Kupa świąt

Z gadziej perspektywy

Hongkong. Ach, gdybyśmy byli Hongkongiem, słyszę często z ust biznesmenów naszych, polityków, a nawet dziennikarzy. Bo zdarzają się w naszym kraju i tacy, którzy patrzą dalej niż skraj chaty naszej.
Chiny. Chiny mają co roku wzrost rzędu przynajmniej 6%. O tym już nasi ekonomiści, politycy, a nawet dziennikarze wiedzą. No i Wietnam. Ten też ma wzrost ponadsześcioprocentowy. Ale o tym już mało kto wie. Poza tym to jeszcze mozolne pomnażanie dobytku skromnego.
W Hongkongu, obiekcie westchnień, zachwytów, marzeń naszych biznesmenów, polityków, a nawet dziennikarzy, sklepy czynne są od wczesnego rana. Podobnie jak wiele firm usługowych. Od poniedziałku do poniedziałku. Nie ma tam oficjalnego wolnego piątku, soboty czy niedzieli. Owszem, ludzie handlujący i jednocześnie żarliwi religijnie zamykają swe zakłady w swój dzień święty. Ale Hongkong jest kosmopolityczny, zaludniony gęsto i zabudowany. Problemów z zakupami, zamawianiem usług nie ma. Jeśli nie u tego, to u tamtego.
W dynamicznie rozwijających się Chinach, których Hongkong jest częścią, na zasadzie one country – two systems, państwowe i religijne święta świętuje się coraz rzadziej. Odpoczywa się w tradycyjny Nowy Rok. Przez dwa, góra trzy dni. Świętuje się dzień państwa, armii, partii. Ale coraz częściej wtedy handel i usługi pracują, bo skomercjalizowana kompartia zachęca społeczeństwo do wzmożenia konsumpcji. Aby pobudzić popyt wewnętrzny. Zachęca się nie tylko do zakupów, ale i turystyki. Chińczycy nie są tak rozbuchani konsumpcyjnie jak Europejczycy czy Amerykanie. Lubią poprzestać na gromadzeniu oszczędności. Nawet w kilkudniowe zwykle Święto Pracy, czyli 1 Maja, większość placówek handlowych i usługowych tam pracuje. Przymus bezrobocia mają w te dni dwie grupy zawodowe. Handlarze nielegalnych, pirackich kompaktów z programami komputerowymi i filmami oraz powabne panienki. Policja przegania ich z ulic, aby swą obecnością nie zakłócali świątecznej harmonii.
W Wietnamie, poza dwudniowymi świętami Nowego Roku, praca nigdy nie ustaje. Sklepy, warsztaty rzemieślnicze, usługowe są częścią domowego gospodarstwa. Rodzinnego. Kiedy jeden pracuje, drugi odpoczywa. Zresztą społeczeństwo na dorobku nie powinno oddawać się wypoczynkowi.
Polska będzie najbiedniejszym krajem Unii Europejskiej. Najuboższym, a jednocześnie już wysuwającym najwięcej pretensji i żądań. Władze Warszawy planują wystąpić o odszkodowanie do Niemiec za zniszczenia stolicy. Prawica znowu zamierza wystąpić o zakaz handlu i działalności usługowej w niedziele i dni święte. Bo Narodowi, który pokonał sowiecką hydrę, należy się wielka laba.
W naszym kraju święta mnożą się bardziej niż produkt krajowy brutto. Co prawda, Kościół katolicki zweryfikował fikcyjnie istniejące, nieobchodzone, niepracujące święta, za to do czynu ruszyli legislatorzy parlamentarno- partyjni. Skoro mamy 1 maja święto, czyli wolne od pracy i 3 maja podobnie, to niech się święci 2 maja. Jako np. Dzień Flagi. Skoro wypadają raz po raz długie weekendy, to zalegalizujmy je jako Wielkie Święta. Już nawet liberalni publicyści, jak specjalista od science fiction Rafał Ziemkiewicz udowadniają, że gospodarka nic nie traci, kiedy Naród Świętuje. Bo zarabiają firmy turystyczne i knajpiarskie.
Dziwny to kraj ta Polska nasza. Katoliccy ortodoksi nawołują do wstrzymywania się od pracy w niedzielę i kościelne święta, a ekonomiczni liberałowie od pracy w środku tygodnia.
Czy Unia wytrzyma z przyszłymi dopłatami do tych i przyszłych świąt naszych?

Wydanie: 47/2003

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy