Fałszywa symetria

Fałszywa symetria

Prawda nie zawsze leży pośrodku. Czasem jest po jakiejś stronie

Media przedstawiają rzeczywistość jako walkę między dwiema ścierającymi się ze sobą skrajnymi siłami, pomiędzy którymi istnieje niemal idealna symetria. I choć nie można zaprzeczyć, że pogłębia się polaryzacja sceny politycznej i życia społecznego, to rzeczywistość jest o wiele bogatsza i zróżnicowana, między kolorem czarnym i białym występuje wiele odcieni szarości. Rzadko też między stanowiskami uznanymi za skrajne da się uzasadnić twierdzenie o pełnej symetrii. Tymczasem dziennikarze tworzą uproszczoną, pełną sensacji, zrozumiałą i dającą się prosto opisać wizję świata. Jest to niewątpliwie skutek postępującej tabloidyzacji mediów, czasem – potrzeby ułatwiania sobie pracy, coraz wyraźniejszej ideologizacji, a nierzadko po prostu nierzetelności dziennikarskiej.
Choć znalazłoby się wiele przykładów opisywania świata w ten sposób, podam dwa ze sfery praw kobiet, zwłaszcza praw reprodukcyjnych. Znakomitą ilustracją jest

głośna sprawa Agaty

– 14-latki z Lublina, która z wielkim trudem uzyskała dostęp do legalnego przerwania ciąży powstałej w wyniku czynu zabronionego. Wiele można by napisać na temat roli mediów w tej sprawie, prezentowania tej historii, jej bohaterek i bohaterów, a także roli, jaką odegrały w tej sprawie inne podmioty.
Większość mediów przedstawiała zaangażowanie osób trzecich i organizacji jako batalię między dwiema odbijającymi się jak w lustrze skrajnościami, które posługiwały się tymi samymi formami nacisku tylko dla osiągnięcia przeciwnych celów. Tymczasem taka prezentacja stron jest nierzetelna i nie odpowiada prawdzie. W sprawę, jak wiadomo, włączył się, co niezwykle ważne – bez zgody samych zainteresowanych, ksiądz oraz środowiska przeciwne aborcji, które wywierały ogromną presję na Agatę. Z kolei rodzina Agaty była wspierana przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, co istotne – na prośbę samych zainteresowanych. Matka i córka czuły się osaczone przez przeciwników prawa kobiet do aborcji. Aktywiści ruchów antyaborcyjnych z naruszeniem prawa wkroczyli w prywatność i autonomię Agaty, nachodzili dziewczynkę w szpitalach, nękali ją SMS-ami, zorganizowali akcję wysyłania tysięcy listów do szpitala na Inflanckiej w Warszawie, która skutecznie przestraszyła władze szpitala, w wyniku czego ostatecznie odesłano Agatę z kwitkiem. Wreszcie złożyli do sądu skargę, w rezultacie której matka została czasowo pozbawiona władzy rodzicielskiej, a dziewczynka zamknięta w pogotowiu opiekuńczym. To tylko niektóre z czynów tzw. obrońców życia.
Tymczasem federacja, działając wyłącznie z upoważnienia matki, podejmowała liczne interwencje w instytucjach zdrowia publicznego, Ministerstwie Zdrowia, co trudno uznać za działalność kontrowersyjną, zorganizowała pomoc prawną, udzielała matce niezbędnych informacji, które pomogły im przetrwać tę dramatyczną sytuację.
Tymczasem dla mediów zaangażowanie obu stron było podobne – obie strony miały jakoby ciągnąć Agatę, każda do siebie. I o ile trudno zaprzeczyć, że ksiądz i jego otoczenie chcieli za wszelką cenę wpłynąć na decyzję rodziny, o tyle kategorycznie zaprzeczam, by była jakakolwiek symetria po naszej stronie. Celem federacji była pomoc dziewczynce i matce niezależnie od tego, jaka byłaby ich ostateczna decyzja co do losów ciąży. Nikt z federacji nie próbował ingerować w decyzję matki ani tym bardziej dziewczynki, której notabene

nigdy nie poznałyśmy

(Nigdy też nikt z nas nie był w szpitalu, choć taką informację powtarzano w mediach, że ponoć jedna i druga strona bywały w szpitalu).
Wbrew temu, co niektórzy twierdzą, naszym celem nie jest zwiększenie liczby aborcji wbrew woli kobiet. Wręcz przeciwnie. Nam zależy na tym, by było jak najmniej aborcji i dlatego stawiamy na zapobieganie niechcianym ciążom poprzez edukację seksualną i antykoncepcję, by było wyłącznie tyle aborcji, ile jest konieczne, ani jednej więcej. Zatem wszelkie komentarze prezentujące nas jako ugrupowanie skrajne, działające w podobny sposób jak środowiska antyaborcyjne, które próbują zmusić kobiety do kontynuacji ciąży w każdym przypadku, są nieprawdziwe, a co więcej, niesprawiedliwe i krzywdzące. My szanujemy autonomię kobiet, wywieranie na nie presji jest sprzeczne z naszym kodeksem etycznym.
Innym przykładem fałszywej symetrii, przynajmniej w odniesieniu do kwestii światopoglądowych, jest artykuł z „Przekroju” pt. „Nauka się prostytuuje” (31 lipca 2008 r.). W tekście prof. Wiesław Sztumski opisuje rzeczywisty problem nieuczciwych naukowców, którzy na zlecenie lub ze względów ideologicznych prowadzą i publikują nierzetelne badania. Skądinąd słuszną tezę profesora autor artykułu, Wojciech Mikołuszko, ilustruje częściowo tylko trafnym przykładem. Przytacza przeciwstawne sobie wyniki badań opublikowane przez jakoby równie nieuczciwe grupy naukowców o przeciwnych światopoglądach. Badania dotyczą rzeczywiście kontrowersyjnej kwestii, czyli tzw. syndromu poaborcyjnego. Po stronie zwolenników istnienia tego zjawiska prezentowane są wyniki badań, które nie spełniają standardów metodologicznych i których raczej nie opublikuje się w uznanych światowych publikacjach naukowych. Aby wykazać symetryczną nieuczciwość, publikowany jest cytat z mojego artykułu na temat syndromu poaborcyjnego („Przegląd” 43/2006), który właśnie dotyczy nierzetelności niektórych badań naukowych (sic!). W artykule tym przytaczam przykłady badań cechujących się poważnymi niedociągnięciami metodologicznymi, prowadzonych przez środowiska antyaborcyjne, dzięki którym próbują dowodzić tezy o powszechności zjawiska syndromu. Jednocześnie zestawiam je z wynikami badań uznanych w świecie i niekwestionowanych towarzystw naukowych, takich jak Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne oraz Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, publikacje w piśmie „Science” oraz „American Journal of Psychiatry”, które wykazują, że taka jednostka chorobowa nie istnieje. Zarzut, że obie strony są równie nieuczciwe,

jest nieprawdziwy i krzywdzący

dla rzetelnych naukowców. Jest za to chwytliwy i nie wymaga wnikania w meritum sprawy, tj. na przykład porównywania wiarygodności tych badań pod kątem metodologicznym. Co więcej, jest nielogiczny. Fakt, że badania prowadzą do odmiennych wniosków, nie musi świadczyć o tym, że obie strony są w błędzie, może w równym stopniu oznaczać, że tylko jedna strona jest w błędzie. Jednak chęć samodzielnej oceny, po której stronie jest racja, wymaga większej pracy intelektualnej niż stwierdzenie, że strony się mylą i nadal nic nie wiadomo.
Spłaszczanie rzeczywistości, przedstawianie jej w czarno-białych barwach jest niewątpliwie nieuniknionym trendem czasów współczesnych. Jednak za tego rodzaju dualizmem kryje się również niechęć do jakiejkolwiek merytorycznej analizy danego problemu. Zamiast przyjrzeć się argumentom różnych stron, by wyrobić sobie własną opinię, kto ma rację, łatwiej uznać, że prawda leży gdzieś pośrodku i że nie ma potrzeby wnikać w szczegóły. Tymczasem prawda nie zawsze leży pośrodku. Czasem jest po jakiejś stronie. Takie podejście jest bardzo niebezpieczne, a wręcz demoralizujące, zniechęca bowiem do myślenia i wyrabiania sobie własnych sądów.
Co więcej, u jego źródeł leży również arogancja ludzi mediów, którzy ustawiają siebie, niezasłużenie, w roli arbitrów – jedynych sprawiedliwych, którzy rozstrzygają między skrajnościami o tym, co sprawiedliwe, słuszne i prawdziwe. A do tego nie mają ani wystarczającej kompetencji, ani mandatu społecznego.

Autorka jest działaczką ruchów kobiecych i praw człowieka, współzałożycielką i przewodniczącą Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

 

Wydanie: 34/2008

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy