Mściwe prawo

Mściwe prawo

Ustawy o takich skutkach jeszcze w III RP nie było – 59 funkcjonariuszy emerytów po decyzji o zmniejszeniu świadczeń zmarło na zawał lub udar albo popełniło samobójstwo

Prawno-politycznym wyróżnikiem pisowskiej tzw. ustawy dezubekizacyjnej z 16 grudnia 2016 r. jest złamanie przez nią obowiązującej w systemach demokratycznych zasady nienaruszania praw nabytych i niestosowania odpowiedzialności zbiorowej.

Ustawa ma również wyjątkowe aspekty społeczno-moralne, jej powstanie bowiem poprzedzała bardzo zjadliwa, nienawistna propaganda, przedstawiająca funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa jako wyzutych z sumienia oprawców i zdrajców ojczyzny. W kampanii tej aktywnie uczestniczyli członkowie rządu, posłowie PiS, usłużni historycy i publicyści, co nadało ustawie dziejowy wymiar. W rzeczywistości to sąd nad PRL, dokonywany prawie 30 lat po upadku systemu socjalistycznego i przy rozmyślnym wskazaniu wyłącznie służb bezpieczeństwa jako winowajcy. Populistycznym hasłem mającym zapewnić poparcie mas było przywrócenie sprawiedliwości społecznej.

W istocie rzeczy, ze względu na mściwość zapisów ustawowych i posługiwanie się półprawdami pod z góry założone tezy, ustawa nabrała represyjnego charakteru.

Zabranie wysługi emerytalnej za służbę w PRL sprawiło, że 59 funkcjonariuszy emerytów zmarło w następstwie nagłych zawałów i udarów lub popełniło samobójstwo. Ustawy o takich skutkach jeszcze w III RP nie było.

Manipulacje

Koronny argument, że kaci mają więcej niż ofiary, okazał się naciąganym hasłem propagandowym. Z pojedynczych przypadków emerytur sięgających ok. 18 tys. zł brutto zrobiono nagłośnioną regułę, nie podając opinii publicznej późniejszych i wymuszonych z Zakładu Emerytalno-Rentowego MSW danych, że średnia wysokość emerytur wynosiła ok. 2,5 tys. zł netto. Faktyczny wymiar rzekomej niesprawiedliwości w porównaniu z emeryturami cywilnymi jest więc zupełnie inny, niż głoszono. Należy przy tym zaznaczyć, że emerytury pobierane przez funkcjonariuszy, którzy zaczynali służbę po 1990 r., są znacząco wyższe niż te „uprzywilejowane” z lat PRL. I jeszcze bardziej przewyższają cywilne świadczenia. Nie wywołuje to jednak niepokoju rządzących o naruszanie zasady sprawiedliwości społecznej.

Gdyby nawet przyjąć, że są to emerytury słusznie nabyte, wypada przypomnieć, że działaniom służb towarzyszyły takie wpadki jak: śmierć Barbary Blidy, inwigilowanie polityków, prowokacje wobec Andrzeja Leppera, aresztowanie prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego, nieuczciwe rozgrywanie posłanki Beaty Sawickiej i biznesmena Romana Kluski, dostarczanie „haków” na przeciwników, „lojalki” czy dzikie lustracje. Przypadki te oczywiście nie równoważą represyjności służb z lat 1944-1956, ale obciążania winą funkcjonariuszy, którzy rozpoczynali służbę po roku 1960, nie da się moralnie i prawnie uzasadnić. Faktyczni sprawcy prześladowań w większości już zmarli bądź dużo wcześniej opuścili Polskę. Natomiast ówcześni wykonawcy represji byli młodymi, niewykształconymi, zindoktrynowanymi funkcjonariuszami. Żyjący mieliby dzisiaj ponad 90 lat.

Dla ludzi poważnie zajmujących się bezpieczeństwem oczywista jest złożoność powiązań służb specjalnych z aparatem polityczno-państwowym. W każdym ustroju służby specjalne są instrumentem rządzących, z natury nie są demokratyczne, a ich apolityczność jest względna. Z prawdy tej powinno wynikać pewne umiarkowanie w rozliczaniu służb, by nie popaść w zakłamanie.

Na wysuwany przez Krystynę Pawłowicz zarzut, że służba bezpieczeństwa zniewalała Polskę i Polaków, odpowiem, że w tym zniewolonym państwie dzieci robotników i chłopów zdobywały wyższe wykształcenie, służba zdrowia i szkolnictwo były bezpłatne, a w światowym dorobku kultury i nauki nie brakowało polskich twórców z PRL.

Pokolenie oficerów z lat 1960-1989 nie musiało już się odwoływać do zastraszania obywateli, by uzyskać ich pomoc w prowadzonych działaniach. Twórcy ustawy nie chcieli jednak zauważyć zmian, jakie zachodziły w relacjach służb ze społeczeństwem, i woleli w rozliczeniowym zapale wrzucić do jednego worka cały okres PRL i wszystkich funkcjonariuszy SB, w tym pozytywnie zweryfikowanych w 1990 r. Nie wartościując jednostek służby, wypada zaznaczyć, że nawet rozwiązane definitywnie w 1990 r. struktury zwalczające opozycję i Kościół były formacjami ustawowymi i działały w legalnym państwie. Ciągłość państwa też nigdy nie była podważana.

Nie da się także zaprzeczyć, że te ograbione z emerytur służby gwarantowały bezpieczeństwo państwa i obywatela, zyskały uznanie aktualnych sojuszników i stworzyły podwaliny obecnego bezpieczeństwa kraju. Wybitne osiągnięcia, które na trwałe weszły do dorobku polskich służb specjalnych, to nie tylko wyprowadzenie amerykańskich oficerów z Iraku, ale również zdobywanie bardzo cennych dla rządzących źródłowych opracowań wywiadowczych. Materiały takie zdobywano poprzez ryzykowne tajne wejścia do znajdujących się w Polsce placówek przeciwnika i stosowanie szkodliwych dla zdrowia technik niezbędnych do pokonywania zabezpieczeń. Niektórzy z wykonawców tych operacji przedwcześnie zmarli na skutek uszczerbku na zdrowiu, a większość żyjących walczy z nowotworami. Fakty te dedykuję tym, którzy twierdzą, że „esbecy” tylko korzystali z przywilejów, niczym nie ryzykując. Tym przywilejem zawsze była i będzie stała dyspozycyjność, ryzyko wpadki i odpowiedzialność, funkcjonowanie w ciągłej tajności, stresie i ograniczeniach w życiu rodzinnym.

Niepodważalnym osiągnięciem ówczesnej służby były również zatrzymania dyplomatów – oficerów wywiadu w trakcie wykonywania przez nich na terenie Polski tajnych operacji wywiadowczych. Ujawnienie i udokumentowanie takich operacji w sposób niewywołujący protestów dyplomatycznych jest bardzo trudne. Profesjonalizm ten został doceniony przez wszystkich partnerów zachodnich, a zwłaszcza CIA, która np. zaprosiła emerytowanego pułkownika do Langley, by podzielił się swoim doświadczeniem, i przyznawała naszym oficerom medale zasłużonych dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. To również CIA, jeszcze przed weryfikacją, wystąpiła z apelem do ministra Andrzeja Milczanowskiego o pozostawienie w służbie doświadczonej kadry.

Przedstawione działania służb specjalnych nie miały nic wspólnego z represjonowaniem, zostały docenione przez partnerów, ale nie zyskały uznania autorów ustawy. Funkcjonariusze zostali ograbieni z emerytur, a pozytywy ich pracy przemilczano. Zamiast tego rządowe media eksponowały informacje o „esbeckich” represjach, w tym filmowe sceny z rozpędzania opozycyjnych demonstracji. A przecież wiadomo, że pałującymi nie byli funkcjonariusze wywiadu czy kontrwywiadu ani nawet policji politycznej.

Przyjąć należy, że zamysłem takich przekazów było wywołanie wrogości społeczeństwa. Strategia ta zdaje egzamin, czego potwierdzeniem jest jedna ze scen filmu Andrzeja Dziedzica „Listy śmierci”, w której kilku uczestników pisowskiego wiecu wyborczego atakuje demonstrujących emerytów Straży Granicznej, lży ich, grozi i wyrywa z rąk transparent. Na szczęście nikt nie odniósł ran, choć wiemy przecież, do czego może prowadzić mowa nienawiści.

Wartości „etyczne” ustawy

Niestety, również wypowiedzi wielu czołowych polityków sprzyjały tworzeniu nienawistnego klimatu wobec środowiska służb bezpieczeństwa, i to wbrew równoległym zapewnieniom, że rząd troszczy się o wszystkich Polaków, a o emerytów w szczególności. Oto niektóre wypowiedzi.

Prezydent Andrzej Duda: „Nawet ręka mi nie drgnęła, gdy podpisywałem ustawę dezubekizacyjną”, „Należy eliminować z przestrzeni publicznej dzieci i wnuki esbeków, gdyż są to potomkowie zdrajców”.

Premier Mateusz Morawiecki (w Brukseli): „Esbecy mordowali polskich bohaterów”.

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz: „Krzywdzili ludzi, służyli obcemu państwu, zniewalali Polskę i Polaków. Jak nie mają za co żyć, niech sprzedają swoje dacze i złoto”.

Posłanka PiS Beata Kempa (w kościele do robotników): „Odebraliśmy emerytury waszym oprawcom”.

Poseł PiS Stanisław Pięta: „Służyli obcemu, okupacyjnemu reżimowi i realizowali sowieckie interesy. Powinni być sądzeni za zdradę. Nie powinni otrzymywać ani grosza. Niech ich Putin uposaża”.

Premier Beata Szydło: „W imię przywracania godności, honoru i sprawiedliwości społecznej oprawcy i gnębiciele Solidarności będą mieli obniżone emerytury”.

Z kolei wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński cynicznie eksponował wysokości kwot, jakie skarb państwa zyskał na obniżce emerytur.

Przytoczone wypowiedzi świadczą o przyjęciu przez PiS roli sumienia narodu i o niebywałym zaangażowaniu rządu oraz pisowskich posłów w ustawę, która z ducha i litery łamie standardy moralne i prawne. Nieetyczne jest bowiem zarówno nazywanie zdrajcami 50 tys. byłych funkcjonariuszy SB, jak i manifestowanie satysfakcji z drastycznego obniżenia emerytur. Powoływanie się na wymogi sprawiedliwości społecznej jest zwykłym populizmem, a nawet obłudą. W przytoczonych wypowiedziach i zapisach ustawowych trudno dostrzec dobro, a gdyby nawet przyjąć, że dbałość o sprawiedliwość jest szczera, to chrześcijaństwo zabrania osiągania moralnych celów niemoralnymi metodami. Deklarowanie więc przez twórców ustawy przywiązania do wartości religijnych nie idzie w parze z ich dziełem.

Zarzuty zdrady nie dość, że nie mają potwierdzenia w postaci postępowań prokuratorskich, to jeszcze rozmijają się z realiami. A są one takie, że w końcu lat 80. łącznicy służb specjalnych krajów demokracji ludowej zarzucali polskim oficerom zdradę socjalizmu, nieradzenie sobie z opozycją i rozbijanie całego systemu.

Represyjność ustawy

Bezzasadne zarzuty zdrady potwierdzają, że ustawa jest nieuczciwa, bo w sposób nieobiektywny przedstawia służbę kilkudziesięciu tysięcy byłych funkcjonariuszy, eksponując wyłącznie represyjność, podczas gdy wielu z nich, np. funkcjonariusze Biura Paszportów, Zarządu Łączności, Straży Granicznej czy Biura Ochrony Rządu nie mieli nawet możliwości represjonowania. Bardzo szeroki, partyjnie ustalony katalog jednostek zaliczonych do struktur bezpieczeństwa umożliwił wrzucenie do represyjnego worka każdej wskazanej przez PiS formacji mundurowej. Za sprzeczne z duchem sprawiedliwości należy uznać, że sądy w postępowaniach odwoławczych z lat 2010-2016 nie rozstrzygały, czy dany funkcjonariusz naruszył swoim działaniem prawa obywatelskie, lecz jedynie ustalały, czy jednostka, w której pracował, znajdowała się w katalogu formacji zaliczanych do represyjnych. Efektem takiego podejścia było automatyczne wydawanie niekorzystnych wyroków po zaledwie 15-minutowym procedowaniu. Odrzucane były również przez prokuratury wnioski emerytów o wszczynanie postępowań wyjaśniających, czy istotnie byli oni oprawcami, co praktycznie wykluczało możliwość dochodzenia swoich praw.

Ustawową represją, a nie przywracaniem sprawiedliwości, jest zabranie wraz z obniżaniem świadczeń kwot waloryzacyjnych oraz kwot uzyskanych z podwyższania emerytur o 1,3% rocznie z tytułu pracy i odprowadzania składek na ZUS. Prawo to, z którego korzystają wszyscy cywilni emeryci w Polsce, zostało zabrane emerytom organów bezpieczeństwa przez wprowadzenie limitu ograniczającego maksymalną wysokość emerytury do średniej emerytury krajowej (1770 zł netto). Przyjęte rozwiązania spowodowały zagrożenie dla podstaw bytowych emerytów, wzrastające ze względu na coraz bardziej zaawansowany wiek (70+) i pogarszający się stan zdrowia.

Represją jest również zawieszanie postępowań odwoławczych przez Wydział XIII Sądu Okręgowego w Warszawie na nieokreślony czas, ze względu na trwający już dwa lata brak odpowiedzi Trybunału Konstytucyjnego na pytanie o zgodność ustawy z konstytucją. Przy opieszałości Trybunału Konstytucyjnego, niezgodnej z zasadą bezzwłocznego rozpatrywania spraw, już ponad 1,5 tys. emerytów zmarło, nie doczekawszy rozpraw. Jest zatem oczywiste, że stworzony na potrzeby ustawy klimat politycznej niechęci do dawnego aparatu bezpieczeństwa wpływa na postępowanie wymiaru sprawiedliwości. W istocie jest to celowe pozbawienie poszkodowanych jakichkolwiek szans na zmianę położenia. Takie podejście rodzi i legalizuje ponadto obojętność na dramatyczną sytuację resortowych emerytów, co potwierdzają wypowiedzi niektórych pisowskich posłów, np. poseł Marek Suski stwierdził, że o ewentualnym związku śmierci z ustawą świadczyłyby dopiero listy zostawione przez samobójców, natomiast Krystyna Pawłowicz zaleciła drogę sądową do rozstrzygania spraw. Właściwą odpowiedź na tę obojętność stanowi wspomniany już film Andrzeja Dziedzica „Listy śmierci”, ale jest on przez rządzących ignorowany.

Ustawa dezubekizacyjna nie przyniosła żadnych pozytywnych skutków. Nie dała sprawiedliwości, wprowadziła represyjność, pogwałciła normy prawne i moralne, rozbudziła złe emocje i wrogość. Jest też przykładem amatorskiego rozumienia bezpieczeństwa państwa, a zwłaszcza sytuowania służb specjalnych w układzie władzy państwowej.

Ustawa źle oddziałuje na dalsze stanowienie prawa, gdyż jest ono obciążone polityczną gotowością do łatwego stawiania zarzutów i ulegania wpływom partyjnym.

Obecnie, w związku z wniesieniem 16 grudnia 2019 r. do laski marszałkowskiej projektu nowelizacji ustawy, jest szansa, by wyjść z tego obciążenia i przywrócić wiarę w stanowienie uczciwego prawa. Nowelizacja jest potrzebna i należy ją jak najszybciej przeprowadzić. Wymaga tego ludzka, nie partyjna, sprawiedliwość i szacunek dla prawa.

Gen. Andrzej Kapkowski jest psychologiem po UW. Od 1968 r. w kontrwywiadzie cywilnym. W 1996 r. dyrektor Zarządu Kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa. W latach 1996-1997 szef UOP

Fot. Piotr Molęcki/East News

Wydanie: 6/2020

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. Józef Kowalski
    Józef Kowalski 6 lutego, 2020, 09:04

    Dlaczego tak mało,powinno byc dziesięć tysięcy ilus tam. Mniej nierobów więcej kasy dla uczciwych.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Andrzej
    Andrzej 8 lutego, 2020, 22:41

    Służba Bepieczeństwa zajmowała się zwalczaniem opozycji oraz kontrolą i nękaniem Kościoła. Tyle wie o SB nie tylko przeciętny Polak; tyle wie o SB praktycznie każdy Polak. Dlatego, bo taki jest przekaz oficjalny i taką informację uporczywie, bez zmian przekazują prasa, radio i telewizja. Nie tylko pisma i stacje prymitywne, zaciekłe, prawicowe, nacjonalistyczne; czynią to również, świetne pod wieloma względami, stacje i pisma. Pewnie w myśl zasady: czym gorzej (gorszy, odrażający obraz), tym lepiej, tak trzeba, wszystko co peerelowskie należy przedstawiać w najgorszym świetle; mniejsza o jakieś drobne prawdy, nie można się pieścić. Na straży takiego obrazu SB, czy szerzej – służb specjalnych PRL – stoi IPN. Ale tenże IPN, chcąc nie chcąc, zaprzeczył temu, jednolicie czarnemu obrazowi publikując inwentarz prowadzonych przez siebie spraw. Oto kilka przykładów:

    Podzespół: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Warszawie 1956-1990

    Seria: Materiały operacyjne

    Podseria: Sygnatura III

    Opis zawartości
    Tytuł: Akta kontrolno-śledcze dot: Helmuth Richter, imię ojca: Willi, ur. 10-04-1925 r. – oskarżony o wręczanie korzyści majątkowych Z. Sz. – z-cy dyrektora Biura Papieru i Celulozy w Centrali Handlu Zagranicznego „Paged”w zamian za popieranie jego interesów handlowych oraz zabieganie o zdobycie informacji o polskim przemyśle i handlu papierniczym objętych tajemnicą służbową; figurant sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „Kupiec” oraz dot. Z. Sz., imię ojca: Henryk, ur. 22-06-1919 r. – oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowych od niemieckiego handlowca H. Richtera w zamian za popieranie jego interesów handlowych w kontaktach z polskimi przedsiębiorstwami oraz ujawnienie informacji o polskim przemyśle i handlu papierniczym objętych tajemnicą służbową; figurant sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „Kupiec”.
    Daty wytworzenia dokumentów
    Data początkowa: 1975
    Data końcowa: 1977
    Opis zewnętrzny
    Forma fizyczna: • Dokumentacja aktowa
    Liczba tomów: 1
    Liczba stron: 231
    Informacje identyfikujące
    Sygnatura IPN: IPN BU 003208/17 t. 1
    Sygnatura dawna (wytwórcy dokumentów): DP DS 24/75; MSW 6988/III/1
    Sygnatura dawna (poprzednich archiwów): IPN BU Z 001855/9 t. 1
    Podzespół: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Warszawie 1956-1990

    Seria: Materiały administracyjne

    Podseria: Biuro Śledcze

    Opis zawartości
    Tytuł: Akt oskarżenia w sprawie karnej dot. Z.M., imię ojca: Kazimierz, ur. 29-05-1929 r., oskarżonego, że jako dyrektor Centrali Handlu Zagranicznego „Polimex – Cekop” nie dopełnił obowiązku prawidłowego gospodarowania w zakresie przygotowania i zawarcia transakcji importowej na kompleks polichlorku winylu (PCW) dla Zakładów Azotowych „Włocławek” z firmą „Petrocarbon” i narażenie gospodarki narodowej na straty nie mniejsze niż 30 miliardów złotych, tj. o przestępstwo z art. 217 § 2 kodeksu karnego.
    Daty wytworzenia dokumentów
    Data początkowa: 1985
    Data końcowa: 1985
    Opis zewnętrzny
    Forma fizyczna: • Dokumentacja aktowa
    Liczba tomów: 1
    Informacje identyfikujące
    Sygnatura IPN: IPN BU 0651/12 t. 2

    Podzespół: Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Katowicach 1983-1990

    Seria: Materiały operacyjne

    Podseria: Sygnatura II

    Opis zawartości
    Nr rejestracyjny: • KWMO Katowice 18078/1970
    Kryptonim: Admirał/Armatura
    Tytuł: Sprawa operacyjnego sprawdzenia kryptonim „Admirał”, „Armatura” dot. M. T., imię ojca: Karol, ur. 21-08-1919 r. Kontrola operacyjna osoby zatrudnionej na kierowniczym stanowisku w Centrali Handlu Zagranicznego „Centrozap” w Katowicach, utrzymującej kontakty o niewyjaśnionym charakterze z przedstawicielami firm z krajów kapitalistycznych, m.in. z Jürgenem Bönnerem z RFN – figurantem sprawy operacyjnej kryptonim „Armatura” podejrzanym o prowadzenie działalności wywiadowczej na terenie PRL
    Daty wytworzenia dokumentów
    Data początkowa: 1964
    Data końcowa: 1972
    Opis zewnętrzny
    Forma fizyczna: • Dokumentacja aktowa
    • Fotografia pozytyw
    • Prasa
    • Fotokopia
    • Światłokopia
    Liczba tomów: 1
    Informacje identyfikujące
    Sygnatura IPN: IPN Ka 014/657

    Podzespół: Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Katowicach 1983-1990

    Seria: Materiały operacyjne

    Podseria: Sygnatura II

    Opis zawartości
    Nr rejestracyjny: • KWMO Katowice 36211/1977
    Kryptonim: Milioner
    Tytuł: Sprawa operacyjnego rozpracowania kryptonim „Milioner” dot. I. J. J., imię ojca: Paweł, ur. 01-01-1943 r. i inni. Kontrola operacyjna osób, m.in. obywatela RFN, pracowników Centrali Handlu Zagranicznego „Centrozap” w Katowicach i osoby zatrudnionej w Biurze Radcy Handlowego Ambasady PRL w Berlinie, skazanych w 1978 r. przez Sąd Wojewódzki w Katowicach na kary więzienia i grzywny za nielegalny obrót wartościami dewizowymi i dziełami sztuki w kraju i za granicą
    Daty wytworzenia dokumentów
    Data początkowa: 1974
    Data końcowa: 1984
    Opis zewnętrzny
    Forma fizyczna: • Dokumentacja aktowa
    • Fotografia pozytyw
    • Fotokopia
    Liczba tomów: 1
    Liczba kart: 327
    Informacje identyfikujące
    Sygnatura IPN: IPN Ka 036/1375

    Podzespół: Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Kielcach 1983-1990

    Seria: Materiały operacyjne

    Podseria: Sygnatura IV

    Opis zawartości
    Nr rejestracyjny: • KWMO Kielce 24361/1984
    Kryptonim: Cylinder
    Tytuł: Sprawa operacyjnego sprawdzenia kryptonim „Cylinder” dot. podłożenia świecy dymnej na torach na stacji PKP w Suchedniowie, w wyniku czego uszkodzony został zawór powietrznego układu hamulcowego w pociągu
    Daty wytworzenia dokumentów
    Data początkowa: 1984
    Data końcowa: 1985
    Opis zewnętrzny
    Forma fizyczna: • Dokumentacja aktowa
    Liczba tomów: 1
    Informacje identyfikujące
    Sygnatura IPN: IPN Ki 014/1556
    Sygnatura dawna (wytwórcy dokumentów): 2572/IV
    Sygnatura dawna (poprzednich archiwów): IPN Kr 0257/1556, IPN BU 0416/1556

    Podzespół: Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Katowicach 1983-1990

    Seria: Materiały operacyjne

    Podseria: Sygnatura II

    Opis zawartości
    Tytuł: Materiały dot. P. R., imię ojca: Antoni, ur. 05-07-1926 r., podejrzanego o przynależność do nazistowskiej organizacji SS w czasie II wojny światowej
    Daty wytworzenia dokumentów
    Data początkowa: 1947
    Data końcowa: 1990
    Opis zewnętrzny
    Forma fizyczna: • Dokumentacja aktowa
    Liczba tomów: 1
    Informacje identyfikujące
    Sygnatura IPN: IPN Ka 02/2990

    Przeglądnąłem kilkadziesiąt stron akt i stwierdzam, że takich spraw – szpiegostwo, korupcja w transakcjach zagranicznych, sabotaż, sprzedaż informacji stanowiących tajemnicę służbową lub państwową, przestępstw ściganych w każdym kraju – jest, to znaczy było, znacznie więcej niż spraw dotyczących opozycji i Kościoła. Zajmowały się nimi SB i kontrwywiad wojskowy (na pewno niektórymi z takich spraw, w jakimś zakresie, zajmowało się również MO, ale wiodącą rolę mialy SB i kontrwywiad wojskowy, czyli służby specjalne). W tych sprawach ani opozycja, ani Kościół niczym się państwu i jego obywatelom nie przysłużyły.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radoslaw
      Radoslaw 10 lutego, 2020, 11:35

      Bo opinie o SB wystawili rozmaici konspiratorzy z kompleksem Napoleona, którym sie zdawało, że byli tak niezwykle ważni, że cały aparat policyjny tylko nimi sie zajmował. Przytłaczająca wiekszość zadań SB była dokładnie taka sama, jak wszystkich tego typu służb w każdym kraju – ochrona jego potencjału obronnego, gospodarczego, ważnej infrastruktury. A że pełniła też funkcje tajnej policji politycznej… A w demokratycznych państwach to takich zadań sie nie realizuje? A FBI w czasach Hoovera to czym sie niby zajmowała? Przeciez to byla praktycznie jego prywatna policja polityczna.
      No chyba, że przyjmiemy „logike”, zgodnie z którą, ktoś kto za PRL chciał np. dokonać zamachu na pociąg i zabić w ten sposób kilkadziesiąt osób – był bohaterem walczącym z „komuną”. Albo wysadzić w powietrze turbogenerator w elektrociepłowni i pozbawić prądu kilkadziesiąt tysiecy ludzi.
      Myśle, że paranoja obecnych polityków historycznych już nie jest daleka od tego poziomu. I przecietnych Polakow niestety także.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Andrzej
        Andrzej 13 lutego, 2020, 22:21

        „No chyba, że przyjmiemy ‘logikę’, zgodnie z którą ktoś, kto za PRL chciał np. dokonać zamachu na pociąg i zabić w ten sposób kilkadziesiąt osób – był bohaterem walczącym z ‘komuną’. Albo wysadzić w powietrze turbogenerator w elektrociepłowni i pozbawić prądu kilkadziesiąt tysięcy ludzi”.
        Poseł Stanisław Pięta okradał osoby prywatne, aby sfinansować powstanie narodowe. Bracia Kowalczykowie wysadzili w powietrze aulę wyższej uczelni w Opolu; w oczach wielu byli i są bohaterami narodowymi. Kuklińskiemu za sprzedaż tajemnic wojskowych stawia się pomniki. Nawet drobni sabotażyści, malwersanci, obiboki mają swój udział w obaleniu PRL. (Może doczekamy się, wolnego od pracy, Dnia Antypeerelowskiego Sabotażysty/ Malwersanta/ Obiboka).
        W 1980-tym powtarzałem zasłyszaną informację, że SB zawozi autobusami setki schwytanych opozycjonistów na stadiony i tam ich, rozebranych do naga, polewa wodą. Była wtedy mroźna zima, temperatura spadła do minus 20 stopni, a ja i inni, że… jak wyżej. Po kilku dniach uzmysłowiłem sobie, że jestem idiotą – nie trzeba ukończyć nawet szkoły podstawowej, żeby wiedzieć, że tak traktowani ludzie umierają najdalej po kilkudziesięciu minutach. A informacji o masowo umierających na stadionach Polakach nie podawało nawet Radio Wolna Europa, Głos Ameryki itd. (Może ma teraz takie informacje IPN?) Było mi głupio, czułem się zawstydzony. Pocieszyłem się tym, że nasilenie emocji może powodować spustoszenie w głowie. Zwykle chwilowe.
        Niestety, w sprawie PRL takie spustoszenie dotknęło sporą część narodu i wydaje się być trwałe. Nic dobrego w tamtym okresie nie powstało, Polacy cierpieli niewymownie, po krótkim okresie wolności i niebywałego rozwoju kraju międy dwiema wojnami światowymi nastąpił cywilizacyjny regres. W latach 1944 do 1989 Polska została bardziej zniszczona niż podczas wojny, stwierdził jeden z urzędujących po 1989 roku premierów. To, że w tamtych latach liczba ludności zwiększyła się o 15 milionów należy, domyślam się, przypisać pomocy Najświętszej Panienki. Również to, że Polacy przeżyli, mimo że w sklepach, od końca 1970-tych, był tylko ocet. Że to hiperbola, metafora? Nie tylko; zetknąłem się i dalej się stykam z rodakami, którzy upierają się, że to prawda. Wśród nich są młodzi Polacy, zawdzięczający wiedzę o PRL rodzicom i dziadkom, którzy otwarcie lub skrycie walczyli z „komuną”. A z takimi się nie zadziera („Wiem to od ojca/dziadka, no to mi nie pier…”). Kilka miesięcy temu pod zamieszczonym w GW artykułem o stanie wojennym lub, ogólniej, o PRL (nie pamiętam) jeden z dyskutantów napisał, że to, co się działo w 1970-tych w Chile Pinocheta, to był pikuś (sic!) w porównaniu ze zbrodniami wprowadzonego przez Jaruzelskiego stanu wojennego. Cezary Gmyz, który chodził do szkół w PRL i jeszcze w PRL zaczął studiować, oglądając zgromadzone w siedzibie IPN filmy z archiwów SB, w pewnym momencie stwierdził, że „seanse filmowe w PRL były dobrem rzadkim”. Dziwny to język, ale można się domyślić, że chodziło mu o to, że niewiele filmów robiono w kraju i niewiele filmów sprowadzano z zagranicy (co jest wierutnym kłamstwem). Chociaż… może chodziło mu o to, że do kin wpuszczano w pierwszym rzędzie członków PZPR, funkcjonariuszy UB, potem SB, oficerów LWP i przodowników pracy, spośród młodzieży – członków ZMP, ZMS itp. lub że kina były zwykle zamknięte (to też nieprawda). Wieść gminna głosi, że wyżsi funkcjonariusze partyjni mieli w swoich domach złote klamki, najwyżsi złote umywalki i wanny, wakacje spędzali w superluksusowych, tajnych ośrodkach wypoczynkowych (też miały złote klamki), w których kawior podawano już na śniadanie. Zwykli ludzie, żeby dostać miejsce w którymś z domów wczasowych (oczywiście te domy były bardzo prymitywne), musieli przymilać się kadrowej swojego przedsiębiorstwa. A do sanatoriów, to już, panie, szkoda gadać. Sporo mitów narosło wokół jazzu w Polsce. Jego miłośnicy, tym bardziej muzycy jazzowi, byli gnębieni; czytając i słuchając wypowiedzi różnych, bardziej lub mniej zasłużonych, Polaków odnosiłem wrażenie, że za miłość do jazzu byli gnębieni długo, co najmniej do lat 1960-tych – tak sprytnie się na ten temat wypowiadali. Znaczyłoby to, że międzynarodowe festiwale jazzowe w Sopocie w 1956-tym i 1957-mym oraz pierwsze kilka edycji Jazz Jamboree odbyło się w tajemnicy przed władzami. Jeszcze większą determinacją i odwagą wykazali się organizatorzy krakowskich Zaduszek Jazzowych – zaczęły się w 1954-tym, być może w piwnicy jednego z kościołów. Dziesiątki „zaaresztowanych” przez cenzurę, wspaniałych filmów zamiast trafić do kin, złożone zostały na półkach – stąd ich potoczna nazwa – „półkownicy”. Przyszedł 1989-ty, wolność, od tego roku już wszystko było można. Niestety, okazało się, że „półkowników” o jakiejś szczególnej klasie filmowej nie było. Wiem, bo cierpiałem z tego powodu, tak jak reszta kinomanów; nie doczekaliśmy się uczt filmowych.
        W miarę postępów w budowie wolnej, mocnej i szczęśliwej Polski walka o nią zaostrza się – że strawestuję słowa Józefa Stalina. I nie chodzi tylko o walkę PIS i koalicjantów tej partii z opozycją; chodzi również, lub może przede wszystkim, o walkę z PRL i wszystkim, co się z nią kojarzy. Wszystkie chwyty są dozwolone, włącznie z wierutnymi klamstwami (są to kłamstwa patriotyczne, służące dobru ukochanej ojczyzny) i lekceważeniem prawa. Prawda, i nieprawda, o PRL musi rosnąć, to jest najważniejsze zadanie edukacyjne. Młody Polak, słysząc ten akronim ( i szereg innych akronimów oraz szereg wyrazów i nazwisk – lista do ustalenia), powinien sięgać do kieszeni po nóż.
        Do walki z PRL w opisany wyżej sposób przyłączają sie ludzie znani wcześniej z inteligencji i rozsądku. Oto przykład: w felietonie „Nie płacę” zamieszczonym 16 stycznia w „Polityce” Agata Passent, ubolewając nad brakami w swoim wykształceniu, napisała m.inn.: ”Cóż, w peerelowskiej szkole geografia kręciła się wokół węgla brunatnego w NRD”.
        Jeżeli w peerelowskich szkołach nie uczono geografii, to najprawdopodobniej nie uczono w nich też polskiego, biologii, fizyki, chemii, historii itd., ergo – ze szkół wychodzili durnie. Bardzo proszę p. Agatę Passent o informacje, wokół czego kręciły się te i pozostałe przedmioty w peerelowskiej szkole. I jeszcze jedno: – Może Pani wie, czy prawdą jest, że peerelowscy dygnitarze partyjni mieli w domach złote klamki, kurki, umywalki i wanny? Jeżeli tak, to bardzo proszę o bliższe informacje na ten temat. Mimo, że tyle lat minęło od upadku PRL, IPN nie przygotował jeszcze raportu w tej sprawie.
        Podczas pobytów w USA i Kanadzie w ostatnich kilkunastu latach zorientowałem się, że ‚Polish jokes’ przeszły do lamusa. (Sadzę, że zauważyła to również Agata Passent; spędziła kilka lat w USA) Powód? Od 1980-tych masowo zaczęli przybywać do tych krajów Polacy urodzeni i wykształceni w PRL, wśród nich tysiące świetnych specjalistów, inżynierów, lekarzy, naukowców, artystów, posiadających przy tym rozległą ogólną wiedzę; nie ma takiej większość Amerykanów i Kanadyjczyków A i wielu nie mających wyższego wykształcenia imigrantów z Polski peerelowskiej ma rozleglejszą ogólną wiedzę od przeciętnego Amerykanina i Kanadyjczyka. Gdzie się ci Polacy kształcili, zdobywali wiedzę? Na tajnych kompletach, w szkołach i uniwersytetach przykościelnych?

        Odpowiedz na ten komentarz
        • Radoslaw
          Radoslaw 15 lutego, 2020, 16:03

          Parę refleksji:
          Właśnie przeczytałem, że na jakimś wiecu wyborczym Duda powiedziała, że ludzie, którym obniżono emerytury służyli obcemu mocarstwu, Moskwie. Innymi słowy, funkcjonariusze SB, którzy za PRL chronili polskie przedsiębiorstwa przed penetracją przez obcy wywiad, którzy zwalczali przypadki korupcji – służyli Moskwie. Zatem zgodnie z tą „logiką” Moskwie służyli także wszyscy ci, którzy w tychże przedsiębiorstwach pracowali. Oni nie pracowali dla Polski – oni pracowali dla Moskwy i systemu komunistycznego. Ciekawe, że ani Dudzie, ani jego licznym zwolennikom jakoś nie przeszkadza, że do dziś korzystają z tych przedsiębiorstw. 
          Niedawno przeczytałem o realizowanym właśnie serialu biograficznym o Agnieszce Osieckiej. Autor tekstu zakomunikował, że Osiecka chodziła do KOMUNISTYCZNEJ szkoły! Zatem ja takżę. Uzyskałem maturę w latach 80-tych, w POLSKIEJ szkole. Szkole, która kształciła na nieporównanie wyższym poziomie, niż obecna, co potrafię potwierdzić zachowanymi (przez przypadek i na szczęście) kilkoma podręcznikami do matematyki i fizyki ze szkoły średniej. Zresztą moja własna ścieżka zawodowa jest też tego dowodem.
          Przez kilkanaście lat pracy naukowca-inżyniera na zachodnioeuropejskiej uczelni miałem pod opieką kilku magistrantów z Polski. Wszyscy zrobili potem dobre kariery zawodowe i wszyscy zgodnie twierdzili, że uzyskany za granicą dyplom zdecydowanie im w tym pomógł. Trochę później, jakieś 2 lata temu rozmawiałem z młodym Polakiem, który mnie pouczył, że za „komuny” polskie terytorium (bo oczywiście nie była to Polska) było pod sowiecką okupacją. Innymi słowy, moje świadectwo maturalne z niekoronowanym orłem jest dowodem mojej haniebnej kolaboracji z okupacyjnymi władzami. Wtedy postanowiłem, że już nigdy więcej nie nawiążę żadnej współpracy zawodowej z obecną Polską.
          A propos jazzu. Jestem dzieckiej rockowej rewolucji lat 80-tych, więc jazz mnie wtedy średnio zajmował. Ale jakoś kilka lat temu zacząłem się trochę interesować tematem, poszukałem różnych albumów na YT i uderzyło mnie, jakie zdumienie i podziw dla „komunistycznego” polskiego jazzu wrażali internauci z całego świata. W swoich peregrynacjach trafiłem na występ SBB na Jazz Jamboree ’79. Zaopatrzyłem się w DVD z tym występem. Jak powiadam, nie jestem koneserem jazzu (SBB to raczej rock progresywny), ale niech mi jakiś znawca tematu poda przykład polskiej grupy powstałej po 1989 roku, która zrobiłaby taką zagraniczna karierę jak SBB. Ja nie słyszałem.
          A ogromny dorobek ówczesnej polskiej muzyki klasycznej? To już temat na odrębną dyskusję.
          Martin Scorsese zestawił listę filmów, które uznał za arcydzieła polskiego kina. Na bodaj 21 filmów, 19 powstało w latach 1957-1989. Lliczby zacytowałem z pamięci, więc mogłem się trochę pomylić ale nie ulega wątpliwości, że przewaga PRL jest miażdżąca. 
          Polska od wieków była w Europie krajem peryferyjnym. Jak na kraj swojej wielkości, nie wniosła niczego znaczącego do europejskiego dziedzictwa kultury, nauki, techniki. Ale za PRL przynajmniej zaczęła przeszczepiać i upowszechniać najlepsze wzorce zachodniej cywilizacji. Pierwszy i ostatni raz, bo od 1989 roku importuje sie najgorszy chłam.
          Nie wiem, czy w komentarzach wolno zamieszczać odnośniki do stron www, no ale ja podam jeden:

          http://przeglad-socjalistyczny.pl/opinie/aziemski/1831-radoslaw

          To jest tekst, który napisałem kilka miesięcy temu, gdzie przedstawiłem swoją syntetyczną ocenę historii Polski na przestrzeni ostatnich 100 lat, skupiając się głownie na zagadnieniach edukacji, nauki i techniki. Polecam go nie dla zaspokojenia własnej próżności (bo też nie po to się wysilałem), ale dlatego, że wykonałem trochę pracy, żeby dotrzeć do rozmaitych źródeł. To jest kawałek historii, której Instytut wybiórczej Pamięci Narodowej stara się za wszelką cenę nie dopuścić do publicznej wiadomości. Zresztą, nie wiem kto jeszcze w Polsce potrafiłby zrozumieć moją argumentację… Ale uznałem, że warto popracować chociaż dla garstki tych, którzy zdolni są do trochę szerszej refleksji, a nie tylko bezmyślnie powtarzają „absurdalna, szara, ponura, siermiężna itd. rzeczywistość PRL”. Odnoszę wrażenie, że we wszystkich portalach informacyjnych pracują jacyś komisarze od propagandy, którzy publikację tekstu o PRL uzależniają od zamieszczenia odpowiednio dużej ilości odpowiednio szyderczych i kłamliwych epitetów. To jest najgorszy poziom stalinowski; dorastajac w latach 70/80-tych niczego takiego nie widzialem.
          W 1989 roku cieszyłem się, że skończyła się Polska Ludowa, bo uważałem i uważam, że po prostu wyczerpała swoje możliwości. Ale do głowy mi nie przyszło, że dożyję czasów, kiedy będzie się w tak ohydny sposób deprecjonować ogromny dorobek tamtego czasu. Jak się popatrzy na statystyki, to chyba największy w całej polskiej historii.

          No to tyle, kłaniam się!

          Odpowiedz na ten komentarz
          • Andrzej
            Andrzej 16 lutego, 2020, 04:08

            Znalazłem, przeczytałem, skopiowałem. Będę wysyłał znajomym. Ściskam dłoń.

          • Andrzej
            Andrzej 17 lutego, 2020, 02:31

            pombocek
            15 lutego o godz. 18:45
            Są smarki – a broń Boże, bym mówił to o obecnym prezydencie RP czy mu serdeczny palec pokazywał – które nie odróżniają służenia obcemu mocarstwu z własnego wyboru – co właśnie robi PiS – od dawania sobie jakoś rady w warunkach, których Polska sobie nie wybierała.
            Jeśli być smarkiem konsekwentnym, to wypadałoby i Kaczyńskiemu obniżyć emeryturę, i każdemu obywatelowi, który żył i pracował w PRL jako dorosły, bo tym samy służył Moskwie. W dodatku smarkate smarki, znające PRL ze słyszenia, mają 45-letni okres PRL za monolit od 1945 do 1989.

            To jeden z komentarzy pod felietonem Daniela Passenta “Prezydent ,marzeń” (ostatnia “Polityka”)

          • jea
            jea 6 kwietnia, 2020, 14:39

            …miło mi p. Radosławie za tekst, który przywraca wiarę w mądrość i sprawiedliwość oceny czasów PRL-owskich, budowaliśmy Ojczyznę z oddaniem i poświęceniem, nie oczekując hojnej zapłaty. Smutno mi, że dziś po 30-tu latach doczekaliśmy się haniebnej „wypłaty” od pokolenia, które wychowano w mrocznej, kłamliwej, nieobiektywnej relacji o poprzednim ustroju – dziękuję i pozdrawiam.

    • Andrzej
      Andrzej 11 lutego, 2020, 22:41

      W aktach są pełne imiona i nazwiska; imiona i nazwiska wymienionych w nich Polaków zmieniłem na inicjały.

      Odpowiedz na ten komentarz
  3. Probus
    Probus 10 lutego, 2020, 09:35

    Uważam, że winni przestępstw powinni być ukarani już dawno. Natomiast ocenianie wszystkich żołnierzy i funkcjonariuszy jako przestępców jest krzywdzące dla wielu porządnych ludzi. PS. Niejedną ustawę już uchwalono. Chciałbym, by uchwalono chociaż tę jedną, jedyną, a Pan Prezydent podpisał. Ustawa poprawiająca jakość rządzenia w Polsce. „Dekretynizację czas zacząć!” – http://probus.blogspot.com/2014/06/dekretynizacje-czas-zaczac_4913.html Tylko, kto ją uchwali? Zainteresowani?

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Andrzej
      Andrzej 10 lutego, 2020, 22:21

      Tak, winni przekraczania uprawnień, łamiący prawo powinni byli być ukarani. Ale tylko garstkę funkcjonariuszy służb specjalnych pociągnięto do odpowiedzialności. Zamiast się trudzić zbieraniem dowodów na łamanie prawa, przyjęto rozwiązanie, które jest pogwałceniem fundamentalnych zasad państwa prawa: cofnięto przyznane wcześniej uprawnienia i zastosowano odpowiedzialność zbiorową. To hańbi Polskę.
      „Nawet ręka mi nie zadrżała, gdy podpisywałem ustawę dezubekizacyjną”, „Należy eliminować z przestrzeni publicznej dzieci i wnuki esbeków, gdyż są to potomkowie zdrajców” – powiedział Andrzej Duda.
      „Gdy Morawiecki mówił, że rząd PiS podejmuje w sprawach sądownictwa niezbędne decyzje personalne, dziennikarze ‘Die Welt’ zauważyli, że przeciętny wiek sędziów w Polsce to 40 lat. Jak więc można oskarżać ich o związki z komunizmem? – Komunistyczni sędziowie wychowali sobie następców – skwitował Morawiecki. (Cytat z artykulu w GW)
      Przywodców takiej jakości umysłowej i moralnej ma obecnie Polska.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 11 lutego, 2020, 17:24

        „Należy eliminować z przestrzeni publicznej dzieci i wnuki esbeków, gdyż są to potomkowie zdrajców”
        Ciekawe, co Pan Prezydent przez to rozumie? Zakaz obejmowania określonych stanowisk? A może w ogóle pracy w sektorze publicznym? A może też zakaz wstepu do parków czy korzystania z transportu publicznego?
        Ciekawe w jakim systemie prawnym każe sie kogoś za winy (rzeczywiste lub urojone) jego przodków? Chyba tylko w prymitywnych społecznościach rządzących sie prawem zemsty rodowej. Polska ma takich przywódców, jakie ma społeczeństwo.

        Odpowiedz na ten komentarz
        • Andrzej
          Andrzej 11 lutego, 2020, 21:52

          Pan Prezydent nie zawęził, nie wyodrębnił jakiejś przestrzeni z ogólnej przestrzeni publicznej, więc zapewne chodzi mu o całą przestrzeń poza ośrodkami odosobnienia. A wiec dzieci i wnuki ubeków, esbeków itp. winny zostać zamknięte w specjalnych obozach, prawdopodobnie w obozach przymusowej pracy (dlaczego państwo miałoby łożyć na ich utrzymanie?). Trudno, trzeba było sobie wybrać innych rodziców i dziadków. Pan Prezydent i tak jest łaskawy – już prawnuki wyżej wskazanych będą mogły swobodnie poruszać się w przestrzeni publicznej. Co najwyżej będą bacznie obserwowane, a jeśli zajdzie potrzeba, piętnowane za niewłaściwe pochodzenie.

          Odpowiedz na ten komentarz
  4. Radoslaw
    Radoslaw 12 kwietnia, 2020, 13:18

    „W kampanii tej aktywnie uczestniczyli członkowie rządu, posłowie PiS, usłużni historycy i publicyści, co nadało ustawie dziejowy wymiar. (…) Populistycznym hasłem mającym zapewnić poparcie mas było przywrócenie sprawiedliwości społecznej.”
    No proszę – na sprawiedliwość społeczną nagle powołują się ci, którzy tak nienawidzą PRL-u, tak szydzą z ówczesnej sprawiedliwości społecznej. Z tą różnicą, że za PRL-u za tym hasłem stał awans społeczny milionów Polaków, natomiast teraz użyto go jako sloganu do szerzenia międzyludzkiej nienawiści. Oto prawdziwa twarz tzw. etosu Solidarności i wzniesionego na tym „fundamencie moralnym” państwa. Państwa, które zbudowano na grabieży kapitału materialnego i duchowego Polski Ludowej, a które dziś fałszuje historię, żeby ukryć ślady swoich niecnych, złodziejskich uczynków – bo zagrabiony majątek właśnie się wyczerpuje.
    Niedawno przeczytałem kombatanckie wspominki działacza NZS, organizatora strajków studenckich w Łodzi w 1981 roku. Dumnie przechwalał się, że dostali wówczas poparcie ówczesnych łódzkich zakładów pracy. Dziś te zakłady albo już nie istnieją, albo dostały się w obce ręce, a ich pracownicy są brutalnie wyzyskiwaną siłą roboczą, ich elementarne prawa są łamane na każdym kroku. Natomiast działacze NZS zajęli lukratywne stanowiska w polityce, edukacji itd.
    W latach 1945-1989, pod rzekomą okupacją, liczba ludności Polski wzrosła o 14 milionów. Dokładnie w 1989 roku rosnąć przestała, a prognozy ONZ przewidują, że skurczy się o 14 mln. do końca tego stulecia. Oto jaki „złoty wiek” przyniesie Polsce „wyzwolenie się spod sowieckiej okupacji”.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy