Listy od czytelników nr 1/2017

Listy od czytelników nr 1/2017

Jestem wdzięczny za stan wojenny
Dopiero teraz widzę, jakimi nieudacznikami byli niektórzy czołowi działacze Solidarności, którzy przy Okrągłym Stole otrzymali od „komuchów” władzę wraz z całym majątkiem państwowym. Jeszcze dziś wydaje im się, że to wszystko sobie wywalczyli, a przecież prawda jest taka, że dostali to wszystko na tacy, bo zaistniały po temu warunki. Skończyła się epoka doktryny Breżniewa, przyszła epoka Gorbaczowa i rozpadu ZSRR, a tym samym nieaktualny stał się podział Europy na strefy wpływów ustalony przez trzy mocarstwa na konferencjach w Teheranie i Jałcie.

Kim byli nasi nowi przywódcy? Niestety, to byli nieinteligentni nieudacznicy, bez osiągnięć na jakimkolwiek polu, niepotrafiący niczego racjonalnie ani zaplanować, ani wykonać. Wyspecjalizowani nie w pomnażaniu dóbr, tylko burzeniu nawet tego, co dość sprawnie funkcjonowało, kierujący się nie racjonalizmem, lecz utopijnymi emocjami. Nigdy do kasy państwowej niczego nie dołożyli, ale zawsze byli i są skorzy do szarpania z niej na swoje fanaberie. Zniszczyli ogromny potencjał przemysłowy, w tym w pełni zmodernizowany i nowoczesny przemysł lekki. Z roku na rok coraz bardziej zadłużają państwo, doprowadzają do masowej emigracji najzdolniejszej części młodzieży. Czego się tknęli, to zniszczyli. Przypomnę tu elektroniczny system liczenia głosów, Pendolino, stadninę w Janowie, a z poważniejszych wpadek koszty budowy autostrad czy uzbrojenie armii. Takich przykładów z 26 lat jest wiele.

To o takich Józef Piłsudski mówił: „Do polityki garną się ludzie, którzy niczego nie osiągnęli, a więc nieudacznicy i darmozjady. Polityka to dla nich deska ratunku, mogą godnie żyć, nie dając w zamian nic”.

Jeszcze dziś ogarnia mnie przerażenie, kiedy uświadamiam sobie, że to właśnie oni, ci nieudacznicy, hurapatrioci, pod koniec 1981 r. chcieli poprowadzić patriotyczną młodzież na krwawą wojnę z całą potęgą Breżniewa. Panicznie się bałem o życie syna, bardziej niż w czasie wojny o swoje własne. To dlatego dzień 13 grudnia 1981 r. wspominam jako dzień ulgi od strachu. I dlatego jestem wdzięczny za stan wojenny:

Za to, że uniemożliwił szaleńcom poprowadzenia mojego syna studenta i jego kolegów strajkujących na Politechnice Łódzkiej z kamieniami na radzieckie czołgi. Za to, że nie muszę chodzić ze zniczem w garści i nienawiścią w sercu na grób bohatersko poległego syna. Za to, że mogę się cieszyć wykształconymi, inteligentnymi wnukami. Za to, że nasza młodzież nie została wsadzona do bydlęcych wagonów, aby po parotygodniowej podróży ci, którzy przeżyli, zostali wysadzeni na jakiejś stacji bajkalsko-amurskiej magistrali we wschodniej Syberii. Za to, że moje miasto, Łódź, nie zamarzło, choć zapasy węgla w elektrociepłowniach dramatycznie się kończyły, a górnicy i kolejarze strajkowali.

Ci, którzy potrafią racjonalnie myśleć, wiedzą, że groziła nam niewyobrażalna katastrofa z milionami ofiar zabitych i rannych, zagłodzonych i zamarzniętych.

Grzegorz Ulman, ojciec i dziadek, który przeżył prawdziwą wojnę w Litzmannstadt (…)

Wydanie: 1/2017

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy