Koronny jak gangrena

Koronny jak gangrena

Gen. Rapacki nie jest w stanie dostrzec zła, jakie przyniosła i nadal przynosi instytucja świadka koronnego

Z zainteresowaniem przeczytałem fragment książki Elżbiety Sitek-Wasiak zatytułowanej „Niepokorny. Rozmowy z gen. Adamem Rapackim” (PRZEGLĄD nr 44) i lekturę tę zakończyłem z uczuciem raczej zażenowania niż akceptacji. Przed laty kierowałem pierwszą na Dolnym Śląsku komórką ochrony świadka koronnego i tworzyłem zręby jej działalności na tym terenie. Dlatego o instytucji tej wypowiadam się nie tylko jako zwykły czytelnik wynurzeń nadinspektora Rapackiego, którego poznałem, zanim został komendantem wojewódzkim we Wrocławiu. Piszę te słowa jako ktoś, kto osobiście przekonał się, że świadkowie koronni, realizując znane sobie cele, w zbyt wielu przypadkach oszukują prokuratorów. Mówi o tym Adam Rapacki, ale usprawiedliwia własnym przekonaniem, że instytucja ta opłaca się wymiarowi sprawiedliwości. Jestem tym zaszokowany, zwłaszcza że w rozmowie padają przykłady świadczące o dopuszczaniu się przez koronnych pomówień, m.in. wielu naprawdę uczciwych i cennych dla organów ścigania policjantów, które kończą się długookresowym pozbawieniem wolności niewinnych ludzi, zmuszonych potem przez długie lata walczyć o swoje dobre imię. Gen. Rapacki nie wspomina jednak o tym, że wszystkim im życie zostało przetrącone, że utracili coś, czego już nigdy nie odzyskają. Wiarę w ten system i w wymiar sprawiedliwości. To, że on sam nigdy nie uwierzył w winę kolegów w mundurach, nie jest dla pomówionych żadnym pocieszeniem czy źródłem satysfakcji.
Jestem przekonany, że instytucja świadka koronnego przyniosła więcej szkód niż pożytku, ponieważ doprowadziła do widocznej gołym okiem degrengolady polskiej prokuratury. Prokuratorzy bardzo mocno przywiązywali się do przyjętych wersji śledczych i chcąc śledztwa przeprowadzić zgodnie z przyjętą wersją, godzili się (i nadal godzą) z tym, że koronni kłamią, kiedy wiedzą, czego od nich oczekuje prokurator, i kiedy zauważą, że będzie to dla nich korzystne. To przywiązanie do przyjętej wersji jest tak wielkie, że koronni utrzymują swój status, mimo że w czasie gdy byli objęci ochroną, dopuszczali się poważnych przestępstw kryminalnych.
Współpraca prokuratorów z koronnymi doprowadziła do tego, że sami prokuratorzy zaczęli stosować nielegalne metody pozyskiwania dowodów przez zmuszanie zatrzymanych do pomówienia niewinnych osób (stosując cynicznie brutalny szantaż psychiczny), a nawet przez fabrykowanie fałszywych dowodów lub niszczenie tych, które przeczyły przyjętej wersji śledczej. Przykładów nie muszę podawać, ponieważ każdy, kto czyta polską prasę, ogląda polską telewizję czy słucha polskiego radia, wie, że nie są to tylko odosobnione przypadki. To gangrena, która toczy polski wymiar sprawiedliwości na oczach społeczeństwa i nie ma odważnego, aby powiedzieć temu: stop.
Nie jest prawdą to, co mówi Adam Rapacki, że tylko dzięki koronnym udało się rozbić polską mafię, bo ona nadal działa i ma się bardzo dobrze, zmieniła jedynie metody działania i obszar zainteresowań. Nie jest to prawdą również dlatego, że świat przestępczy można było (i jest to możliwe obecnie) rozbić bardziej moralnymi sposobami. Wystarczy tylko wyposażyć policję i prokuraturę w odpowiednie narzędzia prawne i techniczne, które pozwolą na efektywniejsze ujawnianie i utrwalanie dowodów działalności przestępczej, niezbędnych do posadzenia za kratkami nie tylko mafijnych bossów. Przede wszystkim uważam, że wielkim błędem jest wprowadzenie zakazu stosowania tzw. dowodu z „zatrutego drzewa”, czyli dowodu uzyskanego drogą pozaprocesową. Zakaz ten jest efektem bezrefleksyjnego wprowadzania amerykańskich rozwiązań, bez zwracania uwagi na fakt, że to właśnie w USA mafia ma się bardzo dobrze (m.in. dzięki takim rozwiązaniom). Organa ścigania winny mieć prawo wykorzystywania wszystkich dowodów, niezależnie od tego, w jaki sposób zostały zdobyte, pod warunkiem że są prawdziwe. Wyeliminuje to tworzenie fałszywych dowodów lub wymuszanie przez prokuratorów (i coraz częściej przez policjantów) pomówień, co samo w sobie jest przestępstwem.
W interesie społeczeństwa prokuratura i policja znajdują się w permanentnym stanie wojny ze światem przestępczym i w stosunku do wroga powinny mieć prawo stosowania wszystkich najbardziej skutecznych metod. Wystarczy wprowadzić prawną możliwość takiego działania i stworzyć system kontroli sposobu pozyskiwania dowodów, aby nie nastąpiło kolejne wypaczenie procesu wykrywania przestępstw. Prezentowane przez gen. Rapackiego przekonanie dowodzi, że on sam za bardzo się przywiązał do instytucji świadka koronnego. Przywiązał się tak mocno, że nie jest w stanie dostrzec zła, jakie ta instytucja przyniosła i nadal przynosi. A szkoda.

Autor jest podinspektorem w stanie spoczynku, byłym naczelnikiem wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Wałbrzychu

Wydanie: 46/2015

Kategorie: Polemika

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy