Łowy z nagonką

Łowy z nagonką

Wkraczamy w sezon polowań z nagonką. Wybory już za pół roku, a więc trzeba spuszczać z uwięzi psy gończe, aby ścigały upatrzoną zwierzynę. Rządzący przemieniają się w koło łowieckie, któremu wkrótce grozi rozwiązanie. Trzeba więc zademonstrować myśliwski profesjonalizm i skuteczność, by zdobyć aplauz publiki. Jeżeli mimo to kółko łowieckie nie przetrwa, to przynajmniej poszczególni jego członkowie zdobędą jakieś trofea, aby się nimi później delektować w domowym zaciszu, na emeryturze.
Jednym ze ściganych od dłuższego czasu przez wspomniane towarzystwo myśliwskie jest Aleksander Gudzowaty, znany jako jeden z najbogatszych Polaków, szef firmy Bartimpex, arystokrata polskiego biznesu, operujący głównie w sektorze gazowym. Ponieważ mam zaszczyt jako adwokat pomagać panu Aleksandrowi w obronie przed nagonką, trochę się już orientuję w jej mechanizmach i niektóre z nich spróbuję opisać. Całe szczęście, że żyjemy w wolnym kraju, w którym można się bronić przed sforą psów i myśliwych.
Nie wiadomo, kto zarządził polowanie na Gudzowatego. Być może kiedyś się to wyjaśni, bo dzisiaj można tylko spekulować. Niewątpliwie obiektywną praprzyczyną wszystkiego jest branża, w której działa – sektor strategiczny, duże uzależnienie od Rosji i Gazpromu, a więc od razu nasuwają się wielkie i niejasne pojęcia: bezpieczeństwo i suwerenność państwa, jego strategiczne interesy itd., itp. Gazprom to potęga dysponująca jedną czwartą światowego gazu, zatem być może w grę wchodzą również interesy NATO i bezpieczeństwa globalnego. Jest więc oczywiste, że gazowe polowanie przyciąga wielu myśliwych. Staje do niego rząd całą swoją mocą ministrów, służb specjalnych, policji i prokuratury. Gdyby taka akcja odbywała się w totalitaryzmie, trwałaby krótko, bo ścigany nie miałby żadnych szans. A w demokracji jest trochę tak, jak w niezbyt dobrze znanym lesie. Trzeba polować dłużej, staranniej i dokładniej, bo zwierzyna może się dobrze ukryć albo gdzieś czmychnąć.
W polowaniach na ludzi, urządzanych we współczesnych demokracjach, rolę naganiaczy spełniają media. Jeżeli ścigany nie wytrzyma psychicznie, może zginąć od ciosów nagonki. Myśliwi nie muszą wtedy nawet strzelać i mogą spokojnie rozpocząć inną, nową akcję.
Znani są z imienia i nazwiska członkowie rządu premiera Buzka i jego doradcy, tworzący elitę koła łowieckiego, polującego na Aleksandra Gudzowatego. Jest wśród nich nawet wicepremier, robiący wrażenie człowieka spokojnego i grzecznego, a będący w istocie myśliwym bardzo zawziętym, chytrym i nieustępliwym. Wspomnianej elicie pomaga usłużnie bliżej nie znana grupa funkcjonariuszy UOP, policji i prokuratury oraz kilku dziennikarzy. Praca tych ostatnich polega na publicznym tropieniu i osaczaniu obiektu polowania, w ścisłej, jak się wydaje, koordynacji ze wspomnianą grupą przedstawicieli państwowego aparatu przymusu oraz innymi urzędnikami centralnej administracji. Są dość oczywiste poszlaki, wskazujące na współpracę nagonki i myśliwych: oto zapowiada się np. od dłuższego czasu, że 26 marca odbędzie się bardzo ważne Walne Zgromadzenie ważnej firmy, na którym zapaść mają kluczowe decyzje. Poczytna gazeta – główny naganiacz – ma już od dawna przygotowane, duże teksty na dzień następny. Krzyczące, obraźliwe i prowokacyjne tytuły: “Rosyjski łącznik!”, “Ten trzeci w gazie”. Kolejnego dnia wstyd, bo zwierzyny nie udało się odstrzelić. A z nietrafionych tekstów podśmiewa się nawet inny dziennik – też niezły naganiacz – pisząc o “przestarzałych rewelacjach gazetowych”. Krytycznego 26 marca pod siedzibą firmy koczuje znane radio, a nie mniej znana dziennikarka tegoż radia próbuje postawić w telewizji swoją kropkę nad i, niezwykle życzliwie przesłuchując spokojnego i zawziętego myśliwego z wyższych sfer rządowych, a stronniczo i arogancko traktując drugiego interlokutora.
Już dawno zastanawiałem się, dlaczego nie lubię polowań. Odstręcza mnie od nich rażąca nierówność sił głównych uczestników widowiska oraz to, że strony słabszej nikt nie chce wysłuchać. W nadchodzącym sezonie łowieckim czekają nas szczególne atrakcje. Ciekawe, jak będziemy wyglądać po jego zakończeniu, jaka będzie kondycja dzisiejszych myśliwych i kto ze ściganych przetrwa obecny czas łowów.


Lech Falandysz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, adwokat, rektor Wyższej Szkoły Handlu i Prawa w Warszawie

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy