Prawda o pedofilii w polskim Kościele

Prawda o pedofilii w polskim Kościele

Papież Franciszek reaguje na naciski lokalnych społeczeństw. Polska presja była niewystarczająca

Od kilku lat kwestia pedofilii w Kościele katolickim nie przestaje budzić gorących sporów. Dla jednych to najważniejszy problem tej instytucji, dla drugich mało istotny margines rozdmuchiwany przez wrogów Kościoła. Należę do zwolenników tej pierwszej tezy i jestem przekonany, że właściwe rozwiązanie problemu zbrodni popełnianych na nieletnich przez drapieżców seksualnych w sutannach stanowi o wiarygodności tej instytucji. Jak powiedział w maju 2019 r. adwokat z Minnesoty Jeff Anderson, który skierował pięć przypadków nadużyć seksualnych wobec nieletnich do Watykanu, „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. W istocie tak jest i jeśli pomija się ten podstawowy wymiar, traci się możliwość zrozumienia, dlaczego pedofila w Kościele jest tak istotna.

Dlaczego polskiemu Kościołowi wszystko uchodzi na sucho?

Nurtuje mnie pytanie, które kiedyś zadał mi pewien dziennikarz: „Dlaczego właściwie polskiemu Kościołowi wszystko uchodzi na sucho, nawet pedofilskie skandale?”. Nie potrafiłem na nie sensownie odpowiedzieć, ale często o tym myślę. Prawdą jest bowiem, że w innych krajach, takich jak USA, Chile, Irlandia, Australia, a nawet w ojczyźnie obecnego papieża – Argentynie, karze się przestępców w sutannach. Trafiają oni za kratki, a biskupi, którym udowodniono krycie przestępców, są dymisjonowani, a nawet wydalani ze stanu kapłańskiego. Wystarczy wspomnieć dwa przykłady dostojników kościelnych – amerykańskiego kardynała Theodore’a McCarricka, który w lutym 2019 r. został wydalony ze stanu duchownego, oraz australijskiego kardynała George’a Pella, który od marca 2019 r. odsiaduje karę sześciu lat więzienia za udowodnione przestępstwa pedofilskie. Jeden z najskuteczniejszych obrońców ofiar pedofilów w sutannach w USA, adwokat Mitchell Garabedian, powiedział 5 grudnia 2019 r., że będzie się starał włączyć do sprawy McCarricka również Watykan, gdyż jedna z jego ofiar zeznała, że już w 1988 r. sprawę molestowania przekazała bezpośrednio papieżowi Janowi Pawłowi II. Na razie Watykan pozostawił sprawę bez komentarza, choć papież Franciszek zachęca ofiary nadużyć ze strony księży, by się ujawniały.

W Polsce, owszem, księża bywają karani, ale biskupi to kasta nie do ruszenia. Interesuje mnie nie tyle „kronika wypadków”, ile raczej systemowa odpowiedź na pytanie, dlaczego najbardziej skandaliczne zachowania niektórych biskupów w Polsce są tolerowane i dlaczego wymiar sprawiedliwości traktuje naruszających prawo z wyjątkową wyrozumiałością.

Przypomnę dwie potwierdzające powyższe wrażenie historie hierarchów kościelnych. Jeden był nuncjuszem w kilku krajach, a drugi najpierw ważnym urzędnikiem watykańskim, a później biskupem diecezjalnym w Polsce. Ten pierwszy to Józef Wesołowski. W latach 1980-2014 był dyplomatą watykańskim w różnych częściach świata. W roku 2013, pełniąc funkcję nuncjusza w Dominikanie, został oskarżony o kontakty pedofilskie i rok później wydalony ze stanu kapłańskiego przez papieża Franciszka. Mimo niezbitych dowodów działalności przestępczej nie przyznawał się do winy. Zmarł 27 sierpnia 2015 r., a 5 września odbył się w jego rodzinnym Czorsztynie pogrzeb. Mszę celebrował bp Jan Szkodoń. Na pogrzebie Franciszek Piper, znajomy rodziny zmarłego, wygłosił mowę, w której powiedział, że „Wesołowski popadł w konflikt z gangami handlującymi narkotykami i czerpiącymi korzyści z nierządu”. Zdaniem Pipera to było powodem oskarżeń. Nikt tych rewelacji nie sprostował. Los ofiar byłego nuncjusza nikogo w Polsce nie zainteresował. Prowadzący pogrzeb bp Szkodoń podkreślił, że Wesołowski zmarł jako kapłan do końca życia odprawiający codziennie mszę świetą.

Drugi przypadek dotyczy Juliusza Paetza. Jest lepiej znany dzięki mediom, które wyjątkowo obszernie relacjonowały nie tylko pogrzeb 18 listopada 2019 r., ale i zaskakujące zwroty akcji towarzyszące pochówkowi tego hierarchy. Podobnie jak Wesołowski Paetz zrobił w Watykanie błyskotliwą karierę, gdyż w latach 1967-1976 pracował przy synodzie biskupów, a później do 1982 r. był bliskim współpracownikiem papieży Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II. Zdaniem Marcina Przeciszewskiego, prezesa Katolickiej Agencji Informacyjnej, watykańska kariera Paetza została przerwana „zesłaniem do Polski” ze względu na skłonności homoseksualne, o których było wiadomo za Spiżową Bramą. Od 1983 do 2002 r. Paetz był kolejno biskupem w Łomży i Poznaniu. Z tej ostatniej funkcji odszedł przedwcześnie, zmuszony do dymisji przez Jana Pawła II, po serii oskarżeń o wykorzystywanie seksualne kleryków. Do końca życia nie przyznawał się do winy, a grupa oddanych mu księży broniła go do ostatka. Tylko dzięki presji opinii publicznej nie został pochowany w katedrze poznańskiej. Nikt się nie zainteresował losem jego ofiar, wielu natomiast bolała nadwyrężona reputacja Paetza.

Są też inne przypadki, choćby oskarżenie o wykorzystanie seksualne, które wysunął w maju 2019 r. pod adresem kard. Henryka Gulbinowicza Karol Chum, mówiąc, że doszło do tego, gdy miał 15 lat. Do tej pory nic nie wiadomo, by wymiar sprawiedliwości tym się zainteresował. To samo dotyczy oskarżeń wobec kilku biskupów o ukrywanie pedofilskich przestępców, które pojawiły się w filmie braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, również mającego premierę w maju 2019 r. Żaden z przedstawionych tam kapłanów nie poniósł odpowiedzialności karnej ani nie przyznał się do winy. Dlaczego tak się dzieje, mimo że od czerwca 2019 r. obowiązuje dokument papieża Franciszka Vos estis lux mundi nakazujący informować o podobnych zachowaniach i karać przestępców oraz tych, którzy ich chronią?

Czy w Polsce ten dokument nie obowiązuje, skoro wokół przestępstw biskupów ciągle panuje zmowa milczenia? Zapewne powodów jest wiele. Jak się wydaje, główny to brak koordynacji działań. Do tego dochodzi niechęć do współpracy ze strony samego Kościoła. Owszem, pojedynczy adwokaci, dziennikarze, katolicy świeccy, a nawet księża próbują pomóc ofiarom, ale opór zarówno biurokracji kościelnej, jak i opinii publicznej jest wprost niewyobrażalny. W imieniu episkopatu działa jezuita Adam Żak jako koordynator kościelny działań mających wspomagać ofiary. Jednak on sam wielokrotnie publicznie twierdził, że często jest po prostu bezradny ze względu na brak współpracy ze strony poszczególnych diecezji.

Jest jeszcze wiele do zrobienia

W latach 2014-2019 działała założona i kierowana przez Marka Lisińskiego Fundacja „Nie lękajcie się”, której główną misją była pomoc ofiarom pedofilii kleru. Jej najważniejszymi dokonaniami były dokumentowanie przypadków pedofilii, doraźna pomoc ofiarom i sporządzenie mapy pedofilii obejmującej cały obszar Polski. Echem w mediach odbiło się przekazanie dokładnego raportu na temat nadużyć kleru i chroniących pedofilów biskupów papieżowi Franciszkowi w lutym 2019 r. w Watykanie oraz jego specjalnemu delegatowi do spraw walki z pedofilią abp. Charlesowi Sciclunie podczas jego pobytu w Polsce w czerwcu. Szczególnie zasłużone w działaniach i promowaniu fundacji były posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, radna miasta Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska oraz prawniczka Anna Frankowska. Jak dotąd nie było żadnej reakcji Watykanu. W chwili obecnej, wskutek nieprawidłowości finansowych, jakich dopuścił się Lisiński, fundacja jest w trakcie likwidacji. Na jej miejsce planowane jest powołanie nowej fundacji, która rozpocznie działalność wraz z premierą drugiego filmu Sekielskich „Zabawa w chowanego” zapowiedzianą na koniec lutego. Jak powiada Tomasz Sekielski, „jest jeszcze wiele do zrobienia w relacjach wymiar sprawiedliwości-Kościół, a Kościół jest wciąż instytucją uprzywilejowaną z niezrozumiałych dla nas powodów. Pokażemy, że Kościół jest traktowany w sposób wyjątkowy, czego nie przewiduje polskie prawo”. Reżyser planuje również trzeci film na ten temat, który obejmowałby nie tylko Polskę, ale także inne kraje: USA, Meksyk, Dominikanę, Niemcy i Irlandię. Jego premiera jest przewidziana na przyszły rok.

Sam Kościół robi niewiele, a większość jego działań ma charakter pozorowany, by wspomnieć o składce biskupów na fundusz dla ofiar pedofilii księży, której wysokość do tej pory nie jest znana. Oprócz wspomnianych przykładów Wesołowskiego i Paetza wiele dowodów dostarcza raport Fundacji „Nie lękajcie się” i wspomniany film „Tylko nie mów nikomu”, który obejrzało ponad 20 mln widzów w Polsce. Film zebrał pochwały ze strony niektórych księży, a nawet biskupów, jednak w praktyce niewiele się zmieniło. Ta sytuacja zwiększa poczucie bezkarności przestępców i bezradność ofiar.

Gdy w 2016 r. pisałem recenzję filmu „Spotlight”, będącego szokującym obrazem tuszowania pedofilii w Kościele amerykańskim, sądziłem, że powinni go zobaczyć przede wszystkim polscy biskupi i księża, zwłaszcza ci, którzy włożyli szczególnie dużo energii w tuszowanie przestępstw pedofilskich. Byłem bowiem przekonany, że podziała na nich jak wstrząs. Dzisiaj już nie jestem tego pewien. A raczej wiem, że ani filmy, ani książki, ani nawet najbardziej poruszające świadectwa nie zmieniają zachowań biskupów ani księży. Jak uczy doświadczenie innych krajów, tę grupę do zmian trzeba zmusić. Są ludzie, głównie w USA, którzy tego dokonali, i warto zapoznać się z ich doświadczeniami, które mogą stać się inspiracją również dla polskiego Kościoła katolickiego. Zetknąłem się z nimi przed kilku laty i są one dla mnie źródłem nadziei, że i w Polsce sytuacja może się zmienić. Warunkiem podstawowym jest zdanie sobie sprawy, że Kościół katolicki ma długą historię chronienia przestępstw pedofilskich kleru i tak naprawdę nigdy z tą zbrodniczą historią się nie zmierzył.

Papież Franciszek jest pierwszym, który wydał otwartą walkę pedofilii w Kościele, ale jego działania są zawsze odpowiedzią na presję ze strony lokalnych społeczeństw. Taka presja w polskim społeczeństwie do tej pory była niewystarczająca i to należy zmienić. Jednym z powodów oporu polskiego społeczeństwa przed aktywnym domaganiem się kar dla kleru jest stosunek do księży. Lokalne społeczności, często wbrew faktom i udowodnionym przestępstwom seksualnym wobec nieletnich, bronią księży pedofilów. Zdarza się, że również biskupi biorą ich w obronę lub przenoszą na inne miejsca. Przykładem najbardziej znanym jest proboszcz z Tylawy broniony przez swojego biskupa Józefa Michalika w 2001 r. Swoistą klamrą spinającą takie zachowania jest ogromny autorytet, jakim cieszył się i nadal cieszy papież Jan Paweł II, któremu większość polskich biskupów zawdzięcza nominacje i kariery kościelne. Tymczasem w świetle rozrastającej się gwałtownie literatury poświęconej pedofilii w Kościele to polski papież i jego najbliższe otoczenie są ważnym elementem problemu. Dopóki ta sprawa nie zostanie należycie wyjaśniona, trudno mówić o jego rozwiązaniu.

Odwaga ofiar i opór kościelnego establishmentu

Najważniejszą organizacją skupiającą ofiary nadużyć seksualnych ze strony kleru w Stanach Zjednoczonych jest Sieć Ofiar Nadużyć Księży (Survivors Network of those Abused by Priests), znana pod skrótem SNAP, założona w 1989 r. przez zmarłą trzy lata temu Barbarę Blaine. W chwili obecnej organizacja skupia 1,2 tys. członków w 56 krajach, ma znakomitą stronę internetową z bogatą zawartością. Istotna jest również strona internetowa dokumentująca nadużycia seksualne katolickich biskupów (www.bishop-accountability.org). Zaglądam na te strony, by wiedzieć, jak wiele się dzieje, jak ofiary nadużyć seksualnych kleru wreszcie są wysłuchiwane i powoli same nabierają odwagi mówić i pisać o swoich traumatycznych doświadczeniach. Jednocześnie widzę, jak wielki jest opór kościelnego establishmentu przed przyznaniem, że to naprawdę jeden z największych problemów dzisiejszego katolicyzmu. Owszem, nie tylko katolicyzmu, ale właśnie to wyznanie buduje przekonanie, że wierność doktrynie gwarantuje prostą drogę do nieba.

W tej religijnej propagandzie szczególnie elokwentny był Jan Paweł II, który łączył, zwłaszcza w ostatnich latach swojego długiego pontyfikatu, retorykę świętości i surowych wymagań z gwałtownymi atakami na współczesność i jej konsumpcjonistyczną kulturę. Tylko nieliczni mieli wgląd w prawdziwy i często pełen sprzeczności charakter polskiego papieża. Jednym ze sposobów dotarcia do istoty osobowości Karola Wojtyły jest poznanie jego stosunku do pedofilii w Kościele. W Polsce ten temat stanowi tabu. Nikt nie chce się wypowiadać, szczególnie po beatyfikacji i kanonizacji zmarłego w 2005 r. papieża. Tymczasem w innych krajach jest to problematyka żywo dyskutowana. Jeden z jej najlepszych znawców, amerykański dominikanin Thomas Doyle, odpowiadając na moje pytanie, czy to możliwe, by Watykan został pociągnięty do odpowiedzialności w sprawie przestępstw pedofilskich Theodore’a McCarricka, wskazał kilka ściśle powiązanych kwestii. Jego mejl z 10 grudnia 2019 r. jest na tyle istotny w kontekście tego artykułu, że pozwalam sobie przytoczyć go w całości, za zgodą Doyle’a: „Zważywszy na to, co wiem i co mogę ujawnić, jako że jestem w tej sprawie ekspertem razem z Mitchem (Mitchell Garabedian), myślę, że wezwanie do odpowiedzialności Stolicy Świętej może się udać. Nie ma wątpliwości, że oni wiedzieli o McCarricku, nawet zanim został wysłany do Newark (w 1986 r.). Zastanawiam się również, jaką rolę odegrały pieniądze w jego nominacji na biskupa Waszyngtonu (w roku 2000). Stało się dla mnie i dla innych jasne, że Jan Paweł II był człowiekiem o wielu twarzach. Grał świętego papieża dla tłumów i na zewnątrz, strażnika ortodoksji dla tzw. konserwatystów, ale jego prawdziwa twarz była niewidoczna na zewnątrz. On i jego mały pomocnik Dziwisz byli głęboko skorumpowanymi jednostkami, które pod pozorem pobożności skrywały brudy (bullshit). Byłem i nadal jestem ekspertem w wielu przypadkach Legionu Chrystusa (zakonu założonego przez Marciala Maciela). Napisałem na ten temat ogromny raport, dzięki czemu miałem dostęp do bardzo prywatnych dokumentów. Wynik wskazuje na więcej niż korupcję. Legion Chrystusa był i jest pobożnym oszustwem, a Jan Paweł II go chronił, znając brudy Maciela. Ta budowla powoli się sypie, a kiedy jej fasada całkowicie runie, świat zobaczy, że Kościół był prowadzony w złym kierunku przez grupę hipokrytów”. W tym krótkim mejlu jest już właściwie wszystko – diagnoza choroby i wskazanie możliwości jej uleczenia.

O Thomasie Doyle’u zrobiło się głośno w 1984 r., gdy jako prawa ręka nuncjusza Pio Laghiego przygotował dla biskupów raport na temat pedofilii w Kościele amerykańskim. Wówczas ten dokument został zupełnie zignorowany, a jego autor popadł w niełaskę. Doyle był tak głęboko rozczarowany obojętnością biskupów i przejęty cierpieniami ofiar, że od tamtego momentu zaczął działać na własną rękę, rezygnując przy tym ze świetnie zapowiadającej się kariery kościelnej. Ostatni tekst na ten temat napisał pod koniec listopada 2019 r. To okres 35 lat. Wystarczająco długi, by pokusić się o mały bilans wyników jego działań.

Zmagania byłych mnichów z hierarchią

Jednak Thomas Doyle nie był sam. Wiele lat przed nim w sprawę pomocy ofiarom nadużyć zaangażował się psychoterapeuta i benedyktyn Richard Sipe. W latach 1952-1970 udzielał on pomocy psychoterapeutycznej nie tylko ofiarom, ale i przestępcom. Po opuszczeniu zakonu kontynuował tę działalność, stając się światowym autorytetem w dziedzinie seksualności, celibatu i przestępstw księży na tle seksualnym. Napisał na ten temat sześć książek, z których najważniejszą jest „Seks, księża i tajne kody. Historia 2000 lat nadużyć seksualnych w Kościele katolickim” opublikowana w 2006 r. razem z Doyle’em i Patrickiem Wallem. To klasyczna pozycja pomagająca zrozumieć istotę problemu pedofilii w Kościele. Ważniejsze jednak od ustaleń historycznych jest osobiste zaangażowanie każdego z autorów w dramat ofiar nadużyć seksualnych kleru i ich przekonanie, że Kościół może się zmienić. Najmłodszy z tej trójki, Patrick Wall, podobnie jak Sipe przez wiele lat był benedyktynem zaangażowanym w pomoc ofiarom nadużyć seksualnych księży. I podobnie jak starszy kolega zdecydował się pomagać ofiarom również po wystąpieniu z zakonu. Z wykształcenia, tak jak Doyle, jest prawnikiem. Prowadził ponad 200 spraw sądowych i jest w tej chwili uznanym ekspertem w dziedzinie nadużyć seksualnych księży.

Ale najważniejszym osiągnięciem tej trójki nie są książki, setki artykułów czy tysiące wygranych spraw. Tajemnicę ich sukcesu najlepiej określił chyba sam Patrick Wall, który 14 grudnia 2019 r. w mejlu do mnie tak opisał ich wspólne działania: „W trójkę, Richard (Sipe), Tom (Doyle) i ja, spotkaliśmy się w 2002 r., by odpowiedzieć na poważne pytania związane z nadużyciami seksualnymi księży wobec nieletnich. Mogli na nie odpowiedzieć tylko ci z nas (zajmujących się tymi sprawami), którzy żyli przez lata w zakonie, a potem go opuścili. Przez 16 lat cieszyliśmy się serdeczną przyjaźnią i wspólnotą celu pomocy ofiarom tych nadużyć”.

Myślę, że najważniejsze i wręcz przełomowe znaczenie miało zaangażowanie się tych trzech zakonników, dla których dobrem najwyższym stała się pomoc ofiarom, a nie obrona instytucji. To oni dzięki posiadanej wiedzy, wykształceniu prawniczemu, a przede wszystkim ogromnemu zaangażowaniu w losy ofiar nadużyć seksualnych katolickiego kleru wpłynęli na zmianę stosunku społeczeństwa amerykańskiego, w tym katolików, do problemu pedofilii w Kościele. Istotne jest również, że ich odejście z zakonu nie tylko nie osłabiło ich zaangażowania, ale paradoksalnie je wzmocniło. Do dzisiaj Thomas Doyle i Patrick Wall są zapraszani nie tylko na sale sądowe, ale i do instytucji katolickich, by wskazywać, jak Kościół może odzyskać wiarygodność, którą utracił, chroniąc przez wieki pedofilów w sutannach, a zupełnie zaniedbując ofiary i zapominając o ich cierpieniu. To właśnie ich działalność tysiącom ofiar przywróciła wiarę w możliwość przezwyciężenia straszliwych traum i wzbudziła nadzieję na normalne życie. Czy taką działalność uda się rozwinąć w Polsce? Trudno przewidzieć, choć wiele wskazuje, że w najbliższych latach tak się stanie.

Wszystkie drogi prowadzą do Watykanu

W ostatnim czasie pojawiła się cała seria artykułów wskazująca konieczność uwzględnienia roli Watykanu. Franciszek zdaje się świadomy tej nowej sytuacji i wielokrotnie ponawiał gotowość współpracy z lokalnymi sądami państwowymi. Aresztowanie jego bliskiego współpracownika kard. George’a Pella wskazuje, że swoje deklaracje papież traktuje poważnie. Jednak prawdziwym spiritus movens watykańskich manipulacji był potężny do niedawna kard. Angelo Sodano, bliski współpracownik Jana Pawła II, Benedykta XVI i do 21 grudnia 2019 r. Franciszka. Tuż przed świętami bowiem ten hierarcha, który mimo ukończenia 92 lat wydawał się nie do ruszenia, podał się do dymisji. Jakie to ma znaczenie, pisze amerykański dziennikarz i autor wielu książek poświęconych skandalom pedofilskim w Kościele, Jason Berry. W niezwykle szczegółowym artykule w „National Catholic Reporter” z 27 grudnia 2019 r., zatytułowanym znamiennie „Ostatni byk – kardynał Sodano odchodzi”, przedstawił nieograniczone wprost wpływy Sodana w Watykanie. Jedno zdanie warto przywołać, bo tłumaczy tytuł tego ciekawego artykułu: „Podobny do byka depczącego wartości moralne Sodano używał swojego autorytetu, by chronić winnych, blokować reformatorów i pomagać intrygantom”.

Prędzej czy później dowiemy się, kto i kiedy dostarczał tym wpływowym hierarchom łapówki od przedstawicieli Legionu Chrystusa i kard. McCarricka. Media katolickie piszą, że kard. Sodano sam ustąpił z funkcji dziekana Kolegium Kardynalskiego. Jednak Berry sugeruje, że został do tego zmuszony przez Franciszka. Jego zdaniem papież zmienił dotychczasowe przepisy, by pozbawić Sodana stanowiska. Ten bowiem, mimo zaawansowanego wieku, nie zamierzał zrezygnować z funkcji, która od 2005 r. gwarantowała mu właściwie nieograniczone wpływy. Również ostatni papieże musieli się liczyć z jego zdaniem. Niewykluczone, że dopiero w chwili obecnej będzie możliwe pociągnięcie Sodana do odpowiedzialności. Zapowiedzią zmian jest zbieżność dymisji tego kardynała z początkiem czystek w Legionie Chrystusa. Zapewne również dla kard. Dziwisza kończy się okres ochronny.

STANISŁAW OBIREK jest teologiem, historykiem i antropologiem kultury, pracuje w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, w 2005 r. wystąpił z zakonu jezuitów i zrezygnował z kapłaństwa

Fot. Backgrid Australia/Forum

Wydanie: 3/2020

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy