobom. Początkowo przybywało po kilkunastu świadków koronnych rocznie. Nowelizacja ustawy w 2006 r. zaostrzyła kryteria. Wniosek prokuratora o powołanie świadka koronnego musi zatwierdzić prokurator generalny. W sumie do tej pory ten status uzyskało ok. 100 osób. Teraz sądy powołują najwyżej kilku świadków rocznie. (…)
W początkowym okresie nieprawidłowości w postępowaniu ze świadkiem koronnym było sporo i najczęściej wychodziły one na jaw dopiero przed sądem.
– Niestety, zdarzały się takie sytuacje. Na przykład świadek koronny o pseudonimie „Stopa”, który pomógł w rozbiciu gangu wołomińskiego. Dopiero po kilku latach wyszło na jaw, że zataił przed prokuratorem, że nie tylko dokonywał wyłudzeń i kradzieży, ale był także sprawcą podwójnego zabójstwa – zastrzelił narzeczoną wspólnika, z którym wcześniej wyłudził z banku 300 tys. zł, a później jego samego. Okazało się też, że „Stopa” działał na dwa fronty – policji donosił na kolegów, a kolegów z gangu informował, o co pyta go policja.
Jakich reguł musi przestrzegać świadek koronny?
– Decydując się na status świadka koronnego, tzw. skruszony przestępca zobowiązuje się do przestrzegania określonych reguł: jego zeznania mają się przyczynić do rozbicia grupy przestępczej, nie będzie popełniać więcej przestępstw, a jeśli zostanie objęty programem ochrony, musi stosować się do wyznaczonych przez policję zasad. (…) Ma bardzo ograniczoną samodzielność. Żaden wyjazd poza miejsce zamieszkania nie może się odbyć bez akceptacji ochraniającego go policjanta. Podobnie jeśli chodzi o spotkanie z kimkolwiek, a zwłaszcza o zawieranie nowych znajomości. I wiele innych ograniczeń.
Nie wszyscy dotrzymywali umowy…
– Zdarzali się tacy, którzy wodzili za nos prokuraturę i policję. Był taki świadek koronny o pseudonimie „Prezes”, który zeznawał w sprawie gangu „Krakowiaka”. Dostarczał sporo informacji obciążających przestępczych bossów, ale z czasem wyszło na jaw, że w okresie, gdy był objęty programem ochrony, sam popełnił około stu przestępstw, w tym porwania dla okupu. Przechytrzył wszystkich, a z programu ochrony świadka korzystał, żeby wyrobić sobie w środowisku pozycję nietykalnego, który „ma układy z policją”.
A jak było z „Mironem”, świadkiem koronnym warszawskiej prokuratury apelacyjnej?
– Podobnie. W czasie gdy był objęty programem, popełniał różne przestępstwa, między innymi wymuszał haracze. Ujawnili to reporterzy programu TVN, zrobiła się afera, prokuratura wystąpiła do sądu o zastosowanie wobec niego aresztu. Trafił do aresztu i po kilkunastu dniach został zwolniony za kaucją. Ale statusu świadka koronnego mu nie odebrano.
Były też przypadki, gdy świadkowie koronni wyrządzili ewidentną krzywdę innym osobom, wysuwając pod ich adresem niesłuszne oskarżenia. Na przykład niejaki „Gruby” z Częstochowy…
– Na podstawie zeznań tego świadka katowicka prokuratura postawiła dwóm mężczyznom zarzuty o produkcję narkotyków i handel nimi oraz o pranie pieniędzy. Ludzi aresztowano, a wtedy „Gruby” zaproponował żonom oskarżonych, że odwoła zeznania, jeśli zapłacą mu 100 tys. dol. Kobiety poprosiły o pomoc Rutkowskiego, ten zorganizował zasadzkę, zatrzymał go i przekazał policji. W efekcie „Gruby” został skazany na siedem lat pozbawienia wolności za oszustwa i utrudnianie śledztwa. Mimo to prokuratura nie cofnęła mu statusu świadka koronnego. Prokurator uznał, że wprawdzie w tym przypadku „Gruby” złamał prawo, ale w innych sprawach jego zeznania były wiarygodne.
Takich przypadków było więcej?
– Tak, bo prokuratorzy bardzo przywiązywali się do przyjętych wersji śledczych, zwłaszcza tych, w których występował świadek koronny, i to ich nieraz pozbawiało obiektywnego spojrzenia. Gdyby świadek utracił status, oni straciliby cenne źródło dowodowe, a to w konsekwencji podważałoby akt oskarżenia. Potem były takie efekty jak w przypadku „Grubego”. Kilka lat później pomówione przez niego osoby zostały uniewinnione, a sąd orzekł, że jedynym dowodem w sprawie były zeznania koronnego, które się nie potwierdziły. Kompromitacja śledczych całkowita.
I nie tylko w tym przypadku. Zna pan przecież historie policjantów pomówionych przez świadka koronnego. Pierwszą ofiarą był Piotr Wróbel. Jego historia (…) posłużyła za kanwę scenariusza serialu „Odwróceni”.
– Znałem Piotra Wróbla osobiście w czasach PZ. To był bardzo zdolny oficer, najmłodszy w kraju naczelnik. Świetny operacyjniak, któremu udało się zwerbować do współpracy Jarosława S., pseudonim „Masa”, wysoko postawionego w hierarchii „Pruszkowa”.
Najważniejszy koronny, który pomógł rozbić „Pruszków”…
– „Masa” dostarczał wielu informacji, ale przyznam szczerze, że na początku trochę mnie one rozczarowały. Były mało konkretne i chaotyczne, takie informacje typu „słyszałem”, „podobno”, „na mieście mówi się”. Wciąż go dosłuchiwaliśmy w różnych sprawach, żeby uściślić, zdobyć konkrety, wyciągnąć szczegóły. Ale „Masa” był dla nas ważny z innego powodu – to był pierwszy świadek usytuowany tak blisko zarządu „Pruszkowa”. I to wielka zasługa Piotrka, który go zwerbował, a potem prowadził, wyciągając od niego coraz lepsze, coraz istotniejsze informacje.
I nagle taki dobry policjant musiał odejść…
– „Masa” pomówił Piotrka, opowiadając w prokuraturze, że ten chciał od niego 10 tys. dol. w zamian za ostrzeżenie przed jakimś przeszukaniem. Prokuratorzy chętnie to kupili, mimo że ta informacja nie miała żadnego potwierdzenia w faktach i była wręcz nielogiczna. Gdy to wszystko się stało, byłem komendantem we Wrocławiu. Piotr Wróbel odszedł ze służby. A wkrótce potem został aresztowany i przesiedział kilka miesięcy. Nigdy nie wierzyłem w jego winę. (…)
Piotr Wróbel został zwolniony z aresztu po ośmiu miesiącach, ale nim został uniewinniony, proces ciągnął się jeszcze 10 lat.
– To jeden z wielu dobrych policjantów, którzy zostali wyrzuceni za burtę przez niedoskonały system i nierzetelnych ludzi, w tym przypadku prokuratora i przełożonych…
Ofiarą innego świadka koronnego padła policjantka z CBŚ, Ewa Szklarska. Pomówił ją koronny o pseudonimie „Patyk”, ten sam, który dziś jest typowany przez prokuraturę jako zabójca generała Papały. Ewa Szklarska miała rzekomo być w grupie policjantów, którzy przyjmowali łapówki od gangu samochodowego, gdy pracowała w komendzie stołecznej…
– Kiedy prokuratura przekazała taką informację, ta policjantka – a pracowała wtedy w CBŚ – sama poprosiła o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Nie ujawniło ono żadnych nieprawidłowości, nie potwierdziło tego, co mówił świadek koronny. A jednak kilka miesięcy później prokurator postawił jej zarzut. Zgodnie z obowiązującymi procedurami taki policjant musi być zawieszony w czynnościach służbowych, dopóki nie zakończy się postępowanie.
I dostaje wtedy połowę uposażenia. Ewa Szklarska była zawieszona przez trzy lata, potem musiała odejść, bo zmieniły się przepisy i zawieszenia nie można było dalej przedłużać.
– Podobnie jak w przypadku Piotra Wróbla, nigdy nie wierzyłem w jej winę, uważałem, że stała się ofiarą świadka koronnego i łatwowiernego, nierzetelnego prokuratora. Koronny, który ją pomówił, zeznawał bardzo nieprecyzyjnie, (…) mylił osoby. Twierdził np., że Szklarska była blondynką, podczas gdy ona w tym czasie miała naturalny, ciemny kolor włosów. Mało tego: kiedy świadek miał ją zidentyfikować, dostał tablicę poglądową ze zdjęciami trzech mężczyzn i jej jako jedynej kobiety. I na tej tablicy miał wskazać policjantkę, która była przy tym, jak dawał łapówkę jej koledze. To było absolutnie niezgodne ze sztuką prowadzenia postępowania, po prostu skandaliczne! Ale to wszystko nie przeszkadzało prokuratorowi postawić jej zarzutów i skierować aktu oskarżenia do sądu. (…)
Ewa Szklarska powiedziała w wywiadzie, że był pan jedynym człowiekiem w policji, który jej bronił i starał się pomóc, wszyscy inni się od niej odwrócili…
– Bo ja, podobnie jak w przypadku Piotra Wróbla, nigdy nie wierzyłem w jej winę. Starałem się pomóc, dostawała zapomogi, rozmawiałem z nią kilkakrotnie i wspierałem, jak mogłem. Pamiętam, że miała bardzo trudną sytuację osobistą – samotnie wychowywała niepełnosprawne dziecko.
Została oczyszczona z zarzutów i prawomocnie uniewinniona dopiero po ośmiu latach, bo tyle trwał proces.
– Wiem, że Ewa Szklarska złożyła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu skargę przeciwko państwu polskiemu na przewlekłość postępowania i wygrała. Trybunał orzekł, że należy jej się 5 tys. euro zadośćuczynienia.
Czy po takich zdarzeniach nie miał pan wątpliwości co do sensu istnienia ustawy o świadku koronnym?
– Nie, nigdy. Mimo wszystkich wpadek i niedociągnięć uważam, że instytucja świadka koronnego jest bardzo potrzebna. (…) Świadkowie koronni, dostarczając informacji, robią wyłom w murze i rozbijają solidarność grupy przestępczej. Bez nich nie rozgromilibyśmy mafii. (…)
Dlaczego przestępcy, który decyduje się na współpracę z organami ścigania, trzeba zapewniać ochronę, obciążając jej kosztami wszystkich podatników? Czy nie wystarczy, że darowuje mu się jego winy?
– Nie wystarczy, ponieważ skruszony przestępca, czyli świadek koronny, podejmuje niebezpieczną grę wobec swoich dotychczasowych kolegów. Życie jego i jego bliskich jest zagrożone i państwo, w imię wyższego celu, jaki stanowi rozbicie przestępczości zorganizowanej, musi mu zapewnić ochronę. Mimo że jest ona kosztowna i czasem trudna.
W jakich przypadkach świadek koronny zostaje objęty programem ochrony?
– Zacznijmy od tego, że z wnioskiem o ochronę musi wystąpić sam zainteresowany. Robią to prawie wszyscy koronni, tylko nieliczni nie chcieli z niej skorzystać. O objęciu programem ochrony decyduje prokurator, natomiast realizacja to w całości zadanie policji. Komendant główny decyduje o nowych dokumentach dla świadka koronnego, o tym, gdzie powinien on zamieszkać, jaką kwotę otrzyma co miesiąc na utrzymanie siebie i rodziny, czy przyznać mu fundusze na operację plastyczną, na wywabienie tatuaży itp. W niektórych sytuacjach finansuje się też studia zaoczne, naukę zawodu albo leczenie.
Koronnego ochrania policja. Ale kto konkretnie?
– Policjanci z Zarządu Ochrony Świadka Koronnego, który jest częścią Centralnego Biura Śledczego.
Ilu jest tych policjantów?
– Wystarczająco dużo, żeby wykonywać to zadanie. Liczba i nazwiska tych policjantów muszą być utrzymane w tajemnicy, to kwestia bezpieczeństwa zarówno ochranianych osób, jak i samych policjantów. Mają pod opieką w sumie ok. 250 osób – około 100 świadków koronnych i członków ich rodzin. W tej liczbie są również świadkowie ochraniani w ramach współpracy z policjami innych krajów. (…)
Na czym polega ochrona świadka koronnego?
– Gdy świadkowi grozi realne niebezpieczeństwo, ochrona fizyczna trwa non stop. To dotyczy przeważnie okresu przed złożeniem zeznań i podczas procesu. W pozostałym okresie ochrona polega na codziennym kontakcie telefonicznym albo osobistym i możliwości korzystania przez świadka przez całą dobę z tak zwanego numeru alarmowego. (…)
Czy policjanci, którzy zajmują się ochroną świadka koronnego, dobierani są według jakichś szczególnych kryteriów?
– Tak, szczególnych i bardzo precyzyjnych. Tu policjant powinien spełniać wiele wymogów. Musi być inteligentny, z dużym policyjnym doświadczeniem, odporny na pokusy, niedający się wciągać w żadną grę. Wybiera się ich spośród najlepszych policjantów CBŚ, sprawdzonych w różnych trudnych, stresowych sytuacjach, ludzi obytych ze światem przestępczym, niepodatnych na wpływy, bardzo uważnych obserwatorów, którzy potrafią podejmować twarde decyzje. Wymagane cechy można by tu jeszcze mnożyć… (…)
Kto ich dobiera?
– O tym, jaką wagę przywiązuje się do doboru, może świadczyć fakt, że proces dobierania policjantów do tego zadania jest kilkuetapowy. Psycholog ocenia, jak dopasują się do siebie cechy osobowościowe chroniących i ochranianego, tak żeby uniknąć objawów syndromu sztokholmskiego albo – przeciwnie – niechęci i zbyt dużego dystansu. Kiedy trzeba, policjant musi być strażnikiem, a kiedy indziej opiekunem. (…)
Jak to jest z tym syndromem sztokholmskim? Zdarzały się takie przypadki?
– Kiedy jako zastępca komendanta głównego nadzorowałem pracę CBŚ, w tym program ochrony świadka, obawiałem się, że istnieje ryzyko syndromu sztokholmskiego. Policjanci zaczęli za bardzo zaprzyjaźniać się z ochranianymi, a to pociągało za sobą trudności w egzekwowaniu od koronnych określonych zachowań. Próbowałem namówić szefów CBŚ, żeby wprowadzili kadencyjność w ochronie świadka, ale strasznie się opierali, więc w końcu ustąpiłem. (…)
Świadkowie koronni muszą się przestawić na całkiem inny tryb życia. Czy mają z tym kłopoty?
– Przestępca, nim został świadkiem koronnym, był przyzwyczajony do zupełnie innego stylu życia. (…) A teraz nagle zaczęto od niego wymagać, żeby przestrzegał prawa, był skromny, nie afiszował się i żył jak zwykły, szary obywatel. W dodatku pieniądze, które dostawał w ramach programu ochrony świadka, to były w jego odczuciu nędzne grosze. (…)
Jak długo świadek koronny pozostaje w programie, czyli, mówiąc wprost, jak długo jest chroniony na koszt państwa?
– Tak długo, jak długo trwa proces, w którym zeznaje, czasami jeszcze dłużej, dopóki istnieje realne zagrożenie dla jego życia i zdrowia. W naszych polskich realiach to zbyt długo, mamy takich świadków, których chronimy już 15 lat. Standardowo, po zakończeniu programu, państwo pomaga świadkowi koronnemu jeszcze tylko w jednej ostatniej sprawie – w urządzeniu życia w innym mieście, a czasem nawet w innym kraju. Potem musi już sobie radzić sam.
Ile kosztują nas, podatników, świadkowie koronni?
– Zacznę od tego, że ta sprawa zupełnie niepotrzebnie bulwersuje niektóre środowiska. Zapewnienie świadkowi koronnemu i jego rodzinie środków do życia jest niezbędne, bo przecież ten człowiek często nigdzie dotychczas nie pracował, więc dopóki nie znajdzie zatrudnienia lub nie zdobędzie zawodu, musi wraz z rodziną z czegoś żyć. Inaczej szybko wróci do jedynego znanego sobie sposobu zdobywania pieniędzy, czyli do przestępstwa. Na utrzymanie dostaje miesięcznie kwotę do wysokości średniej pensji krajowej. Państwo opłaca mu również kursy  nauki zawodu. Do tego dochodzi koszt wynajmu mieszkania i koszt ochrony. (…)
Czy w ogólnym rozrachunku to wszystko naprawdę się opłaca?
– Ja jestem przekonany, że tak. Powtarzam: w większości spraw przeciwko zorganizowanym strukturom przestępczym bez świadka koronnego nie udałoby się rozgromić tak wielu gangów. (…)

Skróty i ilustracje pochodzą od redakcji

Fragmenty książki Elżbiety Sitek-Wasiak Niepokorny. Rozmowy z gen. Adamem Rapackim, Czarna Owca, Warszawa 2015

Wydanie: 44/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy