Ostatni husarze

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

Pan poseł Bernard Szweda, jeszcze niedawno z AWS, obecnie niezależny, bo z klubu tego usunięty, był za czasów PRL-u skazany na lat pięć. Odsiedział, jak informowały media, trzy lata. Do niedawna poseł twierdził, że garował za przekonania polityczne. Wnikliwy “Super Express” dotarł do akt sprawy. Świadczą one, że poselskie słowa mijają się z prawdą, mówiąc parlamentarnie. Bo skazano go za przestępstwo gospodarcze.
Pan poseł Bernard Szweda nie błyszczał w Sejmie tej kadencji. Bardziej imponujący jest jego życiorys zamieszczony w parlamentarnym informatorze. Czarno na białym wynika z niego, iż pan poseł w latach 1980-81 był współzałożycielem NSZZ “Solidarność”, członkiem historycznej komisji Porozumień Jastrzębskich. Tak wspaniały życiorys w pełni upoważnia pana posła do uprawnień kombatanckich za walkę o wyzwolenie z oków podłej komuny.
Być kombatantem słodko jest w naszym kraju. Status kombatanta, męczennika za sprawę, robi jeszcze wrażenie na ludziach starszych, papierów kombatanckich pozbawionych. Na młodzieży zachowującej dziewictwo umysłowe. Dlatego nie dziwmy się, że wśród zasłużonych działaczy PPChD, czyli Partii Polskich Chrześcijańskich Demokratów, czyli jednej z kanap politycznych zrzeszonej jeszcze w AWS powstał projekt sejmowej ustawy o nadaniu praw kombatanckich zasłużonym działaczom “Solidarności” i ruchów pokrewnych.
Chociaż trudno znaleźć wśród obecnych liderów PPChD szczególnie gnębionych za czasów PRL-u działaczy. Czy szef partii, pan Tokarczuk, był poddawany okrutnym represjom? Czy poseł profesor Paweł Łączkowski czuł chłód totalitarnego systemu, pracując na Uniwersytecie Poznańskim? Patrząc na życiorysy coraz liczniejszych liderów coraz liczniejszych partii prawicowych, mnożących się już w piąte, szóste brygady, odnajdujemy konspiracje szkolne, akcje małego sabotażu, malowanie krzepiących naród haseł typu: “Wrona skona”. Całkiem poważnych kandydatów na najnowszą generację kombatantów.
Wbrew potocznym opiniom status kombatanta przynosi niewiele korzyści materialnych. Daje darmowy abonament radiowo-telewizyjny. Wart
ok. 150 zł rocznie. 50% zniżki na abonament telefoniczny. Bez ulg na rozmowy dodatkowe. 50% zniżki na PKP, PKS i komunikację miejską. Dłuższy o dziesięć dni urlop wypoczynkowy. Zwykle nie wykorzystany, bo obecnie długie urlopy mogą zakończyć się rychłym bezrobociem. Jedyną ważącą korzyścią jest dziesięcioprocentowa zniżka przy zakupie mieszkania od państwa lub gminy. Na nią prawdopodobnie połasił się obecny minister od kombatantów, Jacek Taylor. Jemu to jego urząd przyznał prawa kombatanckie za krótki pobyt w niemieckim obozie dla wysiedlanych. Pan minister wtedy był niemowlęciem.
Idea nadawania byłym działaczom “Solidarności” i ruchów im pokrewnych praw kombatanckich wzbudziła poczucie zażenowania wśród osób naprawdę represjonowanych i liczne kpiny wśród niesolidarnościowców. Wizję pączkujących podań o kombatanckie uprawnienia. Krzyżujące się koleżeńskie poświadczenia. Ja tobie, ty mnie, on nam, my jemu i tak jakoś udowodnimy, że lata 80. przeżyliśmy w głębokiej konspiracji. Tak świetnej, że nawet SB na jej trop nie wpadło. Co prawda, nie byłem internowany, ale szykanowano mnie w pracy. Nie mogłem awansować. Nie przyznano mi talonu na samochód ani wczasów pracowniczych w Bułgarii. Skazano, oczywiście, za politykę, tylko proces sfingowano i postawiono zarzuty malwersacji gospodarczych.

Wydanie: 20/2001

Kategorie: Blog