Kto za to zapłaci?

Kto za to zapłaci?

Aktywność ministra obrony narodowej tylko częściowo może być tłumaczona toczącą się, zresztą dość niemrawo, kampanią do europarlamentu. Sygnały, jakie dochodzą ze struktur Platformy Obywatelskiej, dość jednoznacznie wskazują, że jeszcze latem Donald Tusk będzie chciał dokonać zmian w kilku ministerstwach. O ile pozycja pani minister zdrowia znacznie się w ostatnich tygodniach umocniła, o tyle słaba już od dłuższego czasu pozycja ministra obrony raczej się nie zmieniła. Minister dokonał wprawdzie trochę zmian kadrowych wśród generalicji, ale skoncentrował się głównie na wojskach lądowych i marynarce wojennej. Natomiast nie ruszył Dowództwa Wojsk Powietrznych, którego wielu przedstawicieli uchodzi za zagorzałych zwolenników PiS.
Minister stara się również przynajmniej nieco uspokoić nastroje wśród menedżerów i pracowników przemysłu zbrojeniowego. Tu po prostu dokonał renegocjacji dużej liczby umów na dostawy sprzętu wojskowego, najczęściej

przesuwając płatności

na lata 2011, a nawet 2012. Brzmi to prawie jak szyderstwo, jeżeli doda się do tego informacje, że ministerstwo dostarczy jeszcze w tym roku 13 transporterów opancerzonych klasy Rosomak dla wojsk ekspedycyjnych w Afganistanie. I to wszystko, na co nas stać w tej chwili.
Minister nie ustaje natomiast w zabiegach przeprowadzenia, jak sam to nazywa, reform, ale w gruncie rzeczy zmian dyslokacyjnych i strukturalnych. W dalszym ciągu nosi się z koncepcją powołania szefa obrony, czyli de facto naczelnego wodza w czasie pokoju. Jakby zapomniał, że istnieje dowództwo operacyjne, które w chwili obecnej ogranicza się do dowodzenia na odległość kontyngentami poza granicami kraju, a faktycznie wojskami w Afganistanie. Ale to właśnie dowództwo powinno po rozbudowie oczywiście być sprawnym aparatem i organem dowodzenia połączonymi rodzajami sił zbrojnych.
Swego rodzaju idée fixe ministra w ostatnim czasie jest realizacja koncepcji przeniesienia dowództw rodzajów broni poza Warszawę. Jednocześnie minister nie odstąpił od koncepcji budowy w Bemowie swego rodzaju polskiego Pentagonu, mieszczącego oczywiście wszystkie dowództwa…
Na razie ogłosił plan przeniesienia z warszawskiej cytadeli Dowództwa Wojsk Lądowych do Wrocławia. Głównym argumentem, który zdaniem ministra przemawia za tego typu dyslokacją, jest

konieczność rozśrodkowania dowództw,

rodzajów sił zbrojnych. Szczególnie w czasie zagrożenia wojną rozśrodkowanie jest konieczne, ale przecież poszczególne dowództwa powinny mieć swoje siedziby wojenne. Kiedyś, nie tak dawno zresztą, te siedziby były…
Zakładając jednak pokojowy scenariusz dalszych wydarzeń, należy zauważyć, że przeprowadzka DWL do Wrocławia będzie kosztowała minimum 600 mln zł, co przy przyciętym budżecie MON jest sumą niebagatelną. Oczywiście jakimś argumentem za przenosinami jest to, że MON posiada w stolicy Dolnego Śląska sporo obiektów, które są wykorzystywane obecnie tylko w minimalnym zakresie. Są to w większości budynki solidnej niemieckiej budowy, ale tylko niewiele z nich jest wyremontowanych i dostosowanych do wymagań współczesności. Te konkretne budynki koszarowe, które już nie hipotetycznie, ale realnie zostały przeznaczone na przyszłą siedzibę dowództwa, wymagają wielkich nakładów inwestycyjnych. Jednak to nie przebudowa i modernizacja pochłonie gros środków przeznaczonych na zmiany dyslokacyjne. Trzeba będzie budować niemalże od nowa dublowany system łączności specjalnej. Obecnie istniejący, z którego korzysta m.in. Śląski Okręg Wojskowy, może być wykorzystany tylko w minimalnym zakresie.
Pozostaje oczywiście kwestia kwater dla prawie tysiąca ludzi, a Wrocław, podobnie jak inne wielkie miasta, wolnych kwater dla wojskowych rodzin oczywiście nie ma. Obok samego dowództwa trzeba będzie utworzyć we Wrocławiu co najmniej dwa bataliony ochrony i obsługi oraz oczywiście batalion łączności. Nie da się tych jednostek tak po prostu przenieść z Warszawy.
Nie bardzo też wiadomo, co się ma stać z warszawską cytadelą. Najbardziej pragmatycznym przedsięwzięciem byłoby przeznaczenie tego historycznego kompleksu na muzeum.
Bo budynki Muzeum Narodowego okazują się od dawna kubaturowo zbyt szczupłe, żeby pomieścić zbiory. Natomiast przeniesienie Muzeum Wojska Polskiego do Cytadeli byłoby perspektywicznie zasadne. Ale jak zwykle musi paść pytanie, jakim kosztem

i kto ma wyłożyć pieniądze.

Zamiary ministra nie kończą się bynajmniej na przenosinach Dowództwa Wojsk Lądowych. W kolejności minister planuje przenosiny Dowództwa Wojsk Powietrznych do podpoznańskich Krzesin. Tu też jest oczywiście wiele znaków zapytania, a koszty bardzo wstępnie szacowane są na circa 150 mln zł.
Pojawia się jednak zasadnicze pytanie. Czy zamiary ministra nie są na bakier ze zdrowym rozsądkiem i czy nie jest to swego rodzaju sztuka dla sztuki, czy te zmiany są dlatego, żeby pokazać, szczególnie opinii publicznej, że minister jest i coś robi.
Na marginesie: z przecieków, jakie dochodzą z Ministerstwa Finansów w ramach prac nad nowelizacją budżetu, wynika, że w tej części wydatków, jakie przypadają na MON, nastąpią dalsze znaczące cięcia.

Wydanie: 22/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy