Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Zdaje się, że pisząc o wyczynach dyrektora Zarządu Obsługi, płk. Artura Szczepańca, coś nacisnęliśmy, bo zostaliśmy wręcz zasypani informacjami i podpowiedziami na jego temat. Coś więc musi być na rzeczy…
Szczepaniec, jak już wiemy, poznał Sikorskiego w czasach rządu Olszewskiego, gdy kierował ośrodkiem w Helenowie, w którym Sikorski jako wiceminister obrony narodowej pomieszkiwał. Ostatnio zaś pracował w Departamencie Kadr w MON. Gdy go stamtąd zwolnili, paru oficerów poszło na wódkę. No i wreszcie trafił do MSZ, do Zarządu Obsługi.
I tu się rozkręcił. W ciągu kilku miesięcy zwolnił już około 20 osób. Ci, którzy próbują ocenić to działanie, wielkiej racjonalności w tym nie widzą. Klucz jest, zdaje się, jeden – minister kazał szukać oszczędności, więc pułkownik szuka, a najchętniej pozbywa się ludzi, których uważa za mało pokornych.
No i ma z tym kłopoty…
Nie tak dawno telewizje pokazywały, a Julia Pitera grzmiała, jak to min. Sikorski kupił sobie zabytkowe fotele do MSZ-etowskiego saloniku. Ho, ho, miał być wielki przekręt. Sprawę odpowiednie służby sprawdziły – dwie kontrole – i okazało się, że wszystko było lege artis. Więc min. Sikorski urzędnikowi, który całą operację przeprowadził, publicznie dziękował, i mówił, że go wyróżnia za dobrą robotę.
Człowiek pochwałami pryncypała długo się nie nacieszył, bo go zaraz płk Szczepaniec chlast, wywalił z roboty. Z powodu, a jakże, utraty zaufania (tak jakby w urzędzie państwowym nie obowiązywały procedury i regulaminy, tylko „zaufanie”…).
A ostrzegaliśmy cię, Grzesiu, że tisze jediesz, dalsze budiesz…
Jak pisaliśmy, Szczepaniec zwolnił też szefa strażników. Ale nie zauważył przy tym, że to jeden z szefów związków zawodowych w MSZ, którego zwolnić nie można, gdyż chroni go ustawa. Więc człowiek zaniósł papiery do sądu pracy i spokojnie czeka na rozprawę, której wynik jest oczywisty.
Ale rzecz ma jeszcze jeden aspekt – otóż człowiek ten został już zatwierdzony przez dyrektora generalnego do rotacji, wiosną ma jechać na konsula do Łucka. Więc ludzie w MSZ pytają – jaki sens było wyrzucać z roboty kogoś, kto i tak w kwietniu wyjedzie? Po co robić kwasy?
Wyjedzie albo nie wyjedzie. Otóż zwolniony szef strażników został wezwany do kadr, gdzie przedstawiono mu propozycję nie do odrzucenia: albo wycofuje skargę z sądu, albo – jeśli jej nie wycofa – zostanie wycofany z rotacji.
Pomińmy aspekt moralny całego przedsięwzięcia, bo przecież trudno uwierzyć, by w głowach bądź co bądź dyplomatów mógł zrodzić się pomysł na tak prymitywny szantaż. Zastanówmy się nad czym innym – jaki jest sens szkolić człowieka, inwestować w niego, by potem to wszystko jednym ruchem zdmuchnąć, bo jakiś pułkownik ściągnięty z zewnątrz chce pokazać, ile on może?
A propos inwestowania – zdaje się, że normą jest, iż ludzie wyrzucani są z ZO według podobnego schematu. Wzywa się ich, daje im wypowiedzenie – i już. Tryb trzymiesięczny, ale bez konieczności świadczenia pracy. Aha, kasuje się im jeszcze elektroniczną przepustkę, więc ktoś taki, formalnie pracownik MSZ, któremu ministerstwo co miesiąc płaci, do MSZ wejść nie może. Nawet żeby zanieść pismo do Biura Kadr albo teczkę zdrowia z przychodni lekarskiej.
Nie ma to jak dyplomatyczne maniery..

Wydanie: 6/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy