Czas zwykłych śmiertelników

Czas zwykłych śmiertelników

Polskę oplata niebiesko-zielona ośmiornica, która żeruje na społeczeństwie i ma się bardzo dobrze

Czy nie odnoszą państwo wrażenia, że Polska zaczyna przypominać krainę Harry’ego Pottera, mugoli i czarodziejów? Mugole to my wszyscy, także moi rówieśnicy czy osoby odrobinę młodsze, pracowite, wykształcone, które chciałyby pracować zgodnie ze swoimi kwalifikacjami. Chciałyby! Piszą więc setki CV, wysyłają je do setek firm i instytucji. I nic! Odbijają się od drzwi gabinetów i od szklanych sufitów.
Ale w naszym kraju mieszkają też czarodzieje – oni przenikają przez zamknięte dla innych drzwi, na nich czekają dobrze płatne posady, dla nich wyczarowuje się nowe stanowiska. Oni mają czarodziejskie różdżki – to legitymacje PO, PSL, to krewni i znajomi umocowani w strukturach rządzących partii. Oto grupa tych, których nie dotyczą prawa obowiązujące w świecie zwykłych śmiertelników.
Taśmy PSL pozwoliły zajrzeć za kurtynę, do tego zamkniętego dla niewtajemniczonych świata. Lawina ruszyła. Gazety pokazały więcej – że tysiące stanowisk w spółkach skarbu państwa, w instytucjach państwowych i samorządowych obsadzanych jest z klucza partyjnego, przez działaczy partyjnych lub ich krewnych. Że Polskę oplata niebiesko-zielona ośmiornica, że żeruje na polskim społeczeństwie i ma się bardzo dobrze. Ustalenia mediów potwierdził też raport SLD, który wysłaliśmy premierowi Tuskowi. Ten raport to przerażający

zapis partyjnej prywaty. Polska jest dziś takim krajem, w którym fachowcy, niekiedy z wieloletnim stażem, muszą ustępować miejsca absolutnym amatorom i dyletantom, za to z partyjną rekomendacją. Jest krajem, w którym setki tysięcy młodych ludzi zaufały hasłu, że ten jest więcej wart, kto więcej umie, kto ukończył studia, kto ma kwalifikacje. Dziś bezrobocie wśród młodzieży wynosi 30%! A jaką receptę ma rząd Donalda Tuska, by je zmniejszyć?
Polska 2012 wygląda tak, że dla tych ze świata czarodziejów coś się znajduje, a całej reszcie, mugolom, pozostają wyjazdy na zmywak do Londynu, do opieki nad starszymi osobami w Niemczech, do prac sezonowych w Holandii… Na zasadzie: nie podoba ci się, to pa!
Ten stan jest dewastujący dla społeczeństwa. Jak można mówić Polakom o wspólnym państwie, kiedy widzą, że dla jednych jest wspólne, a dla drugich nie? Jak można wymagać od nich tak oczywistych rzeczy jak choćby płacenie podatków, kiedy mają prawo podejrzewać, że służą one zapełnianiu portfeli ludzi PO i PSL? Że wszyscy składamy się na pensję 110 tys. zł miesięcznie dla Aleksandra Grada, byłego ministra, inżyniera geodety z wykształcenia, który stanął na czele dwóch spółek, mających budować elektrownię jądrową? Jak obywatele mają szanować demokrację, kiedy partie polityczne przedstawiają się nie jako nosicielki wartości, idei, myśli programowej, ale jako watahy rozdrapujące kraj?
To przecież jest zaproszenie dla rządów silnej ręki, dla wodza, który przyjdzie i zrobi porządek. Czy Donald Tusk tego nie widzi? Nie pamięta już, jak mówił o tanim państwie, o klasie próżniaczej?
Czy nie widzą tego dziennikarze, którzy pytają mnie na konferencjach: To gdzie ma pracować syn premiera? Co mają robić krewni ważnych polityków? Czy mają być bezrobotnymi?
Słucham tego i zastanawiam się, czy to cynizm czy niemądrość.
Oczywiście, nie ma sensu zamykać państwowych i samorządowych posad przed krewnymi polityków. Tylko że w normalnym państwie byłyby to pojedyncze przypadki. A u nas – jest inwazja!
U nas brat posła PO nagle zaczął być specjalistą od oczyszczania ścieków, a jego zięć – od wodociągów. U nas

politycy nagle stają się specjalistami od ochrony środowiska (bo jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej), od kultury (bo są domy kultury), od promocji (bo są takie komórki), od restrukturyzacji rolnictwa (wiadomo – ARiMR) itd. Wszystko jest do wzięcia.
Gdy oburzam się na nepotyzm PO i PSL, próbują mnie też prostować, przypominając, że SLD, kiedy rządził, też obsadzał swoimi. Na zasadzie: wy też nie lepsi.
Mam na te zarzuty prostą odpowiedź. Owszem, nepotyzm to nie jest wynalazek ostatnich lat. Obsadzanie stanowisk „swoimi” to choroba, która toczy Polskę od zawsze i przed którą nie uchroniła się żadna siła rządząca. Także w III RP. I SLD, i AWS, i PiS… Tylko że jeśli kiedyś był to katar, to dziś jest to ciężkie zapalenie płuc. Dziś bez legitymacji niebieskiej lub zielonej nie ma na nic szans. Poza tym kładę na stół propozycje, które mocno ograniczyłyby, utrudniły ten proceder. I ciekaw jestem, jaki przyniesie to odzew. Bo to jest test dobrej woli innych partii.
Te propozycje to pakiet działań.
Po pierwsze, konieczny jest przegląd spółek skarbu państwa oraz przede wszystkim spółek samorządowych. Na szczeblu lokalnym powinna nastąpić ich zdecydowana redukcja, tak aby w rękach publicznych pozostały tylko te niezbędne.
Po drugie, konieczna jest odbudowa służby cywilnej, potrzebne są regulacje ustawowe, które zapewnią przejrzystą ścieżkę awansu zawodowego. Tak, by na kluczowe stanowiska przeprowadzano konkursy i by nie były one fikcją.
Po trzecie, trzeba skończyć z dobrze płatnymi radami nadzorczymi różnych spółek, w których politycy i urzędnicy mogą sobie dorobić. Czas zakazać tych praktyk, czas na czyste ręce i na rady nadzorcze po 1 zł!
Po czwarte, temu wszystkiemu towarzyszyć musi jawność. Normą dzisiejszych czasów jest ukrywanie przez władze wszystkich szczebli praktycznie wszystkiego. Wszystko jest tajemnicą! I nazwiska urzędników, i to, czy należą do partii, czyimi są krewnymi, ile zarabiają… W moim przekonaniu ten stan jest zaproszeniem do patologii. Bo polityk czuje, że może popełnić machlojkę, dać pensję „swojemu” i nic go za to nie spotka. Jawność w tym przypadku będzie czynnikiem kontroli. Niech się boją, niech się wstydzą, niech wiedzą, że obywatele obserwują!
W tych sprawach potrzebne są nowe rozwiązania ustawowe. Wspierające jawność i społeczną kontrolę nad publicznymi pieniędzmi. Elementem wspierania polityki jawności będzie

Centrum Monitoringu Nepotyzmu, które lada dzień uruchomimy. To będzie portal internetowy, na którego stronach obywatele będą mogli przekazywać nam informacje o przypadkach nepotyzmu i partyjnego klientelizmu. Na wzór WikiLeaks. My po sprawdzeniu tych informacji będziemy interweniować, będziemy sprawy nagłaśniać. Zgodnie z prawem i bardzo konsekwentnie. Tak, by ci wszyscy, którzy za pomocą swoich niebieskich i zielonych legitymacji dostali ciepłe posady, poczuli przynajmniej wstyd. By wiedzieli, że nieuchronnie nastąpi ich coming out.
Liczę na powodzenie tych działań. Na to, że uruchomimy potężny obszar społecznej aktywności, że pokażemy Polakom, że to oni są gospodarzami w swoim kraju. Że wspólnie poprawimy Polskę. Wystarczy już słów i zapowiedzi, czas na czyny!

Autor jest sekretarzem generalnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Wydanie: 33/2012

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy