Pokrętne tłumaczenia, prosta prawda

Pokrętne tłumaczenia, prosta prawda

Przyczyn zerwania szczytu weimarskiego należy szukać nie tylko w polityce, lecz także w psychologii

Warto wierzyć oczom. Widzieć zdarzenia takimi, jakimi są. Nie komplikować interpretacji. Zerwanie przez polskiego prezydenta jubileuszowego spotkania Trójkąta
Weimarskiego, w jego 15-lecie, ma już bogatą literaturę. Portale internetowe pełne są informacji, cytatów i komentarzy. Rzadko się zdarza tak wybitna jednoznaczność. Niestety, dla prezydenta miażdżąco negatywna.
Ministrowie spraw zagranicznych III RP uczynili, co do nich należało. Ostrzeżenie jest wiarygodne. Nie tylko autorytetem wypowiadających się.

Różne mieliśmy rządy

w minionych 17 latach, ale ten resort obsadzany był, aż do wiosny tego roku, najwybitniejszymi politykami swoich formacji. Andrzej Olechowski, Dariusz Rosati, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski, Włodzimierz Cimoszewicz, Adam Rotfeld i Stefan Meller. Jaki tu komentarz potrzebny? Nawet jeśli kogoś się nie lubi, ma się zastrzeżenia, odmienne wartości i punkty widzenia – zestawienie tych nazwisk powinno dać do myślenia prezydentowi.
Nie o awanturę tu chodzi, ale o zrozumienie, że kwestia europejska dla Polski ma znaczenie zasadnicze. Wymaga spójnego i konsekwentnego współistnienia wielu czynników polityki Polski. Nie znosi chaosu, przypadkowości, pochopności, bylejakości.
Tłumaczenie odwołania wyjazdu na szczyt nie może być uznane za wiarygodne. (Jest też śmiertelnie niebezpieczne dla wizerunku prezydenta. Nie wiem, czy jego doradcy znają przydomek, jakim ze względu na nie właśnie obdarzyli go internauci. Wulgarny, obrzydliwy, ale i niszcząco ośmieszający. Przypominać można w tym miejscu, co się stało z wizerunkiem ministra sprawiedliwości rządu pani Suchockiej. Ubikacyjne skojarzenia są ostatnimi, które potrzebne są politykowi).
Polska ma niedobrą prasę w ostatnich kilku miesiącach.
Europejski sceptycyzm demonstrowany przez braci Kaczyńskich, szczególnie Jarosława w kampanii wyborczej i wcześniejszej aktywności parlamentarnej, dopuszczenie do rządu polityków skrajnych, zwłaszcza organizacji osobowo bliskiej neofaszystom, ksenofobom, antysemitom, jawnie sprzeciwiającej się obecności Polski w strukturach UE, wypowiadającej się antagonistycznie wobec europejskiej przestrzeni wartości – zdziwiło Europę i podważyło dotychczasowe, raczej korzystne oceny.
Europa szuka nowych rozwiązań w zakresie swej instytucjonalizacji. Wiele w tym czasie zależy od jej demograficznych i politycznych liderów. Przede wszystkim od Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Stanowisko Polski nie jest bez znaczenia. Jeśli nawet nie bezpośrednio, choć nie ma podstaw do jego lekceważenia, to na pewno w dialogu z Niemcami i Francją, właśnie w ramach Trójkąta Weimarskiego,

budowałoby naszą pozycję,

czyniło Polskę państwem Europie potrzebnym.
W koalicji PiS-Samoobrona-LPR są rzeczywiste trudności z określeniem naszej pozycji europejskiej. Samoobrona nie ma ekspertów (wystarczy przyrównać wagę i powagę nazwiska Czarnecki do wymienionych nazwisk ministrów spraw zagranicznych III RP). Liga Polskich Rodzin jako partia totalnie kwestionująca naszą obecność w strukturach zjednoczonej Europy w ogóle nie ma tu przestrzeni dla pozytywnego udziału. PiS poplątane jest w swojej niechęci i ignorancji jednocześnie.
Ale mimo tych trudności, właśnie ze względu na złą prasę, należy ten dialog utrzymać!
Kompromitująco wyglądają pokrętne tłumaczenia. Są infantylne. Nie poprawia sytuacji pośpiesznie wydane oświadczenie, że Polska przedstawi nową poważną inicjatywę. Jaką?
Tak nie można, na Boga! Dla wytłumaczenia zerwania szczytu, zamazania fatalnego wrażenia rzucać ot tak sobie: „przedstawimy nową ważną inicjatywę”? To dla tej inicjatywy prezydent nie pojechał? Jaka tu perspektywa? Sami zaplątali się we własną niewiarygodność.
Ważne inicjatywy przedstawia się, po prostu. Ale nie w okolicznościach głębokiego impasu spowodowanego jakąś bzdurą, niedyspozycją przewodu pokarmowego, kompleksem. Najlepiej zresztą, kiedy pozycja tak słaba, najpierw ją „opukać”, przegadać w nieformalnych gronach, nie narażając się na jakąś totalną porażkę. Tym bardziej że w krótkiej historii rządów braci Kaczyńskich mamy już na koncie spektakularne wpadki polskiej polityki zagranicznej.
Można rozumieć trudności prezydenta. Można znaleźć tłumaczenie jego niechęci do międzynarodowych kontaktów. Bez znajomości języka, bez kindersztuby, bez jakiegokolwiek elementu osobistego czaru trudno prowadzić politykę międzynarodową. Uciekając jednak, wypada się z gry.
Satyra „tageszeitung” w istocie kompromituje ten dziennik i jego stałych czytelników.

Na szczęście dla Niemiec

nie są ci czytelnicy specjalnie liczni. Uwagi o matce prezydenta są po prostu obrzydliwością, na jaką nawet polski tygodnik „NIE” by się chyba nie poważył. Mam, przynajmniej, nadzieję. Przecież jednak nie ten tekst (reakcja polskich oficjeli była równie niemądra, co obrzydliwy był ów tekst) jest przyczyną zerwania szczytu.
Mam wrażenie, wiedzę czerpiąc z oglądu scen z udziałem prezydenta, że przyczyn należy szukać nie tylko w polityce, ale i w psychologii.
Prezydent oglądany okiem telewidza przeżywa tak głęboką traumę w spotkaniach z ludźmi wybitnymi, że nie może tego wprost znieść. Z każdym kolejnym spotkaniem jest gorzej. Do jego świadomości dociera rzeczywistość.
Nieumiejętność zamienienia małego słowa ze spotykanymi rozmówcami, nie w swoim ojczystym języku, staje się murem odgradzającym go od świata. Brak możliwości markowanej choćby prywatności, tego: „dzień dobry”, „jak się masz”, „co dobrego słychać”, „dobrze było cię widzieć”, „trzymaj się ciepło” – czynią te spotkania trudnymi do przeżycia. Cechy osobowości, a nie polityka, obraza czy też jelitowa niedyspozycja, wyglądają mi na rzeczywistą przyczynę prezydenckiej ucieczki.
Dzieje się niedobrze. Aby to stwierdzić, nie trzeba być politycznym przeciwnikiem. Niestety.

Wydanie: 28/2006

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy