Macron: Więcej wizji, mniej śrubokrętów

Macron: Więcej wizji, mniej śrubokrętów

Prezydent Francji obiecuje reformy, które mają zdyscyplinować państwa unijne

Latem 2014 r. w biurze berlińskiego profesora Henrika Enderleina zadzwonił telefon. Do znanego ekonomisty dobijał się jego francuski kolega po fachu Jean Pisani-Ferry. – Henriku, czy możecie zatrudnić na waszej uczelni byłego doradcę François Hollande’a? Nazywa się Macron i jest znakomitym ekonomistą. Być może go znasz. Zdolny, ale trochę niepokorny. Pokłócił się z prezydentem i teraz szuka pracy – mówił Francuz. Enderlein już wtedy wiedział, kim jest Emmanuel Macron. Spotkał go w Pałacu Elizejskim, kiedy Macron był doradcą Hollande’a. Obaj wzięli udział w panelu o niemiecko-francuskich stosunkach gospodarczych.

Macron nie został jednak docentem w berlińskiej Hertie School of Governance, bo wkrótce pogodził się z prezydentem i przyjął tekę ministra gospodarki w rządzie Manuela Vallsa. Ale już podczas tamtej rozmowy telefonicznej Enderlein i Pisani-Ferry zgodnie uznali, że „będą ludzie z tego Macrona”.

Niemniej jednak warto zadać sobie pytanie: co by było, gdyby Macron jesienią 2014 r. rzeczywiście przeprowadził się do Berlina. Czy Marine Le Pen byłaby dziś prezydentem? Przypuszczalnie Angela Merkel byłaby wtedy załamana. Po bezapelacyjnych zwycięstwach lidera La République en marche! (LREM) w wyborach prezydenckich i parlamentarnych szefowa niemieckiego rządu odetchnęła, ale czy może dziś spać spokojnie? Prezydent Francji zawładnął sercami wielu Europejczyków, lecz jest przekonany, że niemiecka dominacja w UE musi dobiec końca. Dla Merkel jest więc przyjacielem i zarazem wrogiem. Politykiem, który w tandemie z przyszłą kanclerz (lub przyszłym kanclerzem) Niemiec pragnie uratować Unię, jednocześnie naciskając, aby zwiększyła inwestycje. Niemiecko-francuska przyjaźń może być ożywcza, lecz z niemieckiego punktu widzenia niezwykle kosztowna.

Odpowiednia kolejność

Według założeń Macrona Unia powinna mieć jedną faktyczną centralę – w Brukseli. Plany francuskiego prezydenta przewidują ponadto wystawienie jednego ministra gospodarki i finansów, który miałby reprezentować wszystkie państwa członkowskie. Prezydent chciałby także, aby razem ponosiły odpowiedzialność za wspólne długi, co zaskoczyło niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schäublego. „Jeśli mamy wspólnie wzmocnić UE, to najpierw Francja i Włochy muszą same poprawić swoją sytuację. Wtedy porozmawiamy, jak zmienić Unię. To jest odpowiednia kolejność”, zaznaczył Schäuble w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”.

Sama Merkel już kilkakrotnie podkreślała w mediach, że jej rząd na pewno nie zmieni polityki gospodarczej „tylko z tego względu, że Macron został prezydentem”.

Postulaty nowego gospodarza Pałacu Elizejskiego dodały zresztą pieprzu niemieckiej kampanii wyborczej. Liderzy SPD próbują wykorzystać różnice między Macronem i Merkel oraz udowodnić, że tylko socjaldemokraci będą w stanie przyzwolić na jego śmiałe plany. Minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel i kandydat na kanclerza Martin Schulz co rusz wyrażają wiarę w słuszność spostrzeżeń Macrona.

– Ten, kto kwestionuje wagę jedności niemiecko-francuskiej dla gospodarek krajów UE, nie wie, co mówi – uważa Gabriel, autor głośnego ostatnio dokumentu Élysée 2.0, czyli koncepcji wznowienia traktatu elizejskiego z 1963 r. – Przestańmy wyliczać wady pomysłów Macrona, a zacznijmy akcentować, co jest z nimi zbieżne. Byłoby żal, gdyby nasz narodowy egoizm zniweczył ambitne plany nowej francuskiej administracji – dodaje.

Ten przedwyborczy strzał był wymierzony w Schäublego i jego rygorystyczną politykę oszczędnościową. Minister finansów zareagował ze stoickim spokojem człowieka od 55 lat obecnego w polityce. – Nowy szef niemieckiej dyplomacji ma widocznie teraz więcej pomysłów na gospodarkę niż swego czasu jako minister gospodarki. To ja pytam: dlaczego już wtedy nie zrealizował swoich planów? – pyta Schäuble. I dodaje: – Jeśli nadwyżka handlowa w Niemczech pozwoli nam na większe inwestycje, to nie będziemy się temu przeciwstawiać. Zgadzam się, Gabriel powinien częściej słuchać porad Macrona: mniej gadać, za to więcej działać.

W chadecji panuje zresztą przekonanie, że niemiecka nadwyżka handlowa nie ma związku z polityką. Za główny jej powód eksperci uważają wysoką konkurencyjność gospodarki oraz politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego, który stawia na niskie oprocentowanie, popierane skądinąd przez samego Macrona. Tyle że polityka pieniężna Maria Draghiego obniżyła także kurs euro, co sprawiło, że niemieckie produkty stały się na świecie tańsze i atrakcyjniejsze.

– Gdyby nie było euro, nie mielibyśmy rekordowej nadwyżki eksportowej. Warto jednak zapytać, czy to jedynie nasza wina – ciągnie Schäuble. Jednym z zabiegów mogących ograniczyć niemiecką nadwyżkę handlową byłoby obniżenie podatków, ale według ministra finansów to właśnie współrządząca SPD na to się nie zgadza.

Élysée 2.0

Politycy SPD robią jednak swoje i próbują wytworzyć przed jesiennymi wyborami do Bundestagu klimat przyzwolenia dla pomysłów Macrona. Prezydent Francji chce wprowadzić wspólny unijny budżet inwestycyjny, kontrolowany przez europosłów z krajów strefy euro. – Taki budżet pozwoliłby na szybkie działanie, kiedy Unię znów zaskoczy kryzys. Bez dogłębnych reform nasza waluta jest skazana na wymarcie – przekonywał Macron na początku roku podczas wystąpienia na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie. Ten pomysł jest zbieżny z niemieckim planem Élysée 2.0. Prezydent Francji woli więc poczekać do wyborów do Bundestagu, nie przesadzając z pochwałami dla Merkel.

Niemieccy socjaldemokraci domagają się intensywniejszej współpracy z Francją nie tylko w gospodarce i strefie euro, ale także w obszarach nauki, infrastruktury, cyfryzacji i dyplomacji. Według wstępnych ustaleń zawartych w dokumencie Élysée 2.0 oba rządy musiałyby się zobowiązać do powołania ministra ds. współpracy niemiecko-francuskiej. Niemiecki urzędnik byłby np. upoważniony do uczestnictwa w posiedzeniach francuskiego rządu i odwrotnie. Te dwie osoby koordynowałyby wspólne stanowiska w polityce zagranicznej. W gremiach UE występowałaby wyłącznie jedna osoba, przedstawiająca jednolite koncepcje obu państw członkowskich. Berlin i Paryż marzą ponadto o unii fiskalnej z ujednoliconym systemem skarbowym. A wszelkie kwestie obronności, które Francja omawia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, mają być z kolei wcześniej konsultowane z niemieckim rządem. Wobec tego w planach jest powołanie odpowiednich organów zacieśniających współpracę i wzajemną kontrolę.

Jeśli chodzi zaś o unię fiskalną i wspólnego ministra finansów, to z Macronem zgadzają się zarówno CDU, jak i SPD. „Już wielokrotnie składałam podobne propozycje, ale taka osoba musiałaby dysponować odpowiednim budżetem i wszelkimi narzędziami kontroli, mogącymi zapobiec nowemu zadłużeniu innych państw członkowskich. To jednak wiąże się ze zmianami w traktatach UE, co wydaje się mało realistyczne”, twierdzi Merkel na łamach dziennika „Die Welt”. Macron z kolei proponuje połączenie funkcji komisarza ds. walutowych i gospodarczych ze stanowiskiem szefa Eurogrupy, co nie wymagałoby wspomnianych zmian. Natomiast Gabriel chciałby, aby Niemcy i Francja wystawiły także wspólnych przedstawicieli w innych gremiach, np. w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.

Macron i Gabriel są zresztą dobrymi znajomymi. Pozostawali w kontakcie, kiedy odpowiadali w swoich krajach za resort gospodarki. I już wtedy zastanawiali się nad projektami intensywniejszej współpracy. Tydzień po atakach terrorystycznych w Paryżu w 2015 r. Macron zaprosił ówczesnego szefa SPD wraz z małżonką na obiad. A Gabriel zaproponował mu pomoc w kampanii prezydenckiej. Zbyt głośne poparcie ze strony Merkel i CDU mogło mu bowiem zaszkodzić lub zniechęcić znaczną część lewicowego elektoratu. Natomiast Gabriel był w Paryżu mile widziany. Chociaż piastował funkcję wicekanclerza w rządzie Merkel, nie zawahał się skrytykować Schäublego.

Mistrz dialektyki

Sam Macron bez względu na zabarwienie polityczne obecnego rządu w Niemczech potrafi umiejętnie grać na dyplomatycznym fortepianie. W przemówieniu na Uniwersytecie Humboldtów powoływał się na tezy Schäublego z lat 90., w których polityk CDU apelował o ścisłą współpracę gospodarczą państw Unii, wzmocnioną przez niemiecko-francuski sojusz. Lider En Marche! wykonał więc w Niemczech ukłon w kierunku człowieka, który nad Sekwaną bywa wyszydzany, a jego kurs oszczędnościowy stanowczo odrzucany, szczególnie przez samego Macrona w latach 2014-2016.

Prezydent Francji jest mistrzem dialektyki politycznej. Chce pokazać, że nie puszcza niemieckich zmartwień mimo uszu, bo zawsze może się znaleźć w pozycji słabszego. Merkel doskonale o tym wie. Obserwuje Macrona już od kilku lat. Młody polityk często siedział obok Hollande’a, kiedy kanclerz odwiedzała go w Pałacu Elizejskim. Pamięta też wizytę Macrona w 2014 r., kiedy francuski minister gospodarki zażądał od niej 50 mld euro dodatkowych inwestycji. Już wtedy niemieccy ekonomiści uważali ten pomysł za przesadzony. Merkel zauważyła, że Macron jest elokwentny i obdarzony zdolnością perswazji, przy czym nie przepada za politykami, którzy wygrywają wybory jedynie pięknymi słówkami. Być może dlatego, że sama nie jest obdarzona szczególnym talentem retoryczym. Ale i tak Macron jest jej znacznie bliższy niż np. konserwatysta François Fillon, który w Berlinie uchodził początkowo za faworyta w wyścigu o fotel prezydencki. Kandydat Republikanów był wobec Moskwy bardziej ustępliwy niż Macron, nie mówiąc już o Marine Le Pen, jawnie afirmującej politykę ekspansyjną Kremla. A Merkel będzie tymczasem dalej spokojnie obserwować, czy Macron potwierdzi przedwyborcze słowa czynami.

Przypomnijmy, że wielu Niemców odrzuca pomysły Macrona i tezy zawarte w planie Élysée 2.0. Przeszło połowa (64%) nie chce przerwania aktualnej polityki oszczędnościowej. Merkel nie wysyła do Paryża lukrowanych listów, ale też nie neguje wszystkich zamiarów nowego prezydenta. Takie sygnały byłyby zbyt ryzykowne przed wyborami. Szefowa rządu popiera po części plany reform instytucji unijnych, które wzmocnią wzajemną kontrolę. Tyle że dotąd to właśnie władze Francji sprzeciwiały się zbyt daleko posuniętym ingerencjom tych instytucji w wewnętrzne sprawy państw członkowskich.

Kompetencje w rozsypce

Sukces niemiecko-francuskiej lokomotywy zależy więc w dużej mierze od Macrona. Jeśli uda mu się skonsolidować ruch LREM, wyciągnąć kraj z kryzysu gospodarczego i ocalić przed dalszym zadłużeniem, Merkel wyjdzie mu zapewne naprzeciw. Choć z pewnością nie obierze kursu konfrontacyjnego. Gospodarz Pałacu Elizejskiego ma na świecie wielu znajomych.

– Macron stoi dokładnie w tym samym miejscu, gdzie ja – stwierdził były premier Włoch Matteo Renzi. Przez włoskie media przewija się plotka, jakoby podczas majowego spotkania Baracka Obamy i Mattea Renziego w Mediolanie obaj spontanicznie zadzwonili do Macrona. Kiedy ten odebrał, Renzi rzucił: – Dzień dobry, tu mówi asystent byłego prezydenta USA. Chwileczkę, zaraz go z panem połączę.

Włochy – ale również Hiszpania, Portugalia i Grecja – będą chciały przeciągnąć Macrona na swoją stronę. Pomysł wspólnego budżetu inwestycyjnego w UE, zmuszającego Niemcy do większych wydatków, wywołał w tych krajach falę przychylnych artykułów. Ale i politycy z innych krajów (skądinąd zdeklarowani przyjaciele Berlina) opierają się niemieckiej strategii zaciskania pasa. – Oszczędzanie w czasach, kiedy w południowych państwach panuje ubóstwo, uwłacza wartościom naszej wspólnoty – przekonuje Jean Asselborn, minister spraw zagranicznych Luksemburga. Nawet władze samej Unii zaskakują krytycznymi komentarzami. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zapewniał podczas ostatniego pobytu w Berlinie: – To, co Macron mówi o wspólnej odpowiedzialności, jest sensowne, zwłaszcza dlatego, że sam o tym nieustannie mówię.

Jedno jest pewne: UE w obecnym kształcie nie przekonuje i wymaga zmian. To, co kiedyś ją wyróżniało, czyli rodzaj wspólnoty gospodarczej bez wyraźnej politycznej centrali, dziś stało się jej głównym problemem. Unią zarządza 27 komisarzy, a ich kompetencje są tak podzielone, że niezliczona ilość unijnych urzędników jest głównie zajęta tym, żeby szefowie ich resortów nie wchodzili sobie w drogę. Natomiast ministra finansów wciąż brakuje. Unijni przywódcy bezustannie powołują się na socjalne i chrześcijańskie wartości wspólnoty, ale mało mogą zrobić, kiedy jej północ cieszy się dobrą koniunkturą, a na południowym skraju wielu ludzi cierpi biedę. Unia wymaga finansowej centrali, to nie ulega wątpliwości. Ale jak ona ma wyglądać? Niemiecki (chadecki) wariant zakłada, że ma powstać organ kontrolny, regulujący zadłużenie pozostałych państw członkowskich. Macron zaś marzy o swego rodzaju europejskim urzędzie ds. opieki społecznej, który zniweluje różnice poziomu życia wśród mieszkańców UE.

Czy te koncepcje są do pogodzenia? Macron twierdzi, że tak. Prezydent Francji obiecuje reformy dyscyplinujące państwa unijne, a zarazem inwestowanie w gospodarki, które znalazły się w kryzysie. We wspomnianym przemówieniu na Uniwersytecie Humboldtów zacytował też Jacques’a Delors’a. Były szef Komisji Europejskiej powiedział, że Unia potrzebuje wizji i śrubokrętu. – Niestety, na razie mamy zbyt wiele śrubokrętów, a za to żadnej wizji – spuentował Macron.

Wydanie: 28/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy