Gospodarczy plan dla Polski

Gospodarczy plan dla Polski

Propozycje Morawieckiego wynikają z prawdziwych diagnoz, ale nie są oparte na analizie rynku

Prof. Adam Gierek
Poseł UP do Parlamentu Europejskiego

Polskie wyzwania rozwojowe
Przez krajowe media przetoczyła się pierwsza fala dyskusji nad założeniami planu wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Krytycznie wypowiadali się eurodeputowani, niektórzy ekonomiści, a także architekci polskiej transformacji systemowej. Dyskutanci na ogół abstrahowali od istoty wyzwań, przed jakimi stoi dziś Polska. Obawiam się, że jeszcze chwila, a najważniejsza – ponad podziałami – dla naszego kraju sprawa, czyli szukanie sposobów przyspieszenia jego rozwoju gospodarczego, stanie się jedynie wspomnieniem.
Polskę w najbliższym czasie czekają liczne wyzwania, do rozwiązania których nie wystarcza już polityka gospodarcza tzw. ciepłej wody w kranie. Nie wystarczy korzystać z fali ogólnoświatowego rozwoju, fali globalnej, wzbudzanej przez przodujące gospodarki narodowe, bo ona dociera do nas zawsze z opóźnieniem. Nie wystarczy zatem jedynie biernie „płynąć na fali” koniunktury i tym sposobem bronić się przed dekoniunkturą. Dlaczego? Bo wokół naszego kraju gromadzą się liczne, bardzo trudne wyzwania.
Potrzebne są działania eliminujące skutki dezindustrializacji Polski po 1989 r., m.in. ucieczkę młodych z kraju i katastrofę demograficzną. Według moich danych, opartych na prognozach demograficznych z lat 70., stan liczebny naszego narodu aktualnie winien się kształtować na poziomie 43 mln obywateli. Gdzie zatem się podziała ta dopełniająca stan obecny pięciomilionowa rzesza? Albo wyemigrowała, albo po prostu nie pojawiła się na świecie.
Z tego podstawowego wyzwania demograficznego wynikają pewne – niejako wtórne – wyzwania, czyli:
• podniesienie poziomu konkurencyjności polskich produktów i usług;
• zabezpieczenie przyszłych potrzeb energetycznych gospodarki;
• potrzeba radykalnego zreformowania górnictwa węgla kamiennego;
• reforma usług zdrowotnych;
• reforma oświaty.
Znalezienie właściwej odpowiedzi na te wyzwania nie jest proste, gdyż istnieją trudne do ominięcia okoliczności ograniczające możliwość podejmowania decyzji. Te warunki to ogromne zadłużenie wewnętrzne i zewnętrzne kraju oraz kryzysy unijne, takie jak:
• kryzys migracyjny;
• kryzys strefy euro;
• kryzys rozpadu jedności;
• kryzys energetyczny;
• kryzys na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie.
Wszystko to sprawia, że niezwykle trudno jest podjąć odpowiedzialnie decyzje kształtujące politykę gospodarczą, w tym przemysłową naszego kraju. Czy to oznacza, że „najlepszą polityką przemysłową jest jej brak”, jak stwierdził pewien „klasyk” rządowy z lat 90.? A może lepiej po prostu płynąć biernie na fali globalnej i nie wychodzić przed szereg? Takie, jak sądzę, jest myślenie krytyków podejmujących dyskusję nad planem wicepremiera Morawieckiego. A przypomnę, że do ich grona należą także ci, którzy domagali się sprzedaży kapitałowi zagranicznemu ostatniego polskiego banku. Oni nie mogą przecież pozwolić na to, by jakiś tam plan reindustrializacji, a także renacjonalizacji przemysłu w określonym fragmencie mógł się udać.
Z wymienionymi wyżej wyzwaniami z osobna wziętymi można sobie jakoś poradzić. Można zgromadzić niezbędne środki w postaci kapitału finansowego, rzeczowego i ludzkiego, by je następnie w sposób racjonalny społecznie realizować zgodnie z interesem narodowym. Jednakże przy splocie złożonych oddziaływań i uwarunkowań może to być niełatwe do pogodzenia z polskim interesem społecznym.
Sądzę, że w obliczu tak trudnej społecznie sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, pojawienie się planu przyspieszenia rozwoju kraju, autorstwa wicepremiera Morawieckiego, w radykalny sposób zmienia sytuację polityczną. Po latach „wzrostu” bez jakiejkolwiek myśli przewodniej, wokół której można by organizować społeczeństwo, jest to fakt niezwykle istotny. Byłby to bowiem zasadniczy i pierwszy po zmianach systemowych zwrot w kierunku młodego pokolenia. Tak jak niegdyś, w latach 70., Edward Gierek poprzez industrializację dał młodym szansę, określając kierunek stosownej, jak na owe lata, zmiany życia, tak program reindustrializacji mógłby – moim zdaniem – po latach odegrać analogiczną rolę. Taką funkcję widzę w planie Morawieckiego. Podstawowym problemem jest jednak to, czy w dzisiejszych społeczno-politycznych realiach młode pokolenie Polaków jest w stanie uwierzyć w tę szansę.

Relatywizm w ocenie stanu przemysłu
Istotą planu Morawieckiego jest reindustrializacja. To swoiste odrabianie tego, co w procesie naszej transformacji systemowej robiono pod hasłem restrukturyzacji, na skutek której zniszczono, za bezcen przejęto lub sprzedano obcemu kapitałowi, np. za sztucznie wykreowane „zadłużenia”, ogromny majątek. W ten sposób w obce ręce trafiło ponad 520 dużych zakładów wytwórczych, często techniczno-technologicznie najnowocześniejszych. Odrobienie tego procesu (największa destrukcja polskiego przemysłu dokonała się w latach 1989-1992 oraz później, w latach 1998-2000) będzie niezmiernie trudne, ale jest możliwe. Można sprawić, by wzrost produkcji przemysłowej zdecydowanie wyprzedzał wzrost PKB. Jest to zresztą nie tylko problem Polski, narastający u nas od okresu transformacji, ale w ostatnich latach również problem unijny. Z państw członkowskich UE przemysł jest wyprowadzany do krajów o tańszej sile roboczej i bogatych w tanie surowce. Po kryzysie w 2008 r. również Unia – jako całość – zaczęła wyraźniej odczuwać te procesy i w 2014 r. Komisja Europejska zwróciła się do państw członkowskich, by podjęły pilne działania prowadzące do odrodzenia przemysłu. Tak, by UE do 2020 r. zwiększyła wzrost PKB z przemysłu do 20% średnio dla całej UE. Przekonano się, że dotychczasowy wzrost oparty wyłącznie na usługach jest problematyczny i jego kontynuacja nie ma sensu. Jeśli więc przyjąć, że w polskim PKB per capita (liczenie per capita będzie najuczciwsze) udział przemysłu to ok. 25% (a jest to wielkość zawyżona), i założyć, że polski PKB jest równy ok. 65% średniego PKB unijnego, otrzymamy dla Polski ok. 13% średniego unijnego per capita z przemysłu, które wynosi 19%. W Polsce udział płac w kosztach wyrobu to tylko ok. 10%, podczas gdy w starych krajach Unii jest on prawie trzykrotnie wyższy. To efekt generalnie trzykrotnie niższych stawek godzinowych u nas, zarówno w usługach, jak i w przemyśle. W tym ostatnim zaś wynika on z małej wartości dodanej wytwarzanych w Polsce, a najczęściej tylko montowanych produktów. Konkurencyjność naszego przemysłu może być np. wyrażana średnio ceną sprzedaży jednego kilograma produktu lub zyskiem z użytkowania jednej kilowatogodziny energii. Oba te wskaźniki dla wytworów przemysłu polskiego są znacznie (dwu-, trzykrotnie) niższe aniżeli w gospodarczo wiodących krajach europejskich.
W planie Morawieckiego reindustrializacja ma bazować na:
• tworzeniu i rozwoju innowacyjnych firm, przy czym zakłada się wzrost wydatków na naukę z 0,8 (to chyba liczba poważnie zawyżona) do 2% PKB. Odrobienie tego zadania nie będzie łatwe, gdyż polska nauka już została zdegradowana;
• wzroście stopy inwestycji z 18 do 25% PKB. Realizacja tego celu będzie zależeć od dysponentów kapitału, który znajduje się w obcych rękach;
• wzroście inwestycji zagranicznych;
• zrównoważonym rozwoju społecznym i terytorialnym, a nie metropolitalnym.
Aby plan Morawieckiego się udał, należy:
• zbilansować siły i środki rządu (państwa) i obywateli;
• mieć „przyzwolenie” wykonawcze naszych podstawowych partnerów, tj. państw UE, USA, a nawet Rosji, perspektywicznego wielkiego rynku;
• uniknąć obstrukcji ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego.
Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, by Polacy uznali ten plan za swój.
Jaka powinna być zatem strategia inwestowania w wytwórczość materialną? Można się zdać na reakcje inwestycyjne samego rynku, co w dzisiejszych czasach nie sprzyja powodzeniu. Rozwój Japonii, Korei Południowej i wielu innych krajów, w tym Brazylii, a przede wszystkim Chin, oparty był na stymulowanej przez państwo polityce przemysłowej. W poprzednim okresie swoistą dźwignią dla przemysłu stało się inwestowanie w infrastrukturę, ale gros środków unijnych skierowano na budowę autostrad oraz na inne nieprzemysłowe inwestycje – parki wodne, sale koncertowe, muzea itd. Nie spowodowało to generowania wielu nowych, zwłaszcza innowacyjnych produktów i usług oraz nowych miejsc pracy w przemyśle. Konkurencyjność naszego kraju w skali unijnej ani globalnej znacząco dzięki temu nie wzrosła.
Jak zatem powinny być zagospodarowywane środki przyznane Polsce w nowej perspektywie finansowej? Przypominam: Polska z funduszy strukturalnych na lata 2014-2020 otrzymuje 82,5 mld euro, a do celów rolnictwa 20,5 mld. Należy zauważyć, że wkrótce miną trzy lata tego okresu. Czy pozostałe cztery nam wystarczą, by te środki zaangażować? Boję się, że będzie tak jak u nas zwykle. Obawiam się, że część tych środków przepadnie. Mówi się już na forum unijnym o przykręceniu kurka ze środkami unijnymi krajom, które nie są solidarne w przyjmowaniu uchodźców. Trzeba więc w trybie pilnym przygotować programy inwestycyjne, które pozwolą wprowadzić nasz kraj na drogę reindustrializacji. Czy rząd potrafi to zrobić?

Nisze rynkowe
Wróćmy do szczegółów planu Morawieckiego i jego propozycji, które, trzeba to przyznać, wynikają z prawdziwych diagnoz, ale są – przykro mi to stwierdzić – niedojrzałe. Dlaczego? Bo nie są oparte na analizie rynku. Dopiero taka analiza (analiza nisz produkcyjnych oraz nisz użytkowych), bazująca również na wstępnych umowach z innymi krajami, pozwoli stwierdzić, czy np. nasze stocznie są w stanie się odrodzić. Powiedzmy bowiem uczciwie, że nasze stocznie nie upadły ze względu na jakąś nieuczciwą konkurencję w ramach Unii, lecz z powodu odcięcia się od rynku wschodniego sąsiada, tj. ZSRR, gdzie szło ok. 90% eksportu.
Mówienie o uruchomieniu produkcji samochodów elektrycznych w naszym kraju to ambitny, ale wielce kuriozalny plan, z uwagi na fakt, że firmy motoryzacyjne w Unii już takie pojazdy produkują. Mimo to borykają się z ogromnymi problemami, by z tym produktem wejść na rynek. Pokazał to salon samochodowy Genewa 2016.
Maszyny górnicze – to dobry pomysł, mamy tu doświadczenie, ale polski rynek się kurczy, a głównym odbiorcą są Chiny. Dlatego przemysł ten może się rozwijać właśnie we współpracy z Chinami, dysponującymi wielkimi środkami finansowymi, które stopniowo tracą swoją realną wartość. Chiny chcą więc je gdzieś w świecie możliwie szybko alokować. Mówi się, że właśnie one będą łożyć na inwestycyjny plan Junckera. Jest to ewidentna szansa dla Polski.
Wojskowe drony może i mogłyby się stać naszą specjalizacją. Przemysł zbrojeniowy nie został na szczęście poddany wcześniejszej polityce destrukcyjnej i jako państwowy zachował zaplecze badawcze. Tutaj więc możemy liczyć na większe prawdopodobieństwo tworzenia innowacji.
Zgódźmy się zatem z tym, że reindustrializacja powinna być silnie stymulowana przez państwo, ale ono niestety jest słabe, fatalnie zorganizowane, nieefektywne i źle zarządzane (upartyjnione). Dzieje się tak, gdyż brakuje w Polsce odpowiedzialnych elit, elit z wyobraźnią i wiedzą, z kwalifikacjami moralnymi oraz – co chyba najważniejsze – z poczuciem misji. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania Polski poza Unią Europejską, w sytuacji gdy z rozmysłem konfliktujemy się z sąsiadami, a przyjaciół szukamy tam, gdzie liczą się wyłącznie ich interesy.
Nisze rynkowe mogą występować na poziomie lokalnym i tu chyba powinna się koncentrować nasza największa nadzieja, gdyż na poziomie gmin można inicjować inwestycje, np. państwowe, samorządowo-prywatne bądź państwowo-prywatne, spółdzielcze, a także prywatne. Jeśli chodzi o zmobilizowanie kapitału prywatnego do tych działań, nie będzie to łatwe. Prywatny kapitał w tak chwiejnej sytuacji społeczno-gospodarczej i politycznej, jaka jest w Polsce, nie będzie chciał ponosić ryzyka, a może się ono kryć m.in. w braku praw do własności intelektualnej.
Istnieje jeszcze możliwość zainteresowania naszymi strategicznymi zamierzeniami działającej na terenie naszego kraju sieci przemysłów korporacyjnych. To jednak wymaga wspólnych z międzynarodowymi korporacjami planów, związanych z istniejącymi i zajętymi przez nie rynkami oraz z rynkami potencjalnymi. Konkurowanie na już zajętym rynku to ryzykowna i kosztowna impreza. Nie po to przecież ten obcy kapitał przejął nasz rynek, by go za darmo oddać konkurencji.
Jedną z nielicznych polskich korporacji przemysłowych o znaczeniu międzynarodowym (albo jedyną) jest KGHM. To nasze „srebro rodowe” powinno być lepiej wykorzystane na miejscu, w Polsce, w ten sposób, by wokół powstawały zakłady przetwórcze miedzi produkujące wyroby, w których miedź znalazłaby główne zastosowanie ze względu na swe cechy – dobre przewodnictwo cieplne i elektryczne.
Nie ulega wątpliwości, że do pozytywnych stron planu Morawieckiego zaliczyć można:
• fakt, że w ogóle społeczeństwu zaproponowano pewną myśl strategiczną;
• że myśl ta jest obliczona na skracanie dystansu cywilizacyjnego w stosunku do UE;
• że program ten może się stać programem organizacji społeczeństwa polskiego i ma powstrzymać ucieczkę ludzi z Polski;
• że ma on być oparty na innowacjach i najnowszych osiągnięciach nauki i techniki, w tym technik informatycznych, co pozwoliłoby na zbudowanie przemysłu zielonego, o wysokiej efektywności energetycznej i materiałowej.
Nie ulega wszelako wątpliwości, że realizacja tego ambitnego planu zależeć będzie od wielu różnych czynników, a nie tylko od wysokości kwot przeznaczonych na ten wzrost cywilizacyjny.

Wydanie: 13/2016

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy