Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Trwają zabawy między min. Sikorskim a Kancelarią Prezydenta – co kto komu podpisze, a czego nie podpisze. To takie gry może i dla paru ważnych panów fajne i pasjonujące, kto kogo przetrzyma, tylko że dla ludzi w MSZ niszczące. Chłopcy, źle się bawicie…
Bo jaki jest efekt tych przepychanek?
Miała do Nowego Jorku pojechać pani Anna Fotyga. Wszystko było zaklepane, ten jej występ w Komisji Spraw Zagranicznych to był grom z jasnego nieba. A ponieważ miała wyjechać, w naszym przedstawicielstwie w Nowym Jorku był szum, ludzie pisali podania do Warszawy, że chcą wracać do kraju albo żeby ich przenieść gdzie indziej. Zmieniło się – pani Fotyga nie będzie naszym ambasadorem przy ONZ, minister przedłużył Andrzejowi Towpikowi misję o rok. I co? Ci sami ludzie piszą znów do centrali, że jednak nie chcą wracać, że chcieliby zostać jeszcze rok, żeby im przedłużyć.
Jak żyć na takiej huśtawce?
W samej centrali natomiast trwają zabawy finansowe. M.in. w wynajmowanie nieruchomości. W nowej strukturze to zadanie przypadło pełnomocnikowi ministra ds. inwestycji kluczowych. Więc chłopina się wciąga. W Nowym Jorku wynajęliśmy pomieszczenia biurowe dla misji. Pięknie! Tylko że wprowadzić się nie można, bo trwają prace adaptacyjne. A czynsz – kilkadziesiąt tysięcy dolarów miesięcznie – leci.
W Waszyngtonie za to zdobyliśmy rezydencję dla ambasadora. Ach, jak się zachłystywano, jaka to okazyjna cena! A jaki to punkt, pani Clinton jadąc do pracy, codziennie będzie ją mijała! A teraz jest cisza – bo się okazało, że rezydencja jest głównie z azbestu.
Grupa pułkowników z MON jest konsekwentna – MSZ jest zalane blackberry, prowadzone są szkolenia (wiadomo, że nie za darmo), uczy się ludzi, jak posługiwać się tymi klawiszami. I ogłasza się nowe sukcesy: a to będziemy mieli dostęp do takiej bazy danych, a to do innej.
Napiszmy więc jeszcze raz – to jest zabawa w gadżeciarstwo. Ważniejsze od szkoleń, jak posługiwać się blackberry, byłyby szkolenia, jak interpretować konferencje prasowe czy polityczne komunikaty. Bo co z tego, że człowiek będzie miał dostęp do bazy danych X, jeżeli nie będzie umiał zinterpretować zdobytych informacji? Poza tym, powiedzmy otwarcie, MSZ to nie agencja prasowa, powinno raczej pracować na danych, których nie ma w ogólnodostępnych bazach, czyż nie?
Ale żeby nie popadać w biadolenie, zakończmy z uśmiechem. Są bowiem jeszcze w MSZ ludzie obdarzeni zmysłem politycznym. Oto nasz konsul w Ostrawie (nawiasem mówiąc – to placówka marzenie, mało pracy, pod samą granicą, więc weekendy można spędzać w domu, a pensja jak na Zachodzie…) wymyślił sobie, że na terenie konsulatu staną dwa kamienie. Jeden będzie się nazywał Lech, a drugi Vaclav. Dla jednych ma to być na pamiątkę spotkania prezydentów Kaczyńskiego i Klausa. Dla drugich – Wałęsy i Havla. Zależy, kto przyjedzie i jak będzie pytał. Do wyboru, do koloru.
Prawda, że przebiegły to pomysł?
Attaché

Wydanie: 29/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy