Kraj jak na dłoni

Kraj jak na dłoni

Noc, nie mogę spać, zastanawiam się, jak wziąć na dłoń ten mały kraj, ale nawet mały kraj nie mieści się w dłoni. Nazajutrz odnajduję plac, gdzie był pchli targ. Oglądałem wtedy starą secesyjną lampkę. Wahałem się, czy jej nie kupić. Nie kupiłem. I do dzisiaj żałuję. To było kilkanaście lat temu. Wtedy tylko przejeżdżaliśmy przez Luksemburg. Tak mało pamiętam, prawie nic, ale zarys placu i lampkę tak. Ją najlepiej. Pamięć czasami przedstawia rzeczy jak na rysunkach dzieci, nagle jakiś mały przedmiot ogromnieje. Teraz jestem w Luksemburgu kilka dni. Trzy spotkania z uczniami międzynarodowej szkoły, najpierw z maluchami, potem z gimnazjalistami. Spacery po mieście. Muzeum sztuki współczesnej – piękny budynek zdaje się jedynym obiektem artystycznym w tym muzeum.

Wieczór autorski. Przytulna księgarnio-restauracja, sporo osób, dobra polska publiczność. Wiele dowiaduję się o Luksemburgu. Biedni wieśniacy nagle stali się bogaci. To nie jest bezkarne. Kraj na rozstajach krótkich dróg do Niemiec, Francji i Belgii. Mówi się tu czterema językami: francuskim, niemieckim, luksemburskim i angielskim. Do Luksemburga dojeżdża do pracy codziennie 50 tys. ludzi z sąsiednich krajów. Mieszka w tym minipaństwie 5 tys. Polaków, nasi są już wszędzie. Narzekają na nadmierny spokój i brak ducha. Nic się nie dzieje, nikt się nie buntuje, mało wydarzeń kulturalnych, brak fermentu, który się czuje w Polsce. A ja serdecznie dziękuję za nasz obecny ferment. Gdy się spotykałem z Polakami, znajomi informowali mnie: tamten, uważaj, to może być pisowiec. Myślę: do czego to doszło…


Lecąc do Luksemburga, czytałem nową powieść Violi Wein „Kieliszek chleba”. Ona pisze, jak mówi, a mówi, jak pisze, czyli kolorowo, energicznie, zajebiście. Wyjechała z Polski na fali marcowej emigracji. Mieszka w Jerozolimie i jest najbardziej kolorową osobą, jaką znam. Dobra prozaiczka, jędrna witalność to chyba określenie jej stylu. Zezłoszczona na Polskę, ale też zakochana w niej, podobne uczucia ma wobec Izraela. Ta figura złości i miłości jest tu i tam powszechna. Świat, który opisuje, jest na burzliwym pograniczu polsko-żydowskim, dzisiaj i wczoraj. Wein ma niezwykłe wyczucie języka, jakby nie żyła poza Polską, a przecież w hebrajskim osadzona jest równie głęboko jak w polskim. Ma ucho do języka, jest muzykiem, kiedy nie pisze, a pisze rzadko, uczy gry na fortepianie.

Ciekawy wywiad z Pawłem Śpiewakiem w Onecie. Mówi m.in.: „Jeśli Platforma Obywatelska mówi teraz o swoich sukcesach i 26 latach wolnej Polski, europejskości, rozwoju gospodarczego kraju, to PiS od razu może powiedzieć, że zostało to osiągnięte kosztem czegoś i kogoś. Czyli tej tzw. Polski B, która ich zdaniem od ponad ćwierćwiecza była pozostawiona samej sobie”. O taktyce prezesa: „Traktuję tę wizję socjologiczną Kaczyńskiego nie tyle jako wizję prawdziwą bądź nieprawdziwą, ale jako rodzaj oręża w dyskursie publicznym. (…) Jest ona bardzo dobrym narzędziem do zwycięstwa nad umysłami ludzi. Nikogo tam nie obchodzi prawda, podobnie zresztą jak w tym sformułowaniu Joachima Brudzińskiego o »komunistach i złodziejach« z początku kadencji. Clou tej retoryki jest takie, że w rzeczywistości transformacji w latach 90. miały dokonać elity postkomunistyczne i liberalne, które w oczach PiS są jedną grupą towarzyską, proponującą tę samą filozofię dziejów. PiS proponuje natomiast radykalne zerwanie z tą filozofią i rozprawienie się z tą »grupą towarzyską«. Nakreślony w ten sposób układ sił, opozycji bardzo ciężko zakwestionować i »odbić«”.


Rocznica 4 czerwca. Obecne władze nie obchodzą jej. Polska odzyskała niepodległość dopiero za rządów PiS. Kiedy wędruję kanałami rządowych rozgłośni, wszędzie obowiązuje ten sam ton. Silniki polityki historycznej pracują nadzwyczaj zgodnie. Zdumiewające, jak ujednolica się ta narracja, a przecież nie ma zapisów cenzury, to jest w powietrzu. Czuję tę woń. Gdybym musiał, potrafiłbym bezbłędnie mówić i pisać po pisowsku.


Jadę taksówką przysłaną przez Radio dla Ciebie. Audycja o moim „Splocie słonecznym”. Taksówkarz nagle uświadomił mi, że to radio rządowe, przez lata słuchał, a już nie słucha. Nie może znieść obłudy i kłamstwa. Tłumaczę się, przegapiłem, że to medium reżimowe. I mam wyrzuty sumienia. A on cały w ogniu i dymie nienawiści do PiS. Tak się porobiło.

Wydanie: 24/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun
Tagi: Luksemburg, PiS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy