Kultura śmierci?

Kultura śmierci?

Na skroś mitów naszych

W niedawnym liście z okazji Dnia Świętej Rodziny biskupi polscy suponują, iż „kulturę śmierci” właściwą jakoby cywilizacji współczesnej odróżniać trzeba od chrześcijańskiej „kultury życia”. Wzywają też chrześcijan, by – wzorem swych przodków z „późnego Cesarstwa Rzymskiego” – przeciwstawili się rzeczonej „kulturze śmierci”. Opozycja ta budzi zdziwienie już na pierwszy rzut oka: wszak właśnie w cywilizacji zachodniej średnia życia znacznie wzrosła, skutkiem zarówno drastycznego spadku śmiertelności niemowląt, jak i rozwoju medycyny wydłużającej życie ludziom starszym. A postęp techniczny nie dzieje się sam przez się, wymaga odpowiednich ustrojowych warunków, o czym przez dziesięciolecia się przekonywaliśmy. Rzeczywiście, postęp ten niesie ze sobą

nowe problemy natury moralnej,

których wagę biskupi podkreślają, a które są w istocie nieproste. Jest też niewątpliwą zasługą Kościoła podkreślenie wyzwań moralnych, jakie przed ludzkością stają w związku z postępem technologicznym. Są to istotnie wyzwania jakościowo nowe o trudnych do ogarnięcia konsekwencjach. Niezrozumiała jest wszakże nieostrożność oceny. Trzeba przecież ważyć słowa. Na miano „kultura śmierci” zasługuje nazizm. Ale demokracje zachodnie!?
Po raz pierwszy w dziejach wielka część ludzkości żyje w jakimś dostatku i w poczuciu bezpieczeństwa wobec władzy państwowej oraz duchowej. Ludzie, nawet biedni, nie mrą masowo z głodu, nie trzęsą się ze strachu przed arbitralnymi despotami, mają w zasadzie przynajmniej możliwości zetknięcia się z różnymi światopoglądami, nie tylko z „jedynie słusznym”, religijnym czy świeckim. Po raz pierwszy w dziejach pretendenci do władzy politycznej nie rywalizują w skrytobójstwie, lecz w wyborach. Po raz pierwszy w dziejach nie stosuje się tortur w śledztwie i nie rzuca skazanych na pastwę gawiedzi chciwej widoku cudzej krwi, a przestrzeganie prawa stało się wartością samą w sobie. I tak dalej. A wszystko to dotyczy setek milionów ludzi. (Powtarzam te prawdy nie dlatego, żebym podejrzewał, iż biskupi nie są ich świadomi, lecz dlatego, że okazują im lekceważenie samym już nazewnictwem. A przede wszystkim dlatego, że mocą wpływów Kościoła postawa ta może się upowszechniać i pogłębiać. Jeszcze się nie dorobiliśmy demokracji, a już ją lekce sobie ważymy!).
Pewnie, że większa część ludzkości pozostaje poza dobrodziejstwami cywilizacji zachodniej, że należy być tego świadomym i w miarę możności nieść pomoc ludziom tam żyjącym. Jest też niewątpliwą zasługą polskiego papieża tak uporczywe i dobitne podkreślanie tego obowiązku, jak również wytykanie wszystkim nam – koniec końców szczęśliwcom – egotyzmu. Ale są przecież

granice zdrowego rozsądku w krytyce.

To, że setki milionów ludzi chronią się przed plagami trapiącymi ludzkość od niepamiętnych czasów, jest samo w sobie wartością, chyba się nie mylę? A to, że jest to wartość niższa niż wyobrażony dobrostan dla wszystkich („cywilizacja miłości”), nie czyni przecież dobrostanu faktycznego dla mniejszości – złem.
Pewnie, że społeczeństwa zachodnie są społeczeństwami klasowymi i że wiele strukturalnych reform im jeszcze trzeba, by zbliżyć je do stanu klasowo neutralnych demokracji. Ale i taka, jaką jest, ta postać społeczeństw jest niewątpliwie najlepszym z ustrojów praktykowanych przez ludzi; w ostatecznej rachubie są one zdolne – też po raz pierwszy w dziejach – do pokojowego samoreformowania się.
Dlaczego Kościół jest niesprawiedliwy w ocenie współczesnego kapitalizmu? Znajduję tylko jedną odpowiedź: bo wymaga tego jego interes. Kościół to przecież hierarchiczna struktura przekonana, iż głosi prawdy niewątpliwe (nazywa je wszak „dogmatami”), i z pretensjami do

monopolu na „prawdę moralną”.

Wszystko to jest niezgodne z podstawowymi właściwościami liberalnego kapitalizmu, a co ważniejsze – z tendencjami do dalszej demokratyzacji, zdrowego sceptycyzmu, a przede wszystkim pluralizmu światopoglądowego, jakie w jego ramach obserwujemy. Oczywiście, my stale możemy to tylko obserwować, bo u nas demokracja jest w znacznej mierze fasadowa, zaś chrześcijańsko-konserwatywny światopogląd stał się już społecznie obowiązujący. Ale może kiedyś też zaczniemy w pełni korzystać z dobrodziejstw tej „kultury śmierci”.

Autor jest filozofem, profesorem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

 

Wydanie: 7/2004

Kategorie: Opinie
Tagi: Leszek Nowak

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy