Kosztowne milczenie

Kosztowne milczenie

Przeżyjemy panią Fotygę, gorzej z Macierewiczem Po artykule o polskich kartoflach w niskonakładowym „Tageszeitung” polski MSZ zaprzestał realizacji subskrypcji przedruków z zagranicznych pism. Dotąd każdy, kto był ciekaw, co piszą o Polsce w świecie, mógł poprosić MSZ, aby przesyłano mu pocztą elektroniczną codzienny serwis prasowy. Pani Fotyga uznała, że nie ma potrzeby, by Polacy wiedzieli, co o nas piszą. Serwis prasowy ministerstwa służący dotychczas każdemu, kto zechciał sięgnąć po niego, został zamknięty w klatce budynku MSZ w alei Szucha. Władza strzegąca wiedzy przed obywatelami dobrze jest nam znana. Z taką właśnie władzą, razem z panią Fotygą zresztą, walczyliśmy w pierwszej „Solidarności”. Niestety, jak widać, nieskutecznie. Dawne lata, zapomniane idee. Kultura polityczna istotniejsza niż ustrój. W starych, komunistycznych buciorach niektórym lepiej niż w czółenkach demokracji. To jeden z tych drobiazgów, które trafnie identyfikują ludzi. Teoretycznie każdy sam może przeczytać codziennie te kilkanaście, czasem więcej tytułów. Ale wymaga to nie tylko znajomości języków i codziennego dostępu do prasy z całego świata, ale i czasu. Tymczasem ataszaty prasowe naszych ambasad wyłapują, co istotne, tłumaczą na polski, przesyłają do centrali. Tu biuro prasowe selekcjonuje, układa i rozsyła potrzebującym. Najsamprzód, rzecz jasna, urzędnikom. Dotąd także każdemu, kto poprosił. To nie kosztuje nic ponad koszty już poniesione (jeśliby jednak kosztowało, można by określić formę płatności), a zwiększa stopień poinformowania obywateli. Dla demokraty oczywisty interes – lepiej, gdy ludzie mają narzędzia dokonywania własnych ocen i wyborów. Dla autokraty strata – lepiej, kiedy ludzie niepoinformowani. I tak IV RP Kaczyńskich i Fotygi wita nas gębą PRL. Też dobrze. Szczęście, że bez cenzury. Fakt, że o Polsce, o polskim rządzie i niektórych jego najwyższych urzędnikach pisze się w świecie ostatnio bardziej krytycznie. O panu prezydencie, o bracie bliźniaku, o pani Fotydze. I ta, stosownie do własnej logiki władzy i odpowiedzialności, jak we własnej kuchni – rządzi! Ciekawe, kiedy co smakowitsze kąski światowej prasy trafią do specjalnego rozdzielnika. Zakaz dostępu dla maluczkich, informacja dla wybranych. Strach przypominać. Można powiedzieć – to pryszcz! Przeżyjemy jakoś panią Fotygę i jej prohibicyjne akty. Trochę wstydu i tyle. Gorzej z Macierewiczem. Szef od kształtowania tajnych służb, wypowiadający się, jaką partię polityczną, legalną, a nawet, od czasu do czasu, z woli wyborców – rządzącą, należałoby uznać za strukturę przestępczą, to w Europie czytelny znak pogardy dla demokracji. Przeraża milczenie liderów parlamentarnych. Prezydenta państwa. Sędziów najwyższych trybunałów. Rzecznika praw obywatelskich. Demokracja bez obrońców ma się czego bać. Może niektórzy z głuchych i ślepych na brednie pana M. lekceważą jego wypowiedzi. Ze względu na reputację autora, przypuszczam. Milczenia jednak nie rozumiem. Rosja sowiecka, Niemcy hitlerowskie. Tam też superpolicjanci zajmowali się polityką. W demokracjach jednak policjantów od polityki trzyma się z daleka. Rozumiem (choć nie podzielam) niechęć Tuska, Rokity, Gronkiewicz-Waltz, Komorowskiego do SLD. Powinni jednak wiedzieć, że milczenie jest, w tym akurat przypadku, przyzwoleniem. I świadectwem swojej własnej klasy. Będzie zabawnie, jak wyprzedzi ich w przyzwoitości lider Samoobrony. Piszę o tym bez złośliwości i sarkazmu. W sprawie kolejnej, o której za chwilę – już wyprzedził. Minister Antoni Macierewicz był łaskaw oświadczyć, że większość spośród ministrów spraw zagranicznych niepodległej Polski, wymienionych przez dziennikarza Telewizji Trwam z imienia i nazwiska, była w przeszłości agentami sowieckich służb specjalnych. Użył do tego oświadczenia swojej oryginalnej formuły łańcucha przesłanek, tak aby w końcu wyszło na to właśnie. Ta wypowiedź jest skandalem nieporównywalnym do niczego w naszej najświeższej historii kilkunastu minionych lat odnowionej państwowości. Jeśli do czegoś porównywalna – to jedynie do afery Milczanowskiego. Tylko że ten drugi mógł się mylić. Macierewicz, jeśli nie jest idiotą, a nie jest, musi zdawać sobie sprawę z absurdalności swych wynurzeń. Więc? O co, do jasnej cholery, mu idzie? O ośmieszenie Polski? O pokazanie Polakom i światu, jak bardzo nasz kraj jest nieobliczalny? Jeśli minister od tajnych służb coś wie o agenturalnej działalności wymienionych ministrów, jego obowiązkiem prawnym, jako urzędnika, jest złożyć doniesienie do prokuratury. Zaniechanie jest tu przestępstwem. Chciałbym, aby

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2006, 35/2006

Kategorie: Opinie