Rodzić będzie biedota

Rodzić będzie biedota

Po kilku latach od zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej będziemy społeczeństwem chorych i ułomnych

Nie mogę wyjść z domu. Nie mogę nawet wstać z łóżka. A chciałabym iść na wiec przeciwko złożonemu w Sejmie projektowi nowej ustawy antyaborcyjnej.
Jestem przeciwna tej ustawie nie tylko z powodów światopoglądowych, bo przecież – moim i nie tylko moim zdaniem – tzw. życie poczęte nie jest człowiekiem. A jeśli mamy chronić życie w ogóle, nie widzę specjalnej różnicy między życiem poczętym człowieka a życiem innych gatunków. Skoro mamy chronić to, co Bóg dał, powinniśmy chronić rośliny, owady, gryzonie. Nie robimy tego, bo te gatunki chronią się same, same eliminują spośród siebie osobniki słabsze, żeby uratować gatunek przed wymarciem lub degeneracją.
A jednak pomagamy im w tym procesie. Selekcjonujemy ziarno, trujemy powiększającą się populację gryzoni, a robimy to wszystko z przyczyn ekonomicznych, nie zważając na to, że swoimi działaniami sprzeciwiamy się woli bożej. Proponowana ustawa nakłada na kobiety obowiązek rodzenia każdej istoty poczętej w ich łonie, niezależnie od tego, jaki owoc wydadzą. Może to być błogosławieństwo boże – zespół Downa, może to być tułów bez rąk i nóg albo istota żyjąca, ale chyba nie dziecko nawet, bez mózgu i innych organów koniecznych do normalnego życia. No cóż, niech żyje na chwałę bożą.
Czy nie byłoby lepiej, gdyby chwałę bożą głosiły zdrowe dzieci, które przyszły na świat jako owoc miłości rodziców, dzieci chciane i oczekiwane? To one byłyby prawdziwym błogosławieństwem bożym, a nie dzieci niechciane, których przyjście na świat zostało wymuszone prawem.
Jestem osobą niewierzącą, ale staram się nie obrażać tych, którzy wiarę katolicką czy jakąkolwiek inną traktują jako swój niepodważalny kanon życiowy. Pominę jednak rozważania światopoglądowe. Po kilku latach od wprowadzenia takiej ustawy czeka nas dramat. Będziemy społeczeństwem chorym, ułomnym, w którym coraz mniejsza liczba ludzi zdolnych do pracy będzie musiała utrzymywać coraz liczniejszą rzeszę osobników chorych, wymagających nieustannej opieki, ciężkiej pracy pomagającej im istnieć. Środki przeznaczane na lecznictwo i opiekę zdrowotną w ogromnej mierze zostaną skonsumowane przez ośrodki opieki nad niepełnosprawnymi, których liczba wciąż będzie rosła. Duży zastęp kobiet opuści rynek pracy, bo rodzące się w ramach tej ustawy dzieci, które nie znajdą się w ośrodkach opieki, będą wymagały opieki matek w domach, do których zawita nędza.
Proponowana ustawa znowu pogłębi podział na biednych i bogatych. Jest tajemnicą poliszynela, że bogate kobiety, które nie chcą mieć dzieci, korzystają z podziemia aborcyjnego w kraju lub poddają się legalnym zabiegom za granicą. Rodzić wszystkie – zdrowe i ułomne – dzieci będzie biedota.
Ustawa powinna zostać nie zaostrzona, ale zliberalizowana.
Ta ogromna część naszego społeczeństwa, która czuje się związana z Kościołem katolickim, rzeczywiście powinna przestrzegać kościelnych nakazów w tej mierze, ale i Kościół powinien brać na siebie odpowiedzialność za pomoc, także materialną, w wychowaniu dzieci, które przyjdą na świat wbrew wskazaniom medycznym.
Mimo wielkich imprez propagandowych, rozbudowanych mediów, natrętnej propagandy Kościół nie jest w stanie wyegzekwować od swoich członków przestrzegania norm, które im dyktuje, powołując się na wolę Boga.
A przecież, zamiast forsować ustawę narzucającą bardzo kontrowersyjne normy prawne, wystarczyłoby zaapelować do wiernych, jeśli Kościół istotnie ich ma. Bo, moim zdaniem, powiedzenie „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą” odnosi się do ogromnej rzeszy ludzi przychodzących jeszcze do kościoła.
Wprowadzenie zaostrzonej ustawy antyaborcyjnej powiększy liczbę tych, którzy od Kościoła odejdą. Pomijając wszystkie inne argumenty, Kościół strzela sobie w kolano, a całemu społeczeństwu grozi wzrost liczby chorych i niepełnosprawnych.
Prawdopodobnie nieco przesadzę, ale w jakimś stopniu ta ustawa przypomina mi zaproszenie przez panią Merkel wszystkich uchodźców do Niemiec. No i jak to teraz wygląda?
Oby po latach nie pojawił się u nas podobny problem. Są, ale jak im zapewnić godne życie, w dzieciństwie i na starość?

Autorka jest emerytowaną nauczycielką, działaczką kulturalną, była senatorem III i V kadencji


Jak obronić kobiety przed żądaniami prawicy i Episkopatu?

Krystyna Kacpura, dyrektorka Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Nie można się zgadzać na propozycje wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Trzeba głośno protestować, mówić jednym głosem i wskazywać, że projekt zmiany ustawy jest bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia i życia kobiet. Dlatego dobrze oceniam dotychczasowe protesty, które odbyły się na ulicach polskich miast. Rządzący muszą wiedzieć, że społeczeństwu takie pomysły nie odpowiadają. Ustawy powinny przecież służyć całemu społeczeństwu, a nie wąskiej grupie lub konkretnej ideologii. Nie można być biernym. Nie można przyzwalać na torturowanie kobiet.

Anna Dryjańska, Kongres Kobiet, publicystka naTemat.pl

Podstawą jest solidarność – zarówno kobiet, jak i mężczyzn oraz kobiet. Wszyscy musimy głośno mówić o tym, że nieludzka ustawa popierana przez PiS i biskupów będzie zabijać i okaleczać kobiety bez względu na ich status materialny, tak jak w Irlandii, Salwadorze i Nikaragui. Musimy razem krzyczeć o tym, że kobiety są ludźmi, a zarodki, zaśniady, puste jaja płodowe – nie. Po 23 latach czas na subtelności się skończył. Jestem przekonana, że musimy zrobić to, co konieczne – pokazać i opowiedzieć prawdę o zabójczym dla kobiet zakazie aborcji. Ważne są codzienne akty oporu – w mediach społecznościowych, na ulicach, przed pałacami biskupów. Musimy żądać tego, co nam, społeczeństwu, się należy: rzetelnej edukacji seksualnej, dostępnej antykoncepcji i aborcji do 15. tygodnia bez podania powodu.

Joanna Piotrowska, założycielka i prezeska fundacji Feminoteka

Przede wszystkim musimy stanowczo protestować i bronić swoich praw. Nie można dopuścić do tego, żeby Episkopat miał wpływ na funkcjonowanie państwa. Dlatego konieczne jest wyraźne oddzielenie Kościoła od państwa, ponieważ ta pierwsza instytucja stara się ingerować w nasze prywatne sprawy. Uważam, że uliczne protesty, które odbyły się ostatnio, to dobra metoda obrony kobiet. Cieszę się, że coraz więcej osób w nich uczestniczy. Po prostu coraz więcej kobiet jest wkurzonych na to, co się dzieje. Oczywiście to dobrze, że coraz więcej mężczyzn wspiera kobiety w tej walce, ale dla mnie najważniejsze jest, żeby kobiety głośno zabierały głos w swoich sprawach i nie bały się.

 

Not. Wiktor Raczkowski

Wydanie: 15/2016 2016

Kategorie: Opinie
Tagi: Maria Berny

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy