Mądry Bush po szkodzie

Zgodnie z tym, czego się można dowiedzieć ze światowej prasy, Bush Senior dopuścił się poważnego błędu w roku 1991, po wypędzeniu Saddama Husajna z Kuwejtu. Ocenił zupełnie fałszywie sytuację powstałą po rozbiciu wojsk irackich i wstrzymał pochód swoich oddziałów, ponieważ nie chciał ani obalić irackiego dyktatora, ani okupować Bagdadu. Wciąż toczą się dyskusje i dywagacje, co stałoby się, gdyby wtedy tyranię definitywnie zlikwidować. Zawsze jest jednak o wiele łatwiej dokonywać analizy wydarzeń po ich zajściu.
Toteż następny prezydent USA, Bush Junior, zastał zupełnie odmienny zespół geopolitycznych uwarunkowań w tym rejonie. Cały czas trwa gwałtowna szarpanina dwóch przeciwstawnych opcji. Amerykańskim jastrzębiom, którzy notabene zgromadzili już wokół Iraku poważne, gotowe do działania siły militarne, przeciwstawiają się zwolennicy rozwiązania pokojowego, w kilku rozmaitych wariantach. Tak zwana przez sekretarza Rumsfelda „stara Europa”, czyli Niemcy z Francją, do żadnych działań przy użyciu siły nie chce dopuścić. Ostatnio wypłynęła koncepcja wysłania do Iraku sił Narodów Zjednoczonych na rozkaz Rady Bezpieczeństwa, ale właściwie nikt tą na poły kompromisową drogą rozstrzygnięcia nabrzmiałego konfliktu nie jest gotów pójść. Wyspecjalizowany w matactwach i oszustwach Saddam Husajn potrafiłby, jak się powszechnie uważa, przynajmniej częściowo uniezależnić się od nadzoru oenzetowskiego, koncentrując się na dalszym produkowaniu broni masowej zagłady. Do wytworzenia broni biologicznych w ostateczności może posłużyć – jako laboratorium – byle piwnica.
Sytuacja USA jest dosyć trudna, i to z kilku powodów naraz. Jak gdyby nie wystarczyło problemów z Irakiem, coraz bardziej agresywna staje się polityka Korei Północnej, jawnie ośmielającej się rzucać nuklearne pogróżki Stanom Zjednoczonym. Do tego wszystkiego, przy obecnym amerykańskim deficycie budżetowym, gospodarczej recesji, giełdowych aferach i poszerzającym się pęknięciu paktu NATO, dołączyła katastrofa promu Columbia.
My tutaj, w Polsce, jesteśmy w takiej mierze zaślepieni aferą korupcyjną Rywina, że spoza niej prawie nie widzimy całego świata, co nie świadczy zbyt dobrze o naszej klasie politycznej. Lecz adresowano do niej już tak wiele krytyk, pomówień i zniewag, że nie godzi się, czy też raczej nie ma sensu ciężaru tych oskarżeń powiększać.

12 lutego 2003 r.

Wydanie: 8/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy