Lewica bez „Trybuny”

Lewica bez „Trybuny”

Kto zawinił? Długi, ludzie czy kolor? Zakończenie – czy formalnie zawieszenie – wydawania dziennika „Trybuna” w sobotę, 5 grudnia 2009 r., kompletnie zaskoczyło jej czytelników. W kręgach zbliżonych do lewicy przyjęto je z żalem, u jej ideologicznych przeciwników – z umiarkowaną radością. Jednak upadek tego tytułu wieszczono już od pewnego czasu, pisano m.in. o wielomilionowych długach wydającej gazetę spółki Ad Novum. Złożyły się na to ponoć zaległości wobec ZUS i Zakładów Graficznych Dom Słowa Polskiego. Ale i na łamach tej gazety mizerię było widać gołym okiem – w skąpości informacji zagranicznych i krajowych, w monotematycznych komentarzach, w dosyć wąskim kręgu autorów i zapraszanych rozmówców. Komornik ante portas Dlaczego tak się stało i czy musiało dojść do krachu? Aktualny redaktor naczelny, Wiesław Dębski, obarcza winą ogólny kryzys ekonomiczny, który objął również prasę drukowaną. – Firmy tracą cierpliwość i mają mniej ochoty na kompromisy – dodaje. – O ile wcześniej mieliśmy różne umowy w sprawie spłaty zadłużenia, to obecnie, kiedy pojawił się u nas komornik i zajął konta, ci partnerzy żądają natychmiastowego zwrotu pieniędzy. A teraz dla naszej firmy nawet kilkaset tysięcy złotych to kwota, która jest równoznaczna z upadkiem. Naczelny „Trybuny” zwraca uwagę na ogólnie trudny okres dla czytelnictwa gazet. Wszyscy tracą po kilka procent czytelników rocznie, ale inaczej to wygląda w wielkich koncernach prasowych, które mogą dopłacać do dzienników z dochodów innych przedsięwzięć wydawniczych, inaczej jest w małym wydawnictwie, które nie ma takiego pola manewru. Jednak „Trybuny” nie rozłożyła ucieczka czytelników ani gwałtowny spadek sprzedaży 50-tysięcznego nakładu, ani też spadek dochodów z reklam, bo tych i tak prawie nie ma. Gdyby nie najście komorników, można by ten skromny żywot gazety ciągnąć dalej. Redaktor Dębski prezentuje też optymistyczną prognozę. – Wydawnictwo Ad Novum od jakiegoś czasu rozmawia z kilkoma inwestorami i mamy nadzieję, że do końca stycznia 2010 r. te rozmowy zostaną sfinalizowane, „Trybuna” zaś znów będzie się ukazywać. Poprzedni szefowie gazety mają nieco inne spojrzenia na kwestię upadku i większą wagę przywiązują do charakteru i profilu „Trybuny” jako medium zdecydowanie lewicowego. Uczestniczka demokratycznych przemian Dariusz Szymczycha, który był naczelnym w latach 1991-1997, uważa, że nie tylko taka gazeta, jaką ostatnio była „Trybuna”, ale w ogóle lewicowa partia polityczna nie ma przed sobą wielkiej szansy z powodu nadmiernego przeideologizowania. Ludzie, którzy szukają partii o bardziej pragmatycznym charakterze, z pewnością przyjęliby ciekawy dziennik, dobry pod względem informacyjnym i niebanalny pod względem prezentowanych wartości, jednak nieskierowany wyłącznie do członków jednej konkretnej partii politycznej, bo to zawęża krąg odbiorców. Taki dziennik powinien – tak jak partia musi szukać nowych wyborców – szukać nowych czytelników. A to można zrobić, tylko wydając gazetę respektującą lewicowe wartości, ale o formule bardziej otwartej. No i nie można abstrahować od zaplecza materialnego. W obecnych warunkach gazety coraz trudniej się sprzedają i gdy na rynku prasowym walczą ze sobą wielkie koncerny medialne, solista taki jak „Trybuna” nie może się utrzymać. – To przykre, ale prawdziwe – konkluduje Dariusz Szymczycha – bo bez silnego zaplecza wydawniczego taki dziennik nie ma szans. W wypowiedzi byłego naczelnego pobrzmiewa też nuta goryczy, zwłaszcza w stosunku do komentarzy w stylu: odszedł w niebyt spadkobierca „Trybuny Ludu”. – „Trybuna Ludu” odeszła do przeszłości w 1989 r. wraz z rozwiązaniem PZPR – mówi. – Takie komentarze to pójście na łatwiznę, a do tego niesprawiedliwe wobec ludzi, którzy tworzyli nową „Trybunę”. Ona od samego początku wpisywała się w przemiany w Polsce, była za rozwojem demokracji, za naszym udziałem w NATO i Unii Europejskiej. Miała nierzadko zdanie krytyczne, ale to zapewnia wolność słowa. Starała się skupiać opinie czytelników i nie być „spadkobiercą” „Trybuny Ludu”, bo ci, którzy tworzyli nową „Trybunę”, nie byli wcale czytelnikami poprzedniczki, a tym bardziej w niej nie pracowali. „Trybuna Ludu” to była dla nich historia. Taka sama jak dla ludzi z innych gazet. O ile Dariusz Szymczycha nie wiąże sytuacji jedynego lewicowego dziennika z jakimikolwiek kwestiami personalnymi, to dwaj byli szefowie gazety, Janusz Rolicki i Marek Barański, przypisują im niemal wyłączne znaczenie. Rolicki, który kierował „Trybuną” w latach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2009, 50/2009

Kategorie: Kraj