Krzaklewski na celowniku

Krzaklewski na celowniku

Gdyby trzy tygodnie temu Marian Krzaklewski i Jerzy Buzek wykazali się politycznym profesjonalizmem, a przynajmniej refleksem, to Emil Wąsacz nie byłby już ministrem skarbu. Wówczas było jeszcze wiele sposobów na uwzględnienie czarnych chmur, które zbierały się nie tylko nad samym Wąsaczem, ale przede wszystkim nad liderami AWS. Wariantów było wiele, ale wybrano najgorszy. Czekać i rozmiękczać własną opozycję. Dziś znane są już skutki tych decyzji; AWS przeżywa najgłębszy kryzys w swojej krótkiej, choć burzliwej, historii! Jest to kryzys programowy i personalny. Na naszych oczach obóz rządowy rozsypuje się w wyniku wewnętrznych sporów i kłótni rywalizujących ze sobą grup polityków. Sprawa Wąsacza jest dziś tylko pretekstem do publicznej prezentacji poglądów tak bardzo różniących się ze sobą i tak sprzecznych w najbardziej elementarnych kwestiach dotyczących gospodarki i polityki, że aż dziw, iż ich autorzy mogą należeć do jednego ugrupowania politycznego. Zastanawiam się, co jeszcze, poza chęcią sprawowania władzy, łączy dziś polityków AWS?
Co po trzech latach zostało z idei Krzaklewskiego, który doprowadził rozbite partie prawicowe pod jeden dach?
Dopóki były sukcesy wyborcze i były łupy do podziału, to wcześniejsze podziały zostały zamrożone.
Przyczyn dzisiejszego kryzysu w AWS trzeba szukać w 1997 r. Pospolite ruszenie pod nazwą AWS wygrało wybory parlamentarne. Pomysły i taktyka Krzaklewskiego święciły triumf. I wówczas Krzaklewski, mający bardzo mocną pozycję w swoim obozie, mógł budować silną partię. Taką, jaką chciał. Któż mógł mu w tym przeszkodzić?
Potrzebna była tylko odważna ucieczka do przodu i wykorzystanie swoich pięciu minut w historii. Zamiast tego lider prawicy zaczął gry kadrowe. Postawił na ludzi, którzy nie są w stanie mu zagrozić. Ludzi o przeciętnych kwalifikacjach, ale za to bardzo lojalnych, by nie rzec wiernych. Zaczęły się autorytarne rządy grupy ludzi blisko związanych z Krzaklewskim. Ta bliskość była w niektórych przypadkach jedynym powodem otrzymania ważnej posady. Tak można, jak pokazuje historia, działać przez lata. Dlaczegóż więc AWS rozsypuje się tak szybko?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Bilans rządów tej partii jest taki, że nawet najwierniejsi jej stronnicy wstydzą się tego, co się dzieje. A skoro szybko ubywa zwolenników i narasta krytyka, to zaczyna się szukanie winnych. Oczy wielu prawicowych polityków wpatrzone są dziś w jeden portret. To Marian Krzaklewski jest na celowniku harcowników z SKL, ZChN czy z partii Wałęsy.
Gołym okiem widać, że jest to z punktu widzenia interesów prawicy zachowanie samobójcze. Póki co, tylko Krzaklewski łączy jeszcze różne partie prawicowe. Brak alternatywy programowej i głęboki kryzys przywództwa to wielki problem AWS. Niebawem będziemy świadkami bardzo poważnej dyskusji na ten temat.
Na razie mamy festiwal oświadczeń na temat honoru, przyzwoitości i lojalności. To także rozpoznanie sytuacji wstępnym bojem.
Los ministra Wąsacza nie jest już dziś ważny. Nie jest ważne, czy sam złoży rezygnację, czy AWS go obroni, a nawet to, że wygra głosowanie. Najważniejsze jest pytanie o to, jak AWS rozliczy się z dwóch lat nieudanych rządów i czy przestawi zwrotnicę władzy na bardziej racjonalne działanie?
Początkiem tego musi być bardzo krytyczna i samokrytyczna ocena sytuacji. Może jeszcze nie włosiennica, ale na pewno wyraźny znak pokory.

Wydanie: 3/2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy