Lewica słaba czy silna?

Lewica słaba czy silna?

19.04.2017 Warszawa 74 rocznica Powstania w Gettcie Warszawskim Uroczystosci przy pomniku Bohaterow Getta n/z Grzegorz Schetyna (L), Wlodzimierz Czarzasty (P) Fot. Tomasz Paczos / FOTONOVA UWAGA!!!! Zdjecie mozne byc uzyte tylko z prawidlowym podpisem: fot. Tomasz Paczos/FOTONOVA !!! ZAKAZ PUBLIKACJI W INTERNECIE - NIE DOTYCZY POWIAZANIA Z WYDANIEM PAPIEROWYM !!!

Dlaczego są wyborcy, ale głosują na innych Wsłuchiwanie się w to, co mówią liderzy lewicy, zwłaszcza największej partii lewicowej, czyli Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest zajęciem perwersyjnym. Oto Andrzej Rozenek, bardzo zaangażowany w odbudowę SLD i w sprawy tzw. ustawy dezubekizacyjnej, mówi tak: „Sojusz długo był partią, której inni mówili, czego to jej niby nie wolno robić. A przecież SLD jest równoprawnym uczestnikiem gry politycznej. I dość z pouczaniem! Ja się w pełni identyfikuję z tym, co robi Włodzimierz Czarzasty. SLD będzie silną lewicą, ale tylko wtedy, gdy nie będzie się wszystkim dookoła kłaniał i przepraszał, że żyje”. Człowiek jeszcze nie zdążył przetrawić tych słów, gdy odezwał się tak mile wspominany przez Rozenka Czarzasty. „Uznaję liderostwo Grzegorza Schetyny jako lidera opozycji w Polsce – ogłosił w Radiu Zet, zaraz dodając: – Ale liderostwo to również jest odpowiedzialność: dzwonienie, komunikowanie się, rozmowa. I tego, Grzegorzu, życzy ci twój kolega Włodzimierz”. Rozumiem więc, że w ramach niekłaniania się nikomu Włodzimierz Czarzasty zrobił łaskę Grzegorzowi Schetynie. Ciekawe tylko, czy w dowód wdzięczności Grzegorz zadzwonił do niego i porozmawiał… A co słychać w partii aktualnie mniejszej, czyli w Razem? Ech, trochę słychać, ale dominuje cisza. Nie jest to cisza przypadkowa. Adrian Zandberg w rozmowie z Jakubem Majmurkiem tłumaczy ją tak: „Polska nie siedzi cały czas w okopach telewizji informacyjnych, pomiędzy TVN 24 a TVP Info. Znaczna część wyborców decyzję o tym, na kogo zagłosuje, podejmuje w ostatnich miesiącach przed wyborami. Wybory wygrywa się, docierając do tej grupy (…). Udowodniliśmy to zresztą spektakularnie w ostatnich wyborach. W kampanię weszliśmy z 1% poparcia, wyszliśmy z prawie 4%. Jestem spokojny o rok 2019”. A mamy rok 2018. To czas, kiedy Razem w ciszy i spokoju zbiera siły. Pewnie z wywieszką na drzwiach: Do not disturb. Zandberg wylicza, z kim Razem nie po drodze – z PiS, z PO, z Nowoczesną, z SLD, właściwie ze wszystkimi. Ale chyba najbardziej z SLD. „Z tego, co wiemy o wyborcach Razem, dla większości z nich głosowanie na Millera i spółkę w ogóle nie wchodzi w grę. Słyszymy od nich często, że gdyby Razem poszło pod rękę z aferzystami spod znaku »chwała nam i naszym kolegom« – to ponownie na nas nie zagłosują”, mówi Zandberg, dodając coś jeszcze o zbrodniach junty wojskowej w latach 80. Innymi słowy, troskliwie dopieszcza swój dwuprocentowy elektorat, trzymając za drzwiami rzeszę potencjalnie kilkakrotnie liczniejszą. O innych organizacjach lewicy nie ma co wspominać. Pojawiają się incydentalnie. I też są pokłócone. Tak wygląda złoty sen Grzegorza Schetyny. • Jeżeli żelazną zasadą Jarosława Kaczyńskiego jest niedopuszczanie, by na prawo od PiS wyrosła jakaś realna siła polityczna, to – na zasadzie lustrzanego odbicia – żelazną zasadą Schetyny jest osłabianie wszystkiego, co może wyrosnąć na lewo od PO. To zresztą nie jego pomysł, odziedziczył go po Donaldzie Tusku, który pracowicie niszczył SLD i jego liderów. Pamiętamy tę taktykę Platformy – PiS przedstawiano jako największe zagrożenie, straszono nim, natomiast lewicę deprecjonowano i wycinano. Że jest bez znaczenia, że w zasadzie jej nie ma, że lewica w Europie też przegrywa, że jej postulaty są egzotyczne itd. Że głos na nią to głos stracony. Normalność – w tej opowieści – była w Platformie. Platforma niszczyła lewicę na różne sposoby. Na Cimoszewicza (wiemy, o co chodzi). Na Arłukowicza, czyli wyciągając lewicy liderów i dając im miejsca na swoich listach. Na Millera, czyli wciąż oskarżając – że stary komuch, że się nie rozliczył z PZPR, że chce sojuszu z PiS itp. Liderzy lewicy, i tej SLD-owskiej, i tej „nowej”, byli tu bezradni. Ogrywano ich jak dzieci. SLD-owcy dawali się zakrzyczeć. I pewnie tym należy tłumaczyć hołd Czarzastego złożony Schetynie. Tydzień wcześniej lider SLD mówił o nim twardym tonem, nazywał go kłamczuszkiem. Doczekał się odpowiedzi. Żyletką po oczach. TVN wyemitowała program, w którym Czarzasty został zmieszany z błotem. Dlatego w trybie alarmowym zwołał zebranie na Złotej, jak wyjść z kryzysu. I wystarczyło… Z „nową” lewicą platformersi postępują inaczej. Czasami ją dopuszczają do swoich mediów, czasem zganią, nazywając komunistami albo lewakami. Zawsze przy tym wzdychając, że to taka młodzież, niedoświadczona, z nierealnymi marzeniami. Gdy już się rozprowadzi liderów, można zabierać wyborców. Różnie. Sposobem na Tuska (tłumacząc im, że nie można marnować

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 22/2018

Kategorie: Publicystyka