Łapówki od Siemensa

Łapówki od Siemensa

Były dyrektor koncernu skazany na wypłacenie wielomilionowego odszkodowania

Największa afera korupcyjna powojennych Niemiec wciąż daje zajęcie Temidzie. Sąd w Monachium orzekł, że były dyrektor do spraw finansowych Siemensa, 60-letni Heinz-Joachim Neubürger, musi zapłacić dawnemu pracodawcy 15 mln euro odszkodowania. Według sądu, Neubürger nie dopełnił obowiązków i nie zapobiegł ani nie zwalczał korupcji, którą przedstawiciele Siemensa uprawiali w różnych krajach. Podczas dochodzenia menedżer przyznał, że w 2003 r. dostał informację o łapówkach wręczanych przez pracowników koncernu politykom nigeryjskim.
To rekordowa rekompensata zasądzona w skandalu Siemensa, który wybuchł siedem lat temu. Jak napisał dziennik „Augsburger Allgemeine Zeitung”, nawet dla dyrektora, który zarabiał 2,7 mln euro rocznie, taki wyrok to dotkliwy cios. Przed dwoma laty zakończono postępowanie karne przeciw Neubürgerowi. Prokuratura w Monachium nie wniosła oskarżenia, w zamian były dyrektor finansowy wpłacił 400 tys. euro na rzecz organizacji charytatywnej.
Heinz-Joachim Neubürger w 2006 r. odszedł z Siemensa, w którym przepracował osiem lat na kierowniczych stanowiskach, jak podkreśla, z przyczyn osobistych. Obecnie mieszka w Londynie i zasiada w radzie nadzorczej Niemieckiej Giełdy oraz w radach innych firm.
Zamieszani w skandal byli dyrektorzy Siemensa zawarli ugody i przekazali dawnemu pracodawcy znacznie niższe rekompensaty, łącznie 19,5 mln euro. Heinrich von Pierer, znany jako Mister Siemens, który w latach 1992-2005 był prezesem koncernu, a w latach 2005-
-2007 r. przewodniczącym rady nadzorczej, zapłacił 5 mln. Klaus Kleinfeld, prezes w latach 2005-2007 – 2 mln. Neubürger nie chciał się układać z byłym pracodawcą. „Jeśli uważacie, że złamałem prawo, niech rozstrzygnie o tym sąd”, stwierdził. Sąd nie okazał litości. Dyrektor zapewne odwoła się od wyroku. Afera korupcyjna Siemensa nie doczekała się jeszcze finału.

Wielka rewizja

Założony w 1847 r. koncern branży energetycznej, elektrotechnicznej i telekomunikacyjnej jest jednym z najważniejszych przedsiębiorstw Niemiec. W 200 krajach zatrudnia prawie 370 tys. pracowników, w tym 29,5 tys. w ośrodkach badawczo-rozwojowych. Działa niemal we wszystkich zakątkach świata. Każdego roku specjaliści Siemensa opracowują 8,9 tys. wynalazków. Przedsiębiorstwo osiąga obroty w wysokości 78 mld euro rocznie. Prezes von Pierer był czołowym doradcą gospodarczym kanclerz Angeli Merkel, niektórzy uważali, że będzie znakomitym prezydentem.
Czarnym dniem firmy był 15 listopada 2006 r., kiedy 200 policjantów, inspektorów podatkowych i prokuratorów przeprowadziło rewizje w ponad 30 siedzibach koncernu oraz w mieszkaniach menedżerów. Skonfiskowano wiele dokumentów, a kilku dyrektorów, w tym członek zarządu Thomas Ganswindt, trafiło do aresztu śledczego. Intensywne dochodzenie wykazało, że Siemens zorganizował system czarnych kas i międzynarodowej korupcji na skalę światową. W zamian za kontrakty przedstawiciele firmy wręczali „prowizje” i „gratyfikacje” (czytaj: wysokie łapówki) politykom i magnatom gospodarczym w wielu krajach, takich jak Rosja i obszar poradziecki, Grecja, Włochy, Indonezja, Wietnam, Tajlandia, kraje arabskie, Iran, liczne państwa afrykańskie. Szefowie Siemensa argumentowali, nie bez pewnej słuszności, że w tych krajach nie można inaczej prowadzić działalności gospodarczej. Tylko dzięki łapówkom można dotrzymać kroku konkurencji, która nie ma żadnych skrupułów. Chińczycy np. zafundowali całemu zarządowi pewnej zagranicznej firmy noworoczną biesiadę w Hongkongu.

Gratyfikacje i łapówki

Do 1999 r. praktyki gratyfikacyjne były zgodne z niemieckim prawem. Ale Siemens nie zmienił polityki, gdy stały się nielegalne. Przedstawiciel firmy w Moskwie ostrzegał, że bez bakszyszów obroty koncernu w Rosji spadną o 40%. Oficjalnie dyrektorzy polecili przedstawicielom w innych krajach postępowanie zgodne z prawem. Śledztwo wykazało jednak, że patrzyli przez palce na finansowe machinacje. Gdy wybuchł skandal, zapewniali, że o niczym nie wiedzieli, przyjęli tylko „odpowiedzialność polityczną” i nie okazali skruchy. Poważnie obciążył ich były dyrektor Siemensa Reinhard Siekaczek, uważany za głównego organizatora systemu czarnych kas. Przed sądem w Monachium zeznał, że już na początku 2004 r. poinformował członka zarządu Thomasa Ganswindta o korupcyjnych praktykach: „Rozmawiałem z nim o wypłatach łapówek, np. 10 mln euro do Nigerii, 10 mln dla WNP, 15 mln dla Grecji i innych krajów. Powiedziałem, że nie mogę już zdobywać pieniędzy i że łamiemy wszelkie prawa i ustawy. Nie mogło być mowy o nieporozumieniu”.
Siekaczek stworzył niezwykle sprawną sieć nielegalnych transferów finansowych z wykorzystaniem rajów podatkowych, fikcyjnych firm i sfabrykowanych kontraktów, mimo to w pewnym momencie zabrakło mu gotówki. W 2008 r. został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu i 108 tys. euro grzywny.
Z informacji prasowych wynika, że wysłannicy Siemensa przywozili do Grecji walizki pełne pieniędzy. Były grecki minister transportu i komunikacji Tassos Mandelis przyznał przed komisją śledczą parlamentu w Atenach, że w 1998 r. otrzymał od Siemensa łapówkę w wysokości 450 tys. marek (ponad 200 tys. euro), wpłaconych na konto w banku szwajcarskim. W Nigerii korupcję krzewił i wspierał dyktator Sani Abacha, który konsekwentnie zagarniał połowę każdej „prowizji” wypłaconej przez zachodnie przedsiębiorstwo.

Pieniądze
dla terrorystów?

W 2004 r. łapówkę od Siemensa w wysokości 1,7 mln dol. zainkasował minister komunikacji Bangladeszu Aminul Haque w zamian za kontrakt telefonii komórkowej opiewający na 40,9 mln dol. Władze Bangladeszu powołały komisję śledczą, która sprawdzała, czy minister nie przeznaczył części pieniędzy od Siemensa na finansowanie organizacji terrorystów islamskich Dżamaat ul-Mudżahidin Bangladesz. Aminul Haque został skazany na 31 lat więzienia za wspieranie terrorystów i 10 lat za przestępstwa finansowe.
W Rosji kontrakt z przedsiębiorstwem telefonicznym podpisano na następujących zasadach: 50% „prowizji” dla dyrektora generalnego, 40% dla dyrektora technicznego i koniecznie 10% dla głównego księgowego, aby nie „zapomniał” zapłacić przelewem za dostarczoną przez Siemensa technologię.
Według magazynu „Der Spiegel”, przedsiębiorstwo utrzymywało ścisłe kontakty z niemieckim wywiadem BND. Podobno były szef BND August Hanning powiedział jednemu z dyrektorów Siemensa, że firma powinna utrzymać swój udział w rynku krajów nad Zatoką Perską, i zaproponował wymianę personelu między koncernem a wywiadem. Nie doszło do niej tylko dlatego, że żaden z pracowników przedsiębiorstwa nie wykazał chęci przejścia do służb specjalnych. „Der Spiegel” sugeruje, że wywiad był zainteresowany przede wszystkim działalnością szpiegowską. Siemens produkuje przecież urządzenia podsłuchowe, jego ludzie zaś działają w krajach skrajnie nieufnych wobec Zachodu, np. w Iranie.
Mafijny system czarnych kas działał z coraz większym rozmachem. Dochodziło do tego, że do centrali Siemensa w Monachium zgłaszali się urlopujący w Niemczech Libijczycy i Nigeryjczycy, domagając się „kieszonkowego” na drobne wydatki. Dyskretnie wręczano im po kilka tysięcy euro, aby uniknąć skandalu. Inni zaangażowani w korupcję cudzoziemcy żądali bezpłatnych badań lekarskich czy nawet obrusów i zastaw stołowych.
Prowadzone na skalę globalną machinacje nie mogły pozostać tajemnicą. Już w 2004 r. prokuratura Liechten­steinu wszczęła śledztwo przeciw Reinhardowi Siekaczkowi pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. W tym samym roku mediolański sędzia śledczy zarządził wyłączenie Siemensa z przetargów. W uzasadnieniu napisał: „Zwłaszcza istnienie czarnych kas świadczy, że nadzór ze strony Siemensa był bezskuteczny i że przedsiębiorstwo to uważało płacenie łapówek za strategię działania gospodarczego”. Informację na ten temat otrzymał szef koncernu Heinrich von Pierer, nie podjął jednak interwencji. W 2005 r. rewizję we włoskiej siedzibie Siemensa przeprowadziła prokuratura miasta Bolzano. Wszystko wskazuje jednak na to, że firma stosowała korupcję aż do wielkiej akcji niemieckich organów sprawiedliwości w listopadzie 2006 r. Szacuje się, że w latach 1999-2006 w ramach siemensowskiego systemu czarnych kas wypłacono 1,3 mld euro.
Gdy wybuchł skandal, Heinrich von Pierer i Klaus Kleinfeld musieli się podać do dymisji. Ale koncern wyszedł z afery obronną ręką. Ułożył się z władzami USA i Grecji i wypłacił im odszkodowania. Kary pieniężne i wynagrodzenia prawników, doradców oraz ekspertów finansowych kosztowały firmę 2,9 mld euro. Z tego powodu Siemens domagał się rekompensat od byłych dyrektorów tolerujących te praktyki. Jak to zwykle w kapitalizmie bywa, żaden antybohater niemieckiego skandalu finansowego nie trafił do więzienia. Wszyscy niejako wykupili się w wymiarze sprawiedliwości. W maju 2011 r. sąd w Monachium wstrzymał postępowanie karne przeciw Thomasowi Ganswindtowi w zamian za wpłatę 175 tys. euro. Ganswindt ułożył się także z Siemensem. Najsurowiej został potraktowany Heinz-Joachim Neubürger – poniekąd z własnej winy, ponieważ nie poszedł na ugodę. Ale sąd wyższej instancji pewnie będzie dla niego łagodniejszy.

Wydanie: 1/2014

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy