Lekcja zaszczuwania

Nauczyciela, który go napastował, spotykał codziennie w szkole.  Nie wytrzymał. Wyskoczył przez okno z siódmego piętra 

Tego dnia Sławek wrócił ze szkoły bardzo wzburzony, rzucił plecak i siadł w kuchni. – Miałem przejście z panem od geografii – wydusił z siebie. A potem zaczął opowiadać wszystko po kolei. Nauczyciel, Krzysztof D., oddał uczniom klasówki, zatrzymał tylko sprawdzian Sławka i kazał zgłosić się chłopcu na przerwie. – Dostałeś dwie jedynki, ale może da się je poprawić nawet na szóstki – powiedział.
Chłopiec myślał, że będzie musiał zrobić jakąś mapkę. Usłyszał, że nic takiego nie będzie potrzebne. – Miło się czujesz przy mnie? – spytał D.
– Będziemy sobie patrzeć w oczy, żeby nie było po chamsku. Słyszałeś chyba, że lubię chłopców? Chciałbyś to zrobić?
Na szczęście, w tym momencie do drzwi pracowni geograficznej zapukał kolega Sławka. Nauczyciel się zdenerwował. – Nie wchodź, nie mam czasu! – krzyknął. Sławek wykorzystał ten moment, żeby wybiec. Ale na korytarzu nie mógł wydobyć z siebie ani słowa. Po godzinie poszedł do wychowawczyni, Grażyny Działak. Rozpłakał się i o wszystkim opowiedział. Niczego też nie ukrywał przed matką.

Zło bierze górę

– Nie wiedziałam, co robić – przyznaje matka Sławka. – Mąż akurat był na wsi. Zastanawiałam się, czy nie przenieść syna do innej szkoły. Sławek jednak powiedział, że jeśli my nie zgłosimy tej sprawy, sam to zrobi.
Na drugi dzień rodzice Sławka zjawili się w gabinecie dyrektora, który już od wychowawczyni wiedział o całej sprawie.
– Ma pan nie pedagoga, ale pedała – zaczęła ostro matka Sławka.
Dyrektor wysłał pismo do prokuratury: “Domagam się natychmiastowego wszczęcia postępowania ze względu na dobro uczniów powierzonych przez rodziców pod opiekę szkoły” – napisał. Do prokuratury trafił też protest podpisany przez 20 rodziców.
Krzysztof D. został zatrzymany przez policję, przesłuchany i wypuszczony na wolność. Przyszedł, jak gdyby nigdy nic, do szkoły i dalej prowadził zajęcia. Sławek nie chodził na lekcje geografii. Musiał znosić docinki kolegów. – I co mu zrobiłeś? – śmiali się. – Mówiłeś, że posiedzi, a on co?
Matka Sławka uważa, że to musiało odbić się na psychice 15-latka. Potem były przesłuchania, wypytywanie o szczegóły, rozmowy w obecności psychologa. Wprawdzie komendant policji, Tadeusz Winiarski, docenił postawę Sławka, na dowód czego wręczył mu duży słownik języka polskiego, ale sprawa nie posunęła się wiele do przodu…
Dziś matka chłopca drżącymi rękami bierze książkę z półki i pokazuje mi dedykację: “Nie ma nic gorszego od obojętności i braku zdecydowanej reakcji na wszelkie przejawy zła”.
– Na razie to zło bierze górę – płacze.

Zaczął Sławek,
odważyli się inni

O seksualnych skłonnościach nauczyciela wiedziało wiele osób, także w szkołach, w których wcześniej uczył Krzysztof D. Matka Sławka ma żal, że nikt z władz nie zareagował na skargi, jakie dochodziły od rodziców i uczniów. – Dopóki komuś nie udowodni się winy, jest niewinny – wyjaśniał kielecki kurator oświaty, Andrzej Sygut.
Już kilka lat wcześniej, w 1994 r., 13-latek ze szkoły, w której Krzysztof D. był dyrektorem, oskarżył go o molestowanie seksualne. Nie wytrzymał jednak psychicznie i wycofał pozew. Nie było zresztą świadków. Niektórzy nauczyciele wiedzieli, że Krzysztof D. wzywa do swojego gabinetu chłopców na rozmowy, jednak żaden z chłopców nie chciał rozmawiać na temat tych wizyt. Zdarzało się, że po takich spotkaniach niektórzy uczniowie zaczynali wagarować.
Odwołanie ze stanowiska dyrektora, podobno za malwersacje finansowe i przeniesienie do innej szkoły, niewiele dało. W nowym miejscu w niedługim czasie zaczęła się ujawniać skłonność nauczyciela do chłopców. Sławek był pierwszym, który otwarcie wypowiedział homoseksualiście wojnę. W jego ślady poszli inni. Zaczęły się sypać oskarżenia. Okazało się, że nauczyciel molestował uczniów nie tylko na terenie szkoły, ale także podczas rajdów, biwaków. Do teczek wkładał im liściki z niedwuznacznymi propozycjami: “Czy masz ochotę pobawić się moim…? Jeśli tak, to przyjdź po lekcjach”.
Na przesłuchania zaczęli zgłaszać się byli uczniowie Krzysztofa D., dzisiaj już studenci. W sądzie gratulowali Sławkowi odwagi, sami bowiem kilka lat temu nie mieli jej na tyle, by czyny nauczyciela ujrzały światło dzienne.
Prokuratura wreszcie sporządziła akt oskarżenia.

Świadkowie jak oskarżeni

Sprawa ciągnie się już trzeci rok, a końca jej nie widać. Nauczyciel chodzi po ulicy z podniesioną głową – nie może przeboleć matka Sławka: – Gdy spotkał syna na targowisku, zaśmiał mu się prosto w twarz.
Kobieta uważa, że jej syn został zaszczuty. Bez przerwy wzywali go: psycholog, policja, sąd. – Gdyby uczeń pobił nauczyciela, to sprawa raz dwa byłaby rozstrzygnięta, a ten zwyrodnialec chwali się, że ma układy, pół miasta w kieszeni i nikt mu nic nie zrobi – twierdzi.
O horrorze, jaki trzeba przejść podczas rozpraw, opowiada też wychowawczyni Sławka, Grażyna Działak, która ujęła się za uczniem.
– Sprawa w sądzie może wykończyć i człowieka dorosłego. Toczy się przy drzwiach zamkniętych, oskarżony ma dwóch obrońców. Stawiali mnie w krzyżowym ogniu pytań i wychodziło na to, że ja byłam winna – odsłania kulisy przewodu. – Jeszcze jeden adwokat nie skończył pytać, a już drugi zaczynał. Pytania zadawał też sam Krzysztof D. W sądzie on to mnie oskarżał. Mówił, że nie chciał się ze mną przespać i teraz mszczę się na nim. Czułam się sponiewierana. Ja jeszcze mogłam się obronić, ale takie dziecko jak Sławek?
Grażyna Działak zapłaciła za swą odwagę. Grono nauczycielskie podzieliło się w ocenie wydarzenia: część była oburzona, że koleżanka wystąpiła przeciw koledze. W kolejnym roku szkolnym zabrakło dla niej godzin języka polskiego i musiała szukać pracy gdzie indziej.
W szkole, w której Krzysztof D. pełnił funkcję dyrektora, jego zastępcą była Natalia Łapińska, dzisiaj emerytowana nauczycielka. – Jestem osobą dorosłą, ale też nie wytrzymuję psychicznie rozpraw – nie ukrywa. – Na korytarzu w sądzie oskarżony krzyczał na mnie: “Ty, jasna cholero, chciałaś, żebym się z tobą przespał!”.
Łapińska nie może pogodzić się z tym, że Krzysztof D. w sądzie czuje się jak ryba w wodzie. Zadaje podchwytliwe pytania, śmieje się. – Co za prawo, że taki człowiek przebywa na wolności? – zastanawia się.
Skok z wieżowca

Rodzice Sławka przypominają sobie, że po zdarzeniu z nauczycielem zawsze coś działo się wokół chłopca. A to ktoś go wyśmiewał, a to pokazywał gestem, że jest pedałem. Dwóch mężczyzn zaczepiło go koło supersamu. Zaczął się z nimi szarpać, przepychać. Rodzice zastanawiają się, czy nie nasłał ich Krzysztof D.
– Wszystko wiedział o naszej rodzinie, bo w sąsiednim bloku mieszka jego siostra cioteczna – mówią. – Dzwonił do nas przed sprawą, chciał ją zatuszować.
– Sławek z dnia na dzień stawał się coraz bardziej nerwowy. Każdą sprawę sądową bardzo przeżywał, aż do bólu brzucha. – Mamo, chodzę, zeznaję, a tu nic się nie dzieje – skarżył się matce.
– On znowu chodzi na wolności.
W szkole nie miał kłopotów, chodził do trzeciej klasy “zawodówki”, uczył się na elektromontera, chciał zdawać do technikum. U starszego brata miał być chrzestnym. Wybrał nawet imię dla dziewczynki – Dominika. I nagle…
Wszedł na siódme piętro i wyskoczył przez okno. Po kilku godzinach zmarł w szpitalu. Do tej pory nie są jednak znane okoliczności śmierci Sławka. Prokuratura nadal bada sprawę. Właśnie niedawno świadkowie otrzymali kolejne wezwania, by stawić się w sądzie.
(Personalia nauczyciela zmieniono)

Wydanie: 4/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy