Leninowskim szlakiem

Z gadziej perspektywy

Gdyby Lenin, wiecznie niegdyś żywy, z mauzoleum wstał i do Poronina wrócił, to pierwszym ruchem na gazety by się rzucił. Nie żeby od razu zamykać, jak myśleliby szablonowi antykomuniści, ale poczytać sobie. Włodzimierz Ulijanow lata spędził na redagowaniu i pisaniu do gazet. Nie miał tak lekkiego pióra jak Trocki, ale ze swą pracowitością i płodnością zawsze by tu i teraz robotę znalazł. Utrzymałby się na wolnorynkowym bajorku.
Gdyby Lenin już przeczytał codzienną, cotygodniową porcję, to zapewne pochyliłby łysiejącą głowę nad „Gazetą Wyborczą”. Bo nie tylko dobrze redagowana, co każdy redaktor dostrzeże. Ale jakże bliska czasami jego koncepcji prasy. Lenin, jak najstarsi ludzie w aktualnej III RP pamiętają, wyznaczył prasie – telewizji wtedy nie było – zadania nie tylko programowe. Także organizatorskie. Jeśli partia jest w rozsypce, defensywie, to ciężar walki politycznej powinna przejąć gazeta. I wokół niej skupiać rozbitą organizację albo tworzyć nową. Zmobilizować sflaczałych aktywistów, wyposażyć ich w argumenty.
Gdyby Lenin, jakże niegdyś wiecznie żywy, przeczytał debaty w „Gazecie” (2-3.08) oddelegowanych tam aktywistów PO, PiS, PSL i LPR pod hasłem „Miller musi odejść”, pogratulowałby redaktorom dobrej roboty. Niecodziennie liderzy tych partii gotowi są gadać ze sobą o przyszłym kompromisie, deklarować chęć stworzenia jednej organizacji spiskowej. Tyle że po lekturze wódz skutecznej partii za głowę by się złapał.
No bo owszem, zaproszona czwórka zadeklarowała anty-SLD-owską współpracę, dokładając przy okazji Samoobronie, ale to byłoby na tyle. Zaraz potem okazało się, że w tej czwórce mamy przynajmniej czterech kandydatów na premiera, a nawet i więcej. Każda z zebranych tam partii pragnie pełnić przewodnią rolę w szlachetnej misji obalania rządu Millera i SLD. W tej szlachetnej rywalizacji o przywództwo w przyszłej koalicji antykoalicyjnej i walce o fotel premiera zebrany w redakcji aktyw nie powiedział, jak wyobraża sobie Polskę po Millerze. Po odsunięciu od władzy SLD i rozgromieniu „zbrojnego ramienia Sojuszu”, czyli Samoobrony. Nie padły propozycje reformy finansów publicznych. Nie było propozycji rozwiązania problemów nierentownego hutnictwa, górnictwa i innych nieefektywnych gałęzi produkcji. Nie padły propozycje, jakie efektywne będą nasze propozycje eksportowe w Unii Europejskiej i nie tylko. Nie padły żadne pomysły związane z naszym członkostwem w Unii Europejskiej. Czym ma być dla nas Unia, kim my mamy w tej Unii być? Najtrudniej ustalić wspólną politykę wewnętrzną, ale w kwestiach zagranicznych może prędzej zgodę można ustalić. O tej też nie dyskutowano. Nie było mowy, co dalej z Irakiem. Jak długo zamierzamy ten kraj współokupować, na czym ma polegać tam nasza „misja humanitarna „? Co z naszą polityką wschodnią? A co z polityką wobec Chin wyrastających na supermocarstwo gospodarcze? Znowu nic.
W dni parę po dyskusji w „Wyborczej” w PSL zaczęły się walki wewnętrzne w celu obalenia aktualnego prezesa. Lider LPR, Roman Giertych, został obsobaczony przez Radio Maryja i zaplecze polityczne za spiskowanie z różowymi liberałami z PO i postkomuchami z PSL. Wygląda na to, że dobra leninowska organizatorska robota „Gazety” doprowadzi do ujawnienia i zaktywizowania opozycji wewnątrz opozycji.
Gdyby Lenin przeczytał dyskusję w „Wyborczej”, a potem zobaczył jej efekty, pogratulowałby „Gazecie” dobrej partyjnej roboty. Niby nic, a jakież wzmocnienie dla postkomuchów Millera.

 

Wydanie: 33/2003

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy