Buntownicy poniewczasie

Zamordyzm opiera się na sile, a wspomagają go marne charaktery. Demokracja i wolność opierają się na charakterach, a giną, kiedy one marnieją. Ta myśl przyszła mi do głowy, gdy czytałem o „buncie” prokuratorów warszawskich przeciwko swojej zwierzchniczce, a pośrednio przeciwko urzędującemu jeszcze parę dni ministrowi sprawiedliwości. Odchodzącą ekipę bardzo ostro zwalczałem, a pan minister Ziobro był prawie na pierwszym miejscu jako uosobienie tego, co w demokratycznym państwie prawa nie powinno mieć miejsca. „Bunt” prokuratorów, którzy podobno gorączkowo gromadzą materiały świadczące o wywieranych na nich politycznych naciskach, a także publicznie mówią, że one były, i to liczne, prawie jako styl kierowania prokuraturą, powinien dać mnie i innym krytykom rządów PiS potwierdzenie słuszności tej krytyki. I pewno tak się okaże, kiedy owe gromadzone i kserowane materiały ujrzą światło dzienne, a mimo tego patrząc na ten „bunt”, czuję mdłości i nie mogę na to buntujące się towarzystwo patrzeć z sympatią.
Wręcz przeciwnie, budzi ono antypatię, a nawet protest, że takie właśnie charaktery zagnieździły się w tym niezwykle ważnym urzędzie. Dlaczego ci ludzie „zbuntowali się” teraz, kilka dni po wyborach, kiedy jasnym się stało, że ekipa Ziobry odchodzi, a na jej miejsce przyjdą jej przeciwnicy? Dlaczego ten wrzód, jak gdzieś napisano, w sposób jakby wykalkulowany czekał z pęknięciem do 21 października, dlaczego nie pękł wcześniej, choć wiele faktów i poszlak wskazywało, że istnieje i jest napęczniały. Ale przeszkadzał tylko bardzo nielicznym, którzy podjęli ryzyko powiedzenia o nim publicznie i zapłacili za to cenę. Tym jednostkom, odważnym i z charakterem, należy się szacunek, bo to oni się naprawdę zbuntowali. I na nich można by budować prokuraturę bardziej odporną na polityczne życzenia. Ci odważni po 21 października, prawdopodobnie z pokorą i uległością, z dyspozycyjnością stawiali na wygraną PiS i jej oczekiwali, a w poniedziałek wpadli w panikę, bo świat się wywrócił, a oni nadal ustawieni pod stare rządy i spóźnieni z ustawieniem się pod nowe rządy. Stąd ten „bunt”, wręcz rozpaczliwa próba nadrobienia błędów w przewidywaniu.
Dlaczego to jest tak wyjątkowo nieładne? Dlatego że dotyczy prokuratury, organu ścigania, który podobnie jak policja i służby, a w skrajnych przypadkach jak sądy (one na szczęście nie zostały odzyskane przez PiS) może być organem represji z motywów politycznych, urzędem do nękania, prześladowania ludzi, którzy nie podobają się władzy. Bo każde wezwanie do prokuratury, a nawet wieść, że „prokurator za tobą chodzi”, jest nękaniem i prześladowaniem, odbiera sen, zdejmuje ze świata kolory, niszczy serce i naczynia krwionośne. Tę nękającą z natury stronę działań organów ścigania, rodzaj kary „przedprocesowej”, akceptujemy, kiedy dotyczy osoby rzeczywiście podejrzanej o popełnienie przestępstwa, ale staje się ona czystą represją, jeżeli czynności są podejmowane z inspiracji politycznej czy tylko dlatego, żeby przypodobać się zwierzchnikowi i zostać za to nagrodzonym.
Nie wnikam w sytuację tych „zbuntowanych”. Wszyscy oni zapewne znajdą dziesiątki powodów swej ewentualnej uległości i być może starali się jak mogli wymigiwać od tych odgórnych nacisków. Ale milczeli i milczeniem podtrzymywali trwanie zła. Czy na takich „buntownikach” można budować? Nie bardzo, bo ludzie o słabych charakterach zbuntowawszy się przeciwko jednej ekipie, będą milcząco znosili polityczne naciski nowych zwierzchników, aż przyjdzie pora kolejnego „buntu” i ustawienia się pod nową ekipę.
Nie jestem prawnikiem, nie mam pomysłów, jak uzdrowić prokuraturę, jak ją inaczej usytuować, i nie jestem aż takim idealistą, by wierzyć, że stanie się ona korpusem odpornych na politykę. Ale na pewno ten urząd wymaga głębokiej reformy systemowej, a także weryfikacji kadrowej, bo wiele wskazuje, że jest to jeden z najbardziej „zarobaczywionych” urzędów Rzeczypospolitej, bardzo słabe ogniwo naszej demokracji, gotowe prawie bez oporu poddać się praktykom mało mającym wspólnego z demokratycznym państwem prawa. Na przykładzie prokuratury widać, jak bardzo odporność demokracji na działania jej zagrażające zależy właśnie od tego, czy kluczowe organy państwa obsadzane są ludźmi, których dążeniami do kariery kieruje etos prawa i przywiązanie do demokratycznego państwa, czy tylko pragnienie trwania na stanowiskach i zdobywania wyższych. Nie ma praworządności ani wolności bez gotowych ich bronić. Ten bunt poniewczasie może mieć jednak skutek pozytywny, jeżeli wyciągnięty zostanie z niego wniosek, że jak już się buntować, to przed, a nie po.

Wydanie: 45/2007

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy