Wojsko łupem polityków

Wojsko łupem polityków

To, że wojskowi dali się wciągnąć w personalno-polityczne gierki, jest największą tragedią Wojska Polskiego po roku 1989

Gen. broni Waldemar Skrzypczak – były dowódca Wojsk Lądowych

Podczas ostatniej kampanii wyborczej niewiele mówiło się o wojsku i jego potrzebach.
– Nic nadzwyczajnego. Minęło ponad 30 lat od zmiany systemu, ale na dobrą sprawę niewiele dla armii w tym czasie zrobiono.

Generalnie wojsko służy politykom do tego, do czego aktorzy używają ścianki. Ma stanowić tło, przy którym warto się zaprezentować.
– Dokładnie tak. Proszę zauważyć, że choć było już kilka planów rozwoju sił zbrojnych, to żaden rząd nie wykazał się tu konsekwencją. Każdy chciał robić po swojemu, psuł i dewastował to, co zrobili poprzednicy. W efekcie zamiast kompleksowych zmian mamy w Polsce ileś programów wyspowych. Dziś kupujemy patrioty1, jutro HIMARS-y2, a pojutrze wrzucimy sobie jakiś nowy temat. Bierzemy po trochu, bo drogie, a co gorsza, w oderwaniu od realnych potrzeb armii.

Warunki gry dyktują lobbyści?
– To oni przekonują polityków do zakupów. Ci z kolei wydają dyspozycje wojskowym, by znaleźli uzasadnienie dla konkretnych wydatków. Doskonale to widać po niektórych ważnych politykach, którzy wręcz chodzili i nadal chodzą na pasku lobbystów. Nie są przy tym zupełnie bezwolni, bo godzą się na takie warunki świadomi korzyści propagandowych, jakie da się uzyskać przy zakupach. Niech pan sobie przypomni, jak ograno medialnie zakup dwóch baterii patriotów.

Jakbyśmy nagle skoczyli do militarnej ekstraklasy.
– A nic się nie zmieniło, bo wyrzutnie otrzymamy za kilka lat, w takiej liczbie, że będą mogły bronić co najwyżej same siebie. Rozwój sił zbrojnych powinien być podporządkowany planom wojennym. Narodowym i sojuszniczym, opartym na wiedzy i doświadczeniu wojskowych, nie polityków.

Ten polski, i dla Polski, zakłada, że największym zagrożeniem jest dla nas Rosja. I że w razie ataku mamy wytrzymać rosyjski napór do czasu rozwinięcia głównych sił natowskich. Czy to realistyczne zadanie?
– Nie lubię słowa wytrzymać w tym kontekście, za bardzo przypomina mi rok 1939. Wtedy też mieliśmy wytrzymać pierwsze uderzenie niemieckie i czekać na operację zaczepną sił francusko-brytyjskich…

…która nigdy nie nastąpiła.
– Cóż, zdradzono nas. Świadomi tych doświadczeń powinniśmy mieć potencjał zdolny nie tylko przyjąć pierwsze uderzenie. Nie mamy zginąć między Bugiem a Wisłą. Mamy przetrwać, czyli zachować istotną część armii do prowadzenia dalszych operacji. Oczywiste jest, że dziś – w przypadku zaskakującego uderzenia – nie sprostamy temu. Wojsko Polskie jest za słabe, no i nie stacjonują u nas znaczące komponenty innych armii NATO. Amerykańska obecność jest w tej chwili symboliczna.

To odpowiednik jednej brygady.
– Czyli nic, co mogłoby Rosjan odstraszyć i zatrzymać. Rosjanie dojdą do Wisły w ciągu dwóch-trzech dób, Odrę osiągną po dziewięciu-dziesięciu. Tymczasem Amerykanie potrzebują 60 dni, by przerzucić do Europy odpowiednio silny kontyngent. A dziś ani Niemcy, ani Francuzi, ani Hiszpanie czy Włosi nie są w stanie poderwać w trybie alarmowym i przesunąć do Polski przed upływem tych dziesięciu dób wojsk o wystarczającym potencjale. Ktoś powie: „No dobra, ale NATO dysponuje rakietami, ma bomby jądrowe i samoloty”. Prawda, tylko wiemy, czym skończyłoby się użycie broni atomowej.

Strach pomyśleć…
– Zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że natowscy wojskowi nie posługują się w ćwiczeniach doktrynami rosyjskimi. Jednostki grające w manewrach Rosjan opierają się na strategiach i taktykach NATO. A przecież to droga donikąd.

Amerykanie nie znają rosyjskich doktryn?
– Znają je słabo. My też, czego dowodem jest demonizacja Przesmyku Suwalskiego. W efekcie jako Sojusz źle uczymy sztaby i dowódców. Istotą działań rosyjskich wojsk lądowych są operacje zaczepne. Szybkie uderzenia, których celem jest rozbicie przeciwnika i wyjście na określoną rubież. Blitzkrieg, którego Rosjanie nauczyli się od Niemców.

W tej sytuacji łatwo o argument, że nie warto nic robić, bo i tak przegramy.
– Warto, ale najpierw NATO musi się otrząsnąć z miłości do Władimira Putina.

Nie otrząsnęło się jeszcze?
– Nie, co widać po kolejnych redukcjach sił zbrojnych. U nas, za ministra Bogdana Klicha, zmniejszono wojska operacyjne o prawie 30%. Gdyby politycy na serio myśleli o bezpieczeństwie państwa, zadbaliby o rozwój armii i przemysłu zbrojeniowego.

Zbrojeniówka po 2015 r. stała się obiektem ciągłych restrukturyzacji. Co rusz zmieniały się zarządy poszczególnych firm i całej Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
– Zbrojeniówka to relikt poprzedniej epoki. Scentralizowany i zależny od polityków. Tylko ekipy się wymieniają, traktując przemysł zbrojeniowy jak „ujeżdżalnię”, z której wyciąga się pieniądze. Bez prawdziwej i głębokiej restrukturyzacji wciąż będziemy mieli przemysł, któremu zrobienie karabinu zajęło kilkanaście lat, a samobieżnej armatohaubicy niemal ćwierć wieku.

Zastanawiam się na powodami nonszalancji polityków. Czy aby nie chodzi o przekonanie, że przecież Ameryka nas obroni, a samo ryzyko wojny jest niewielkie?
– Atlantyku nie da się zasypać, trzeba go przepłynąć – co byłoby nie lada wyzwaniem. Dlatego byłbym ostrożny z tym optymizmem, że Stany nam pomogą. A wiara w to, że wojny nie będzie, jest nieuzasadniona. W ciągu dekady musimy się liczyć z konfrontacją chińsko-amerykańską.

To chyba nie nasze zmartwienie.
– Jak najbardziej nasze. To Chińczycy trzymają w ryzach Putina, nie pozwalają mu na wywoływanie kolejnych konfliktów, bo naraziłoby to stabilność ładu gospodarczego. Ale gdy USA na serio zagrożą chińskim interesom w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej, Pekin zwolni hamulce.

Peryferyjność nas nie uratuje?
– Nie, bo Moskwa chce odzyskać dawne strefy wpływów w Europie Wschodniej.

Z Donaldem Trumpem jako prezydentem USA może być jej łatwiej.
– Polityka Trumpa jest za bardzo konfrontacyjna w stosunku do Unii Europejskiej, najbliższego sojusznika. Ten człowiek błądzi, bo w pewnym momencie Niemcy i Francuzi przestaną z nim rozmawiać. A jak z nim, to i z nami, bo powiedzieć o naszej polityce zagranicznej, że jest proamerykańska, to jakby nic nie powiedzieć.

Trump chyba nie wygra listopadowych wyborów.
– Ma poważne kłopoty. Widać to po reakcji Pentagonu na groźby prezydenta, że użyje wojska do tłumienia demonstracji. „Nie ma takiej opcji”, usłyszał od sekretarza obrony. Przeczy to politycznej charyzmie Trumpa i pokazuje siłę amerykańskiej demokracji.

No właśnie, Amerykanie przetrwają Trumpa, a czy my przetrwamy Jarosława Kaczyńskiego?
– Młodzież nie da się zbałamucić – jestem tego pewien.

A armia? Coś złego stało się w ostatnich latach z jej morale.
– W zbyt dużym stopniu zależy ono od tego, czy żołnierze dostaną podwyżki, czy nie. Wojskowi zarabiają dziś bardzo dobrze – i to nie jest złe. Lecz gdy zestawimy ich pensje z innymi sektorami budżetówki, widać jak na dłoni intencje polityków. Ci po prostu kupują sobie lojalność wojska.

Rządy PiS pokazały, że w armii jest wiele giętkich kręgosłupów. Warto przypomnieć Bartłomieja Misiewicza.
– Za obrzydliwą służalczość, z jaką zachowywali się wobec niego niektórzy oficerowie, powinno się wyrzucać z wojska. Ale czy to znaczy, że armia stanie przy władzy i zwróci się przeciwko narodowi? Wielokrotnie mówiłem kolegom generałom: „Nie wolno powtórzyć sytuacji z 1981 r. Jeśli ktokolwiek chciałby użyć wojska w taki sposób, macie powiedzieć »nie« i zostać w koszarach”.

Zostaną?
– Wszystko może się zdarzyć. Rządzą nami ludzie o zapędach autorytarnych, a tacy łatwo stołków nie oddają. No i w wielu z nas, Polaków – a więc również w wojskowych – wciąż tkwi ta paskudna uległość wobec władzy. Pozostałość chyba jeszcze z epoki rozbiorów.

Raczej efekt tego, że 90% społeczeństwa ma chłopskie korzenie, a chłop właściwie aż do nastania PRL był traktowany niczym niewolnik. Jednak dziedziczony społecznie rys osobowościowy to za mało – muszą być jeszcze ludzie władzy w samych szeregach wojska.
– Pełno ich w wojskowych służbach – wychowanków Antoniego Macierewicza.

Czym się zajmują? Bo łapanie szpiegów nie bardzo im wychodzi.
– Rosyjski szpieg jest sto razy mądrzejszy od polskiego kontrwywiadowca. Ci panowie od Macierewicza to amatorzy, bez dostępu do najważniejszych tajemnic NATO. Nie ufano Macierewiczowi, nie ufa się też im. I nie tylko o profesjonalizm tu chodzi. Za dużo dziwnych historii wydarzyło się wokół tego towarzystwa. Afganistan jest klinicznym przykładem zdrady polskiej racji stanu. Macierewicz w sposób zamierzony doprowadził tam do osłabienia odporności naszych oddziałów na zagrożenia wywiadowcze. Efektem było Nangar Khel, skandaliczne śledztwo w tej sprawie oraz późniejsze straty w ludziach, które poniósł nasz kontyngent.

Użyteczny idiota, agent?
– Albo amator. Kim był Macierewicz, zanim został szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a później ministrem obrony? Co on wiedział o wojsku? Albo ludzie, którymi się otoczył? Nic. Wciąż za to płacimy. Od lat powtarzam, że w Polsce działają rozległe sieci wywiadowcze, które penetrują nasz przemysł i scenę polityczną. Swoboda, z jaką agenci rosyjscy poruszają się wśród elit politycznych i biznesowych, to dla nas obecnie największe niebezpieczeństwo.

Kandydat na prezydenta Rafał Trzaskowski chciał Macierewicza postawić przed Trybunałem Stanu.
– Boże broń! Żaden polityczny trybunał ani sąd. Nic, czego decyzje można podważyć w Sejmie, co daje możliwość politycznych targów. Wszystkich, którzy szkodzili Polsce i armii, trzeba postawić przed czymś w rodzaju sądu narodowego, niezależnego od kaprysów i gierek polityków. Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie. To jeden z warunków odpolitycznienia armii. I przywrócenia jej szacunku.

Polacy cenią sobie wojsko.
– Ale ich przedstawiciele polityczni nie. Pamiętam ministra Jerzego Szmajdzińskiego – to, z jakim szacunkiem odnosił się do wojskowych. Z jaką uwagą wysłuchiwał ich opinii. W czasach Aleksandra Szczygły było podobnie. To za Klicha pojawiła się arogancja w stosunku do mundurowych, dzielenie ich na „swoich” i „nie swoich”. A wojskowi dali się wciągnąć w te personalno-polityczne gierki, co jest największą tragedią Wojska Polskiego po 1989 r. Rozerwano bowiem spoistość armii, zawodową lojalność ludzi, którzy jadą na tym samym wózku. Zaczęło się budowanie koterii – krakowskiej, warszawskiej – co później przeniosło się na niższe poziomy. Dziś łatwiej zastanie pan lokalnego dowódcę na kawie u starosty niż na poligonie z wojskiem.

I łatwo znajdę generała bez należytego przygotowania.
– Dowódcami są często ludzie, którzy nigdy nie wyprowadzili całej brygady czy dywizji w pole. Nie przeszli żmudnej ścieżki kariery, od dowódcy plutonu, kompanii, batalionu i pułku. Dziś generałem zostaje się z automatu, bez ćwiczeń, testów, doświadczenia. Trzeba przywrócić właściwą rangę temu stopniowi.

I skończyć dwuwładzę. Mamy w tej chwili w armii dwóch czterogwiazdkowych generałów – „prezydenckiego” i „ministerialnego” – których kompetencje w wielu obszarach się pokrywają.
– Radziłbym szefowi sztabu generalnego i dowódcy generalnemu, by spotkali się przy wódce i między sobą rozwiązali patową sytuację, w jaką wpakowali ich politycy. Bo wojsko na dole patrzy i się demoralizuje. Ale rozumiem intencje polityków.

Walczą o wpływy w wojsku.
– I celowo generują konflikty, bo skłóconymi koteriami łatwiej się steruje.

Dlaczego USA i NATO pozwalają na taki stan rzeczy?
– Znam Amerykanów, chociażby z Iraku, i dobrze wiem, że oni Wojsko Polskie obserwują. I wyciągają często srogie dla nas wnioski. Ale niczego nie narzucają, bo jest dla nich oczywiste, że sprawy narodowe układamy sobie po swojemu. NATO z kolei powinno rozliczać Polskę za poziom zdolności do realizacji wspólnych zadań. I choć jest on niski, nic nam z tego powodu nie grozi. Sojusz bowiem znajduje się w głębokim kryzysie, zawłaszczony przez polityków, trawiony przez zbytni pacyfizm, a od kilku lat regularnie turbowany przez Trumpa, który kompletnie nie rozumie idei NATO. Jako struktura wojskowa Sojusz za długo nie brał udziału w wojnie z prawdziwego zdarzenia.

Zardzewiał.
– Tak, jak rdzewiejący, poradziecki sprzęt w naszej armii.

Potrzeba nam zatem wojny?
– Wojny albo determinacji, z jaką działają nasi sąsiedzi z basenu Morza Bałtyckiego – Szwedzi, Norwegowie i Finowie. Oni sukcesywnie rozbudowują potencjał sił zbrojnych, na przekór zachodnioeuropejskim tendencjom. Wzorem – chyba niedościgłym – jest tu Finlandia. Tam nie dość, że wciąż inwestuje się w wojsko, to jeszcze nie ma zmiłuj dla polityka, który popełnia rażące błędy w obszarach dotyczących zbrojeń i bezpieczeństwa. Taki ktoś traci stołek z dnia na dzień.

W Rosji nieudolność nie jest kryterium, z którego jakoś szczególnie rozlicza się polityków, co nie zmienia faktu, że Moskwie determinacji w budowaniu potencjału militarnego nie brakuje.
– Putin szkoli, modernizuje, stawia przed wojskiem trudne zadania. A do dyspozycji ma twardego żołnierza. W dawnych czasach, podczas wspólnych ćwiczeń, przeprowadzałem kolumnę czołgów koło rosyjskiej regulacji ruchu. Radzieccy czekali na swoje pułki, które miały wziąć udział w manewrach. W nocy wracaliśmy tą samą drogą – a tam wciąż stali ci sami żołnierze. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Zaintrygowany zatrzymałem kolumnę, podchodzę i pytam: „Jak długo tu jesteście?”. A oni, że trzy dni. „A co jedliście?”, zaciekawiło mnie. „Mieliśmy jedną tuszonkę na dwóch, na trzy dni”, usłyszałem. Zebrałem trochę prowiantu od moich żołnierzy i daliśmy go tym chłopakom. Nie było w tym żadnej polityki – ot, zwyczajny żołnierski gest.

Dziś walczylibyśmy z synami tych chłopców.
– Ale byliby to tacy sami twardziele. Jakiś czas temu obejrzałem rosyjski film instruktażowy, zdobyty pewnie przez sojuszników, w którym brygada pancerna forsowała Don lub Dniestr. Szeroką jak diabli rzekę. Czołgi się zatrzymały, załogi przygotowały wozy do przeprawy po dnie. 45 minut później wszystkie trzy bataliony były już na drugim brzegu.

A ile zajęłoby to nam bądź Amerykanom?
– I my, i oni czekalibyśmy na most, który następnie trzeba by rozwinąć. Przypuszczam, że przeprawa potrwałaby dwa dni.

No to nie mam więcej pytań. Dziękuję za rozmowę.

Marcin Ogdowski jest wydawcą portalu Interia.pl, pisarzem, specjalistą ds. wojskowych. Przez kilkanaście lat pracował jako korespondent wojenny

1 Patriot – amerykański system rakietowy ziemia-powietrze, służący do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
2 HIMARS – amerykański system artylerii rakietowej dalekiego zasięgu opracowany pod koniec lat 90. XX w.

Fot. Piotr Małecki/Napo Images/Forum

Wydanie: 33/2020

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. amelie2
    amelie2 10 sierpnia, 2020, 10:23

    Następny sfrustrowany „pożyteczny (dla Amerykanów) idiota”, który straszy inwazją rosyjską. Po co Rosjanie mieli by atakować Polskę? Mało mają swoich kłopotów? Ten wojskowy „geniusz” ma mentalność z czasów II Wojny Światowej. Dziś mamy i będziemy mieli do czynienia z wojnami ekonomicznymi i cyfrowymi, a nie z Blitzkriegiem. Policzcie lepiej ile pieniędzy zostało wydane na armię i zbrojenia, a ile szpitali i szkół można by wybudować i wyposażyć w najnowocześniejszy sprzęt, za te pieniądze. Niemcy swoją potęgę zbudowali na braku wydatków na armię i zbrojenia przez wiele lat po wojnie, a nas najpierw straszono inwazją imperialistów, a dziś straszy się Rosją i topiono miliardy w wojskowym bagnie.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 10 sierpnia, 2020, 21:55

    Co się stało z gen Skrzypczakiem? – to był kiedyś taki wspaniały dowódca.
    Teraz jego opinie to tragedia. Dobrze, że już nie jest żołnierzem w czynnej służbie. Czytając jego wypowiedzi czuć ogromne rozżalenie i brak zrozumienia obecnych zagrożeń. Czy faktycznie od dowódcy specjalisty (lekarza, informatyka) oczekiwałby doświadczenia w dowodzeniu brygadą zmechanizowaną?!? 🤦‍♂️
    Niestety muszę ze smutkiem przyznać, że Pan generał ma ograniczony światopogląd i brak zrozumienia aktualnych potrzeb armii – ogromna szkoda by był kiedyś dla mnie idolem

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Adam
    Adam 10 sierpnia, 2020, 23:26

    Pan generował wie co mówi. Lobbyści rządzą !!!
    Sam pan generał Skrzypczak się z nimi dogadywał i mu ponoć płacili by armia kupowała od nich sprzęt jak był vice ministrem. Za to SKW mu odebrało poświadczenie bezpieczeństwa – sam premier Tusk jak zobaczył dowody to kazał go wypieprzyć na zbity pysk byle z dala od MON, i nawet jego kumpel minister Siemoniak go nie był w stanie uratować.
    W normalnym kraju taki „generał” poszedłby siedzieć lub został zdegradowany do stopnia szeregowego – Wy do zapraszacie do wywiadu. Gratuluje doboru osoby. Faktycznie ekspert i wzór cnót generalskich 😂

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. antur
    antur 11 sierpnia, 2020, 21:18

    Generał ma racje !

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. antur
    antur 11 sierpnia, 2020, 21:23

    zeby oficer był glupi tj nie mozliwe , ale u politykow tj mozliwe ! tak mowi fama ja tylko pisze . . .

    Odpowiedz na ten komentarz
  6. Pszemo
    Pszemo 14 sierpnia, 2020, 10:40

    Jestem bardzo zaskoczony tym że Generał powiedział iż w 1939 nas zdradzono. Wg mnie nie było żadnej zdrady lecz niekompetencja, nieudolność służb wywidowczych i naszej dyplomacji, ewentualnie głęboka infiltracja obcej agentury. Daliśmy się wtedy ograć i wykorzystać jako zderzak przyjmujący pierwsze uderzenie Hitlera. Każdy kraj musi dbać o swoich obywateli, my wtedy poświęciliśmy się dla utrzymania pozycji mocarstwowej Anglii i Francji całkiem za darmo. Błędy polskiej polityki zagranicznej tamtego okresu w wyniku których zginęło 6 mln Polaków były ogromne. Strategia oparta na mrzonkach, albo wpływ obcych agentów prowadzących na manowce.

    Odpowiedz na ten komentarz
  7. enuajsi
    enuajsi 15 sierpnia, 2020, 05:57

    Fascynujacy wywiad-wyprawa w ciemnosci mozgu generala kapitalistycznej armii. Oglad sytuacji Polski na szachownicy europejskiej polityki opiera się na głębokiej katolickiej wierze generala w piekielna moc diabla Putina i do tego dogmatu dopracowane zostały wszystkie propagandowe chwyty kapitalistycznych handlarzy smiercia. Budzet NATO w 2019 roku wzrosl o 4.6% (wypowiedz szefa NATO Jensa Stoltenberga podsumowuje ten fakt stwierdzeniem: „To niespotykany w historii wzrost ktory czyni NATO duzo mocniejszym” (https://www.businessinsider.com/how-nato-budget-is-funded-2018-7) ale wedlug generala NATO skapi pieniędzy na wojny bo trawione jest zbytnim pacyfizmem. General szczegolna odpowiedzialnoscia za brak szczodrości w przekazywaniu pieniędzy podatnikow wlascicielom fabryk broni obarcza Prezydenta Trumpa choć to prezydent Trump zainicjowal i zwiekszyl rozmiar amerykańskich baz wojskowych tuz pod nosem Rosji (miedzy innymi w Polsce) a budzet wojenny Stanow Zjednoczonych tylko w roku 2020 wzrosl o blisko 15% do 740 miliardow dolarow. W nocnych objawieniach generala hordy diabla Putina docierają do Odry w ciągu 9 dob i bez znaczenia jest fakt ze ze budżet wojenny Federacji Rosyjskiej zmniejsza się od 2016 roku i rowny jest budżetowi Francji czy Wielkiej Brytanii i stanowi zaledwie 1/15 budzetu wojennego Stanow Zjednoczonych, bez znaczenia jest fakt ze gospodarka Federacji Rosyjskiej rowna jest rozmiarowi gospodarce Hiszpanii wiec nie za bardzo widze z czym Putin mialby rzucac się na Europe i NATO – fakty nie sa ważne boc Putin do diabel wcielony wiec rzuci się już wkrótce na Warszawe i potoczy się przez Berlin, Paryz i Londyn do Nowego Jorku wiec wojsko polskie przede wszystkim musi się zbroic, zbroic i jeszcze cos: wojsko musi sie zbroic.
    Najciekawszy moment wywiadu to bez watpienia ze szczeroscia dziecka poczynione wyznanie generala ze do podniesienia swoich zdolności wojennych sojuszowi NATO brakuje „wojny z prawdziwego zdarzenia”… Nie wiemy czy dla generala ostatnia wojna w Iraku była już taka „prawdziwa wojna” bo w końcu milion Irakijczykow zaplacilo życiem za lekcje demokracji szczodrze udzielonej temu krajowi przez Zjednoczone Armie Chrzescianskiego Zachodu czy tez general ma na myśli jakas powazniejsza jatke a jeśli tak to przy ilu milionach ofiar wojne kwalifikuje on jako „wojna z prawdziwego zdarzenia”? Czy general uważa ze przy takiej wojnie w celu podniesienia zdolności wojskowych armii Sojuszu Obronnego NATO lepiej kiedy zginie więcej dzieci czy więcej matek? No bo jakby nie patrzec matki to jedak z reguly młode kobiety i wieczorem po bitwie mogą zolnierzowi nagotować i oprac go a przebrane w europejskie spodniczki umila wieczory zmordowanemu walka bohaterowi a z dziecmi tylko problemy.
    Nie było w historii Ludowego Wojska Polskiego generala który marzylby o wojnie bo nie było w socjalizmie przyzwolenia na wojne, w socjalistycznej Polsce nikt na wojnie nie zarabial i dlatego przez 45 lat PRLu Polacy zyli w pokoju a o horrorach wojny dowiadywali się z telewizji. W kapitalistycznej Polsce wystarczylo 13 lat żeby wyslac polskiego zolnierza na wojne a general kapitalistycznej armii nawet nie kryje się ze swoim marzeniem o „prawdziwej wojnie” – ot tak żeby podnieść zdolności „obronne” polskiej armii.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 15 sierpnia, 2020, 14:16

      „Nie było w historii Ludowego Wojska Polskiego generala który marzylby o wojnie bo nie było w socjalizmie przyzwolenia na wojne, w socjalistycznej Polsce nikt na wojnie nie zarabial i dlatego przez 45 lat PRLu Polacy zyli w pokoju a o horrorach wojny dowiadywali się z telewizji. W kapitalistycznej Polsce wystarczylo 13 lat żeby wyslac polskiego zolnierza na wojne a general kapitalistycznej armii nawet nie kryje się ze swoim marzeniem o „prawdziwej wojnie” – ot tak żeby podnieść zdolności „obronne” polskiej armii.”
      – z g a d z am się z PANEM

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Radosław
      Radosław 23 sierpnia, 2020, 18:37

      O ile mnie pamięć nie myli, jedyną zbrojną interwencją w której uczestniczyła polska armia w czasach PRL była tzw. inwazja na Czechosłowację w 1968 roku. W tej „inwazji”, która w obecnej propagandzie urosła niemal do III wojny światowej, zginęło niewiele ponad 100 osób, co daje 4 dziennie, a straty materialne były żadne. Dokładnie w tym samym czasie światowy roznosiciel pokoju i demokracji zaprowadzał wolność i prawa człowieka w Wietnamie (bombardując przy okazji Kambodżę i Laos). Kosztowało to życie grubo ponad 4 mln. ludzi, czyli ponad 1000 dziennie, a wszystkie obdarowane zachodnią cywilizacją kraje zostały obrócone w perzynę. No ale wyzwolenie uciemiężonych spod komunizmu wymaga wszak ofiar… Oczywiście pod warunkiem, że umierają inni.
      Zresztą ta „inwazja” na Czechosłowację była de facto operacją wewnętrzną, której celem było jedynie utrzymanie równowagi sił w Europie – w przeciwieństwie do amerykańskiej agresji na Indochiny, której ofiarami stały się biedne kraje, nie stanowiące żadnego zagrożenia dla amerykańskiego terytorium czy obywateli.

      Odpowiedz na ten komentarz
  8. Mad Marx
    Mad Marx 15 sierpnia, 2020, 11:05

    Generał ma sporo racji, mówiąc o tym, że Polska , jako kraj nie ma sprecyzowanej koncepcji obrony, podobnie jak w 1939. Natomiast nie przeceniałbym zagrożenia ze strony Rosji, która wprawdzie może być w stanie odzyskać w przewidywalnym czasie wpływy na Ukrainie i Białorusi, może jeszcze na Litwie czy łotwie i Estonii, gdzie wciąż jest sporo Rosjan, którym odmówiono obywatelstwa, ale na dzień dzisiejszy wprawdzie rosyjska armia wciąż byłaby w stanie zająć Polskę w ciągu 10 dni ale utrzymać już niekoniecznie.
    P.S. Czy Polska posiada jakiś system umocnień mogących powstrzymać lub przynajmniej znacznie spowolnić ewentualną inwazję? I czy w ogóle jest sens inwestycji w uzbrojenie o charakterze głównie zaczepnym, co nasi decydenci zdają się preferować ? Czy jeden dywizjon najnowocześniejszych samolotów jest w stanie obronić nasz kraj ? Czy nie lepiej zakupić lub wyprodukować (jeszcze w 80-tych latach polski przemysł był w stanie produkować samoloty bojowe) większą ilość trochę gorszych, za to wielokrotnie tańszych? Wspomnieni przez Generała Szwedzi produkują własne samoloty myśliwskie, wprawdzie wolniejsze od amerykańskich i rosyjskich, ale wg Szwedów wystarczające.

    Przypomnę, że w 1939 na jeden zniszczony samolot polski, czyli mocno przestarzały przypadało kilka zniszczonych niemieckich-w większości najnowocześniejszych ówczesnych konstrukcji, czyli gorszy sprzęt może być w obronie bardzo przydatny.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radosław
      Radosław 25 sierpnia, 2020, 22:55

      „(jeszcze w 80-tych latach polski przemysł był w stanie produkować samoloty bojowe)”

      I dlatego został praktycznie zmieciony z powierzchni ziemi, i już nic więcej nie wyprodukuje. Można nadrobić lukę 10 lat, można zredukować o połowę lukę 20 lat, ale 40 lat to przepaść, która jest już nie do zasypania. Zresztą, nie ma do tego żadnej woli politycznej.

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy